Rozdział piąty
Kolejna rozprawa na której byli przesłuchiwani świadkowie Sakury poszła zdecydowanie po myśli pana Tomoe. Przeciwna strona nie była w stanie ich niczym zagiąć. Jako pierwsza zeznawała Tsunade i zaczęła naprawdę z przytupem. Na pytanie, czy Sakura brała udział w badaniach odpowiedziała bez mrugnięcia okiem:
- To ona popchnęła wszystko do przodu. Gdy dołączyła do zespołu Yamado dopiero zaczynał i bardzo chętnie wciągnął Sakurę do projektu. Dopiero wtedy pojawiły się pierwsze obiecujące wyniki.
Każdy kolejny świadek potwierdzał słowa dyrektorki. Hinata, Yato, Haru, Ami oraz kilka innych, przychylnych Sakurze osób wypowiadało się o niej bardzo dobrze. Nie było wątpliwości co do zasadności roszczeń Sakury wobec Yamado. Przedstawiali ją nie tylko jako dobrego lekarza, oddanego swojej pracy, ale po prostu jako dobrą, empatyczną koleżankę. To była miła odmiana od tego, czego Sakura nasłuchała się na swój temat na poprzedniej rozprawie.
Po przesłuchaniu wszystkich, co trwało bardzo długo, sędzia wyznaczyła kolejny termin na za tydzień. Z ogromną ulgą wyszła z sali razem z prawnikiem. Czekały na nich Tsunade i Haru.
- Dobrze nam poszło? - zapytała Senju prawnika.
- Bardzo dobrze - rozwiał jej wątpliwości uśmiechając się szeroko. - Myślę, że zostały jeszcze maksymalnie dwie rozprawy i będzie ogłoszenie wyroku.
- Tak szybko? - zdziwiła się Haru.
- Wasze zeznania nie powinny budzić dalszych wątpliwości sądu - powiedział pan Tomoe. - Zobaczymy co powiedzą świadkowie Nishidy, ale wątpię, że ktokolwiek z nich chciałby narażać się na krzywoprzysięstwo. Za to grozi nawet kilka lat odsiadki.
- Myślę, że wyciągną jeszcze coś paskudnego z rękawa - stwierdziła Sakura czując w sobie dziwny niepokój. Przeczucie rzadko ją myliło.
- Spokojnie Sakura, poradzimy sobie ze wszystkim - Tsunade położyła jej rękę na ramieniu i ścisnęła lekko. - Za nami stoi prawda.
- I prawo - dodał pan Tomoe uśmiechając się. Sakura kiwnęła głową, ale nadal zastanawiała się, czy to aby na pewno wystarczy.
Dzień przed rozprawą Sakura nie mogła wyzbyć się bardzo nieprzyjemnej guli w żołądku. Jej umysł był skupiony na pracy, ale ciało dawało oznaki dużego niepokoju. Wyrwała się na obiad z przyjaciółmi, ale nawet ciepła miska zupy nie przyniosła ulgi.
- Boli cię coś? - zainteresował się Yato, kiedy Sakura rozmasowywała sobie brzuch.
- Ściska mnie w żołądku ze stresu - odpowiedziała. - Boję się jutrzejszej rozprawy.
- Pan Tomoe jest dobrej myśli - przypomniała jej Hinata. - Coś szczególnie cię martwi?
- Mam nieodparte wrażenie, że Yamado wyskoczy z czymś paskudnym. Ciągle mam przed oczami matkę w tym sklepie...
- Naprawdę podejrzewasz, że pojawi się na sprawie?
- Tak - przyznała Sakura.
- Porozmawiaj o tym z prawnikiem - powiedział Nakamura. - Jest spoko gościem, ma dobre podejście i doświadczenie, więc doradzi ci coś mądrego.
- Już rozmawialiśmy. Oczywiście uspokoił mnie i powiedział, że wybrniemy z każdego zarzutu, ale chyba nie zdaje sobie sprawy, że moja matka to jednak inna skala.
- Jestem przekonany, że widział już niejedno, więc możesz uwierzyć mu na słowo - Yato uśmiechnął się pewny umiejętności pana Tomoe.
- Zgadzam się - Hinata również przytaknęła. - Wiem, że to przede wszystkim duży ładunek emocjonalny dla ciebie, ale nie będziesz tam sama. Jeśli chcesz to zamienię się z kimś na dyżur...
- Nie - zaprotestowała Sakura od razu. - Dziękuję, ale nie. Nie chcę was mieszać w to, co może się tam wydarzyć. Mebuki jest nieobliczalna. Może zmienimy temat?
- Słyszałem pewną plotkę - zaczął tajemniczo Nakamura rozglądając się, czy nikt nie podsłuchuje. Zniżył swój głos do szeptu i nachylił się delikatnie nad stołem. - Jutro ma się zebrać rada nadzorcza w sprawie Tsunade.
- Chcą ją odwołać? - zapytała również szeptem Hyuuga.
- Tak mówią - potwierdził rezydent.
- Cholera - syknęła Sakura zła. - To kara za to, że mnie popiera. Nadepnęła na odcisk tej wrednej krowie.
- Ponoć część chciała ją wziąć z zaskoczenia i zwołać zarząd na cito, ale okazuje się, że są tam normalne osoby, które kategorycznie się na to nie zgodziły - powiedział Yato. - Naprawdę myślisz, że będą chcieli się pozbyć dobrego dyrektora tylko dlatego, że popiera swoją podopieczną w walce o uznanie wkładu naukowego w badania? - zwrócił się do Sakury.
- To chodzi o obronę dobrego imienia rodziny Nishida - odpowiedziała Hinata za Sakurę. - To polityka. Chcą się pozbyć Senju czyimiś rękami, bo sami mają jednak ograniczone możliwości.
- Rozmawiałaś o tym z ojcem? - zwróciła się Sakura do przyjaciółki.
- Nie, odciął się od tego już wiele lat temu - odpowiedziała Hyuuga. - Widział, że cała ta rada rozmija się z wizją mojej matki, że do decydowania o szpitalu pchają się rody, które nie mają pojęcia o leczeniu, tylko wykładają kupę forsy, żeby mieć głos... Widzieliście, że powstały cztery nowe sale VIP?
- Taa - mruknął niezadowolony Yato. - Ponoć będą specjalne rekrutacje na stanowisko pielęgniarek i opiekunek. Lista chętnych ma chyba z piętnaście stron. Drobnym druczkiem.
- Sama widzisz - Hinata rozłożyła ręce. - Co by się nie działo z Tsunade to nie jest twoja wina. Myślę, że spodziewała się czegoś takiego, a jednak nie sprzeniewierzyła się swoim wartościom. To godne podziwu.
- Jeśli pozbędą się Senju, ja też stąd spadam - postanowiła Sakura. - Inaczej rodzina Nishida będzie mnie ciągle karać bez względu na to, jaki będzie wyrok sądu.
- Nie mam więcej pytań - pan Tomoe usiadł z powrotem koło Sakury. To był ósmy świadek powołany przez Yamado. Sakura za każdym razem truchlała, kiedy sędzia wyczytywał nazwiska kolejnych osób. Poza tym była przygotowana na to, co usłyszy. Dwie opinie były bardzo neutralne i nie stawiały jej w negatywnym świetle i widać było, że świadkowie niechętnie pojawili się w sądzie.
- Prosimy kolejnego świadka - powiedziała sędzia zaglądając w papiery. Sakura poczuła, że ma mokre dłonie. Wytarła je nerwowo w spódnicę. - Mebuki Haruno.
Znalazła w sobie siłę, żeby spojrzeć na Yamado. Uśmiechał się drwiąco w jej kierunku doskonale sobie zdając sprawę, że to jest cios poniżej pasa, że to zaboli ją najbardziej. Jej matka nie miała być wiarygodnym światkiem, miała ją upokorzyć.
- Dzień dobry - powiedziała Mebuki podchodząc do pulpitu dla świadków. Sakura spojrzała na nią obojętnie. Wyglądała przyzwoicie i widać było, że jest trzeźwa. To było aż nieprawdopodobne jak szybko potrafiła się ogarnąć, co udowadniało, że gdyby naprawdę chciała, to pozbyłaby się tego nałogu.
- Dzień dobry - odpowiedziała sędzia i dodała: - Jest pani spokrewniona z powódką w pierwszej linii. Czy mimo to chce pani zeznawać?
- Tak - potwierdziła, ale nie spojrzała na Sakurę. Czyżby jakieś resztki wstydu i poczucia winy?
- Proszę zaczynać - prawnik Nishidy dostał zielone światło.
- Jakim człowiekiem jest Sakura? - padło pierwsze pytanie i Sakura wiedziała, że to będzie orka. Poczuła jak pan Tomoe delikatnie dotyka jej ramienia w geście wsparcia. Widocznie też już wiedział co się tu wydarzy,
- Nie powiedziałabym, że złym - odpowiedziała po chwili zastanowienia matka Sakury. - Ale na pewno bardzo interesownym. Lubi mieć kontrolę nad sytuacją, jest pracowita i dokładna. Potrafi szybko uciąć kontakt, jeśli ktoś jest dla niej niewygodny.
- Czy to właśnie stało się z panią? - drążył dalej prawnik.
- W rzeczy samej - Mebuki ożywiła się nagle mając przed sobą publikę chętną bądź nie, do wysłuchiwania jej ukrytych żali. - Wyprowadziła się z domu jeszcze w liceum, nie utrzymywała kontaktu ze mną i swoim ojcem. Nawet nie pojawiła się na jego pogrzebie. Owszem, wysoki sądzie, w domu się nie przelewało, byliśmy biedni, ale są w tym mieście gorsze patologie. Poza tym bieda to nie wstyd.
- Czy kiedy pani Sakura była na studiach próbowała naprawić wasze relacje?
- Zadzwoniła parę razy, ale nigdy mnie nie odwiedziła, nie zapytała jak żyję i czy mi czegoś potrzeba. Jestem na rencie, więc ledwo wiążę koniec z końcem. Czasami podejmuję się pracy dorywczej, żeby mieć na jedzenie.
- Wiedziała pani, gdzie córka zaczęła pracę po ukończeniu studiów?
- Dowiedziałam się przez przypadek, bo syn sąsiadki ją rozpoznał, kiedy był w szpitalu.
- Czy wtedy próbowała pani jeszcze odnowić kontakt z córką? - drążył dalej prawnik. Sakura słuchała tych kłamstw z zażenowaniem.
- Tak, ale Sakura nie chciała ze mną rozmawiać - odpowiedziała Mebuki smutnym tonem. - Chyba po prostu się mnie wstydziła. Za wysokie progi.
- Dawała to pani odczuć?
- Sprzeciw wysoki sądzie - pan Tomoe wstał. - To jest subiektywna ocena pani Haruno, nie możemy się na tym opierać. Poza tym, to nic nie wnosi do sprawy.
- Podtrzymuję - zgodziła się sędzia. - Proszę kolejne pytanie.
- Kiedy dowiedziała się pani o związku córki z moim klientem? - prawnik Yamado nie stracił rezonu. Sakura czuła, że karuzela dopiero się rozkręca.
- Przyszła do mnie koleżanka z pytaniem czemu się nie pochwaliłam, że będę miała takiego przystojnego zięcia. To było jakieś cztery lata temu. Nie wiedziałam o co chodzi, dopóki nie pokazała mi zdjęcia Sakury gdzieś na jakimś portalu. To młodzież teraz używa takich... jak to się mówi...
- Social media - podpowiedział prawnik. - Chciała pani poznać chłopaka córki?
- Oczywiście! - prawie wykrzyknęła kobieta. - Zadzwoniłam do niej i powiedziałam, że dopiero ze zdjęć dowiedziałam się, że ma chłopaka. Zdziwiłam się, bo Sakura sama zaproponowała, żebyśmy się spotkali. Ale tylko my dwie.
- Zapytała pani dlaczego tak?
- Byłam taka zadowolona, że w ogóle chce się ze mną zobaczyć, że nie zapytałam. Ale spotkałyśmy się, przyjechała do mnie jeszcze tego samego dnia.
- I co się wydarzyło?
- Od progu na mnie napadła i powiedziała, że nie życzy sobie żebym pojawiała się w jej życiu, które układa sobie z bardzo bogatym lekarzem. Mówiła, że jego rodzina jest wpływowa i przy nim będzie mogła osiągnąć coś dużego.
- Sprzeciw wysoki sądzie - pan Tomoe ponownie wstał. - Minęło zbyt dużo czasu, żeby świadek dokładnie pamiętał co powiedziała moja klientka.
- Po spotkaniu z córką po wielu latach to normalne, że te słowa mogły wyryć się szczególnie w pamięci - prawnik Yamado wszedł w dyskusję.
- To mocno naciągana koncepcja. Są jacyś inni świadkowie tego zdarzenia?
- To działo się w mieszkaniu pani Haruno...
- A czy można stwierdzić, czy była wtedy trzeźwa?
- Wystarczy panowie - sędzia postanowiła przerwać tę wymianę zdań i zwróciła się do reprezentanta lekarza: - Zmierza pan do czegoś tymi pytaniami?
- Tak wysoki sądzie - potwierdził.
- W takim razie oddalam sprzeciw. Proszę kontynuować i przechodzić do meritum.
Sakura westchnęła cicho i spojrzała z ukosa na pana Tomoe. Nie wydawał się być przejęty, że jego sprzeciw został oddalony. Zapisał coś w swoich notatkach i uprzejmie wręcz spojrzał na swojego sądowego oponenta.
- Czy córka mówiła o swoim chłopaku? - prawnik kontynuował przesłuchanie świadka.
- To co już powiedziałam - odpowiedziała Mebuki, ale wydawała się być pewna swoich słów. Sakura wiedziała, że odkąd jej matka utworzyła usta słychać z nich tylko kłamstwo. - Cieszyła się, że ma bogatego chłopaka, że jego rodzina jest wpływowa... - zawahała się na chwilę. - Powiedziała, że przy nim dużo osiągnie i wejdzie do wielkiego świata.
- Mówiła coś o badaniach, które mój klient rozpoczął?
- Tak. To było ponoć coś bardzo przełomowego i liczyła, że będzie mogła być tego częścią.
- W takim razie ode mnie to wszystko, dziękuję - prawnik Yamado usiadł zadowolony z siebie.
- Proszę - sędzia wskazała na prawnika Sakury. Pan Tomoe kiwnął głową i wstał z miejsca. Wyprostował się i od razu przystąpił do akcji.
- Od ilu lat ma pani problem z alkoholem? - rzucił.
- Nie mam żadnego problemu - Mebuki zbladła.
- Była pani cztery razy zgłaszana do prywatnego ośrodka odwykowego przez moją klientkę - prawnik wyciągnął odpowiednie dokumenty i podszedł do pulpitu sądu oraz do przeciwników. - W wywiadzie przyznała pani, że pije od ponad dziesięciu lat. Tutaj mam też potwierdzenie z przychodni w której się pani leczy, że kilkukrotnie wysyłali panią na spotkania anonimowych alkoholików, które pani regularnie odrzucała. I odrzuca do dziś - podał kolejną kratkę papieru każdej ze stron. - Więc jak to jest?
- To moja sprawa - burknęła.
- Niekoniecznie. Dlaczego Sakura wyprowadziła się z domu w tak młodym wieku? Mieliście państwo obowiązek ją utrzymywać do pełnoletniości.
- Nie chciała z nami mieszkać.
- Dlaczego?
- Nie wiem.
Sakura patrzyła na matkę, a w głowie wyświetlały się jej drastyczne sceny z tej wyprowadzki, albo raczej ucieczki. Doskonale pamiętała ten moment, kiedy wróciła ze szkoły i pijany ojciec od progu zażądał, żeby rzuciła szkołę i poszła do pracy. Zaczęli się kłócić, a kiedy Sakura weszła do pokoju zauważyła, że nie ma niektórych jej, co lepiej wyglądających książek. Okazało się, że ojciec sprzedał je, żeby mieć na alkohol. To był bodziec i ułamek sekundy, kiedy Sakura stwierdziła, że naprawdę nie da rady dłużej wytrzymać. Matka oczywiście nie stanęła w jej obronie, kiedy Hizashi rzucił się na nią z rękami. Udało się jej zabarykadować w pokoju, gdzie szybko spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i po prostu uciekła przez okno. Jak złodziej.
- Dostawaliście państwo wraz z mężem przelewy stypendium Sakury na konto, czy córka dostała je kiedy się wyprowadziła i zaczęła żyć samodzielnie?
- Nie...
- W takim razie z czego się utrzymywała będąc nieletnią?
Mebuki otworzyła usta niezdolna do wymyślenia na szybko jakiegoś kłamstwa. Pan Tomoe nie zamierzał odpuszczać.
- Rozumiem, że nie interesowała się pani co dzieje się z niepełnoletnią córką?
- Sprzeciw wysoki sądzie, to nie ma związku - przerwał prawnik Nishidy.
- Moim celem jest udowodnienie, że pani Mebuki kłamie na temat swojej córki - wyjaśnił adwokat spokojnie. - Nie ma pojęcia o tym jakim jest człowiekiem, ani tym bardziej o jej pracy naukowej.
- Proszę kontynuować - zgodziła się sędzia.
- Dziękuję. Gdy Sakura była na studiach to pani się z nią kontaktowała. Wielokrotnie i nazwałbym to wręcz naprzykrzaniem. W jakiej sprawie?
- Nie miałam za co żyć - Mebuki robiła się na zmianę blada i zielona.
- Przecież ma pani rentę i dorabia, prawda? - pan Tomoe nie zamierzał się zatrzymywać. Sakurze nie było szkoda matki. Dawno wyzbyła się tego uczucia.
- To wciąż mało bo...
- Dlatego chciała pani, żeby córka na studiach panią utrzymywała? Wysoki sądzie, mam screeny wiadomości jakie pani Mebuki wysyłała do córki - podał kartki tak jak ostatnio. - Oraz potwierdzenia przelewów od mojej klientki. Dodam, że będąc na studiach otrzymywała stypendium socjalne i za dobre wyniki z uczelni i to było główne źródło jej utrzymania. Mimo to, wysyłała niewielkie kwoty matce, która ciągle żądała więcej.
- Zostałam sama, bez męża. Co miałam robić?
- Proszę powiedzieć, jakie wiadomości wysyłała pani do córki, gdy dowiedziała się o związku z panem Nishida? - prawnik nie zamierzał odpowiadać na pytanie świadka.
- Nie pamiętam.
- To ja przypomnę - sięgnął po kolejne wydruki. - Wysoki sądzie, cytuję i przepraszam za wulgaryzmy: "Widziałam zdjęcia, chcę go poznać", "Porozmawiamy?", "Nie mam na czynsz, prześlesz mi pieniądze? Teraz masz chyba wystarczająco, bo pewnie chłopak cię utrzymuje", "Odbierz kurwo, jestem twoją matką", "Nie mam co jeść, masz to w dupie?", "Jak nie odbierzesz to przyjdę pod szpital", "Mam przyjść?", "Ty jebana egoistko, ojciec się w grobie przewraca"... I tak dalej. Oczywiście wszystko do wglądu.
- Jak pani to wytłumaczy? - zapytała sędzia przeglądając wiadomości, które czytał prawnik Sakury.
- Byłam zdesperowana! - Mebuki rozglądała się nerwowo. Szukała wsparcia w prawniku Yamado, ale ten udawał, że tego nie widzi. Już nie była mu do niczego potrzebna. Nie odegrała swojej roli wiarygodnie. Sakura patrzyła jak matka ponownie się pogrąża. - Ta niewdzięcznica mnie zostawiła, nie obchodziło ją co się ze mną dzieje! Nienawidzi mnie!
- Wysoki sądzie, nie mam więcej pytań - powiedział pan Tomoe i usiadł obok Sakury.
Razem z prawnikiem wyszli z budynku sądu. Sakura była wdzięczna, że pan Tomoe zaoferował jej swoje ramię. Była tak rozbita emocjonalnie, że ciężko było się jej utrzymać na nogach. Jej matka była ostatnim świadkiem strony przeciwnej i na niej rozprawa się zakończyła. Sędzia zapowiedziała termin wyroku na kolejny tydzień.
- Może odwiozę cię do domu? - zaproponował prawnik. - Jutro wrócisz po swoje auto.
- Przejadę się, to dobrze mi zrobi - odpowiedziała i próbowała się uśmiechnąć, ale podejrzewała, że słabo jej to wyszło.
- Odpocznij, świetnie sobie poradziłaś - zatrzymał się przy swoim samochodzie. - Spotkajmy się za parę dni. Będziemy w kontakcie.
- Dobrze - zgodziła się. - Bardzo panu dziękuję. Jest pan jak rekin.
- Haha - pan Tomoe zaśmiał się serdecznie. Otworzył drzwi od samochodu, wrzucił swój neseser i zanim wsiadł dodał: - Kiedy robiłem aplikację mówili na mnie piła. Trzymaj się.
Teraz nawet ona się zaśmiała. Pomachała odjeżdżającemu prawnikowi i z ciężkim westchnieniem ruszyła do swojego auta. Nie była zaskoczona, kiedy zobaczyła, że Mebuki czeka na nią oparta o karoserię. Sakura podeszła powoli i stanęła twarzą w twarz z matką.
- Prawie udało ci się odegrać rolę życia, brawo - odezwała się pierwsza.
- Sama się o to prosiłaś - burknęła Mebuki. - Trzeba było odbierać telefony.
- Czy w końcu znikniesz z mojego życia? - zapytała Sakura z pretensją. - Nie jestem ci nic winna. Zrozum to wreszcie.
- Potrzebuję pieniędzy - wyrzuciła z siebie kobieta.
- Nishida ci nie zapłacił?
- Mniej niż obiecywał. Mam długi.
- To nie moja sprawa. Odsuń się, chcę odjechać.
- Mam ci narobić problemów? - matka zrobiła krok w jej stronę. Sakura popatrzyła na zniszczoną alkoholem twarz i pożółkłe oczy. Nie potrafiła wskrzesić w sobie żadnych pozytywnych uczuć względem niej. Po prostu nie mogła.
- Przestań mi grozić, nie rusza mnie to - powiedziała do niej obojętnie.
- Ostatni raz mówię, pomóż mi. Bo pożałujesz.
- Ja też ostatni raz mówię: wypieprzaj z mojego życia.
Minęła Mebuki, otworzyła samochód i natychmiast odejchała chcąc być jak najdalej od matki. Nie spojrzała nawet w lusterko, jechała przed siebie. To jedyny słuszny kierunek - tylko do przodu.
Siedziała na ławce w parku i delektowała się drożdżówką oraz kawą. Patrzyła jak dwie wiewiórki ganiają się po drzewie. Minęła ją grupka przedszkolaków, która wyszła na spacer z opiekunkami. Dzieci machały do niej serdecznie przekrzykując się nawzajem. Sakura uznała, że spędza czas przyjemnie pierwszy raz od miesiąca. Wolna od plotek, nieprzychylnych spojrzeń w pracy, od widoku byłego narzeczonego oraz ciągłego bycia na świeczniku. Nie miała ochoty wracać do pracy do szpitala, bo nie czuła się tam dobrze. Wydarzyło się za dużo złych rzeczy i wielu ludzi ją po prostu zawiodło.
Rozległ się dźwięk dzwonka w smartfonie. Sakura wyjęła telefon z kieszeni i odebrała połączenie.
- Jak poszło? - zapytała pierwsza.
- Ja miałam zadać to pytanie - odpowiedziała Tsunade.
- Mimo wszystko dobrze. Pan Tomoe jest zadowolony, więc ja też.
- Czemu "mimo wszystko"? - zainteresowała się dyrektorka.
- Mebuki była ich świadkiem - powiedziała Sakura. - Na szczęście dla nas niewiarygodnym. Została zgaszona jak pet na każdym polu. Nishida ośmieszył się tym zagraniem.
- Sakura, bardzo mi przykro. Gdzie teraz jesteś?
- W parku miejskim - odpowiedziała. - A ty masz dla mnie dobre wieści?
- Spotkajmy się - Senju nie odpowiedziała na pytanie, więc Sakura spodziewała się po co dyrektorka chce się spotkać. - Przyjadę do ciebie. Gdzie mam cię szukać?
- Siedzę koło rzeźby Amaterasu - Sakura rozejrzała się.
- Do zobaczenia - Tsunade rozłączyła się.
- Odwołali mnie - powiedziała Senju wprost po krótkim przywitaniu z Sakurą.
- Jaką przewagą? - zapytała Sakura czując w sobie ogromny ciężar poczucia winy.
- To nie jest ważne - Tsunade spojrzała na nią uważnie. - Musisz coś wiedzieć. To nie jest twoja wina. Nic z tego co się stało do tej pory nie jest twoją winą. Ani to, że Yamado cię oszukał, ani to, że mnie odwołali, ani to, że wykorzystali twoją matkę, żeby w ciebie uderzyć. Rozumiesz?
- Mhm - Sakura poczuła, że ściska ją w gardle.
- Rozumiesz? - powtórzyła jej mentorka.
Bardzo się starała nie rozpłakać, ale nie wytrzymała. Kilka niekontrolowanych łez pociekło jej po policzkach. Zaszlochała głośno i ukryła twarz w dłoniach. Tsunade położyła jej rękę na plecach w geście wsparcia. Nie pocieszała jej, nie odzywała się. Po prostu była obok.
Sakura nie potrafiła odnaleźć się w tym całym chaosie, który był wokół niej. Gdyby tylko chodziło o te badania, poradziłaby sobie z tym na poziomie sądowym, ale cała reszta? Karanie jej za uznanie jej wkładu, wysłanie na izbę, plotki, szepty, okazywanie braku szacunku przez niektórych współpracowników. A na sam koniec matka. Ta sama, która nie reagowała, kiedy działa się jej krzywda, która wykorzystywała ją finansowo i manipulowała psychicznie przez wiele lat, przyszła zeznawać na jej niekorzyść za dosłownie parę drobnych.
- Proszę - Senju podała jej chusteczkę, którą Sakura przyjęła.
- Co dalej? - zapytała Sakura wycierając twarz i wydmuchując nos.
- A na kiedy masz kolejny termin rozprawy?
- Pytam co dalej z tobą - doprecyzowała Sakura.
- Ach, to. W końcu pójdę na emeryturę. Jiraya chyba odpali fajerwerki z tej okazji.
- Co ty będziesz robiła na emeryturze? - uśmiechnęła się Sakura.
- W końcu zajmę się wnukami - odpowiedziała Tsunade. - Tak naprawdę jestem cholernie zmęczona Sakura. Od jakiegoś czasu ciężko było mi zapanować nad tym co się działo w szpitalu. Walką o każdy grosz, kolesiostwo, wpływy, jednym słowem - polityką. To, co zrobili z tobą było już o jedną kroplę za dużo w tej pełnej już po brzegi czarce.
- Kto będzie nowym dyrektorem?
- Nie domyślasz się?
- Żartujesz! - krzyknęła Sakura obudzona. - Powiedz, że to nieprawda.
- To prawda - powiedziała Senju ze spokojem.
- Jutro zanoszę swoje wypowiedzenie - postanowiła Sakura. I tak wiedziała, że matka Yamado by ją zwolni z hukiem przy pierwszej okazji. - Poszukam pracy gdzie indziej. Najchętniej wyprowadzę się z Konohy. Nic mnie tu nie trzyma, nie chcę więcej widzieć matki na oczy.
- Domyślałam się, że tak powiesz, dlatego chciałam się z tobą spotkać między innymi po to, żeby przedstawić ci pewną propozycję.
- Jaką? - zainteresowała się.
- Jiraya wysyła swoich żołnierzy na misję pokojową do Suny - zaczęła wyjaśniać Senju. - Szukają dodatkowego zespołu lekarzy do pomocy. To w zasadzie kilka nowych wakatów na dłużej, nie jednorazowa akcja. Ponadto jedna lekarka jest w ciąży, więc będzie musiała wrócić do Konoha. Co ty na to?
- Czyli praca w szpitalu wojskowym? - upewniła się Sakura.
- Szpital to może zbyt duże określenie - uśmiechnęła się Tsunade. - Bardziej przychodnia. Potrzebują medyków. Jak wspomniałam to misja pokojowa, nie toczą się tam żadne działania wojenne. Chodzi o wsparcie medyczne, ponieważ trwa tam susza. Wojsko jedzie tam z pomocą humanitarną.
- Cały zespół miałby być ze szpitala głównego?
- Tak - potwierdziła była dyrektorka. - Ale uspokoję cię: nie ma zbyt wielu chętnych, zwłaszcza z otoczenia Yamado.
- Kiedy zaczyna się ta misja?
- Czyli "tak"?
- Tak - potwierdziła Sakura i poczuła ulgę pomieszaną z ekscytacją. - Uważam, że to dobry pomysł. Zmienię perspektywę, nabiorę nowego doświadczenia i uwolnię się od tych hien.
- Przyjdź jutro do mojego gabinetu, żeby wypełnić podanie - powiedziała Tsunade wyraźnie zadowolona, że się zgodziła. - Formalnie rządzę do końca miesiąca, więc matka Yamado nie będzie miała nic do powiedzenia przynajmniej w tej kwestii.
Sakura weszła do szpitala w dobrym humorze. Zupełnie tak, jak gdyby nic złego się do tej pory nie wydarzyło. Perspektywa zmiany pracy, a nawet zamieszkania była dla niej idealna. To zupełnie jak nowy start w życiu. Tsunade i przyjaciele pochwalili jej decyzję widząc co się z nią działo przez ostatni czas.
Poszła od razu do gabinetu urzędującej jeszcze dyrektorki. Kiedy usłyszała zaproszenie do środka weszła i aż przystanęła w progu kiedy zauważyła kto oprócz Senju jest jeszcze w środku.
- Co wy tu robicie? - zapytała rozglądając się po zgromadzonych.
- Składamy wypowiedzenia, a co? - odpowiedział Yato w charakterystyczny dla siebie sposób.
- No jak... - Sakurze zabrakło słów. - Przestańcie się wygłupiać.
- Zdecydowaliśmy się na wyjazd z wojskiem do Suny - odezwała się Hinata. - Lecimy we trójkę.
- Dlaczego?
- Tak naprawdę zawsze chciałem być żołnierzem...
- Yato - przerwała mu Sakura. - Bądź poważny. Jesteś rezydentem, masz tu przyszłość...
- Z matką Yamado jako dyrektorką?! - oburzył się Nakamura. - Chyba oszalałaś. Wiesz co tu się będzie działo jak już zasdadzi dupsko na tym fotelu? - wskazał palcem miejsce, które jeszcze zajmowała Tsunade. - Będzie sto sal VIP i lekarzy pracujących po 72 godziny na dyżurze. Dziękuję bardzo za taką przyszłość.
- Hinata - Sakura spojrzała na przyjaciółkę szukając u niej poparcia.
- Podzielam zdanie Yato - powiedziała Hyuuga krótko. - Poza tym i tak będzie chciała się nas pozbyć. Uprzedźmy ją i zagrajmy jej na nosie.
- Przecież bez trudu znajdziecie pracę w innej placówce.
- Nie decyduj za nas - bąknął rezydent. - Zresztą moje wypowiedzenie już zostało przyjęte i podanie do wojska złożone, więc... bujaj się. Dawaj tu swoje papiery i niech się dzieje.
Sakura zobaczyła jak Tsunade uśmiecha się do niej serdecznie. Niesiona pozytywnymi emocjami oraz wsparciem najbliższych podeszła do biurka dyrektorki i położyła teczkę z papierami.
- Byliście kiedyś w Sunie? - zagadnął Yato, kiedy wyszli z gabinetu Senju.
- Ja nie - odpowiedziała Sakura.
- Ja byłam - powiedziała Hinata. - Krajobraz raczej monotonny, ale nie tragiczny.
- Ja też nie byłem - przyznał Nakamura. - Ale dziadek dużo mi odpowiadał. Jestem bardzo podekscytowany.
- Widać - skomentowała Sakura. - Załatwiłeś to z uczelnią?
- Tak, Tsunade mi pomogła. Myślicie, że będziemy mieli jakieś szkolenie?
- Wojskowego chyba nie, skoro to misja pokojowa - Hinata zastanawiała się na głos. - Ale to będą inne warunki, więc wprowadzenie nas w system działania będzie pewnie trochę trwał. Tydzień do wyjazdu to mało czasu, a musimy się dobrze przygotować.
- Ty masz przecież ogłoszenie wyroku - przypomniał sobie rezydent. - I to chyba w dzień wylotu?
- Tak - potwierdziła Sakura. - Ale pan Tomoe powiedział, że nie muszę na nim być. Zadzwoni do mnie po wszystkim.
- Jesteś jakaś niespodziewanie spokojna - zauważyła Hinata. Cała trójka stanęła przed drzwiami na izbę przyjęć. - Nadal jesteś w szoku, że my też lecimy?
- Jestem przede wszystkim bardzo szczęśliwa - uśmiechnęła się Sakura. - Tak naprawdę, gdy dyrektorka powiedziała mi o tej propozycji to pomyślałam, że fajnie byłoby to przeżyć z wami, ale też nie chciałam was o to prosić. To zmiana o sto osiemdziesiąt stopni. Potrzebuję tego. Bardzo.
- No i git, załatwione - Yato klasnął w dłonie zadowolony. - Do zobaczenia później!
Machnął Sakurze i dziarskim krokiem odszedł od koleżanek.
- On jest niemożliwy - zaśmiała się Hyuuga. - Uwielbiam jego energię.
- Oboje jesteście - poprawiła ją Sakura. - Powiesz mi coś szczerze?
- Hm?
- Uciekasz od tego bankiera, prawda?
- Sakura... - zaczęła Hinata zakłopotana.
- Nie oceniam tego - zapewniła ją Sakura. - Każdy z nas ma jakieś swoje powody. Myślę, że nawet Yato.
- Chcę przeżyć życie na swoich zasadach. Po prostu.
- Szanuję to.
- Spóźnię się na dyżur - przyjaciółka spojrzała na zegarek. - Zgadamy się później.
Sakura odprowadziła ją wzrokiem. Przepełniała ją wdzięczność i spokój. Usłyszała dźwięk nadjeżdżającej karetki, więc odwróciła się i szybko wbiegła na oddział.
______________________________________________
Długo mnie nie było, wiem. Uprzedzałam, że tak będzie to wyglądało. Zobaczymy jak dalej mi pójdzie z systematycznym publikowaniem.
Dziękuję za odbiór odpowiadania i za komentarze. Dajcie znać, czy póki co Wam się podoba, czy jest znośnie. Mam nadzieję, że fabuła będzie dla was ciekawa :)
Do następnego!
Jeeeeej!!!!
OdpowiedzUsuńAle szok! Nie mogę się doczekać pojawienia naszych sprzymierzeńców z Piasku, bo skoro akcja przenosi się tam mam odrobinkę nadziei, że się pojawia! 😍
Bardzo podobał mi się przebieg rozprawy, tylko ciekawa jestem w jaki sposób teraz Mebuki uprzykrzy życie Sakurze bo wątpię by odpuściła, i ten Flet były z mamusią kierowniczką od siedmiu boleści.
Akcja nabiera tempa, mega się cieszę, że pojawił się kolejny rozdział! Z niecierpliwością oczywiście czekam na kolejny!
Życzę Ci dużo, dużo weny i czasu na relaks jakim jest (mam nadzieję) pisanie. :)
Do następnego! 🫡
Dzięki Obihime! Na Ciebie zawsze mogę liczyć.
UsuńMam nadzieję, że będę mogła opublikować coś w miarę szybko. Mam mocno ograniczony czas na pisanie, ale powoli, powoli coś będzie szło do przodu. Pewnie nie będzie tyle samo rozdziałów co w Kosmosie (bo pisałabym to chyba 5 lat), ale myślę, że zmieszczę wszystko co zaplanowałam. Muszę się pilnować, haha :D
Udanej majówki i do zobaczenia!
Jak dobrze, że wróciłaś!
OdpowiedzUsuńKompletnie mnie zaskoczyłaś tym szpitalem wojskowym. Mam nadzieję, że w takim razie już w kolejnym rozdziale zobaczymy Sasuke i Naruto. Nie mogę się doczekać, co tam wymyślisz!
A fragment z matką, majstersztyk. Nieźle wyszło Ci ukazanie jej dwulicowości. Była tak prawdziwa, że aż nieprzyjemna.
No nic. Czekam na więcej. Do przeczytania!
Jak dobrze, że jesteś Krropcia!
UsuńZaskoczyłam szpitalem wojskowym, ale mam nadzieję, że pozytywnie?
Tak, już w kolejnym rozdziale będzie Sasuke, Naruto i reszta wspaniałej ekipy z Konoha. Matka Sakury jeszcze się przewinie przez opowiadanie epizodycznie, ale zawsze.
Fajnie, że czekasz. Postaram się nie przedłużać z wyjściem kolejnego rozdziału.
Pozdrawiam!