Rozdział ósmy

     Pomimo, że do swojej zmiany miała jeszcze około trzy godziny to nie mogła zasnąć. Leżała na łóżku i zastanawiała się jak załatwić zamianę w zespołach. Jeżeli tylko od Akiry zależał skład drużyn to sprawa mogła być z góry przegrana. Czy Kakashi Hatake miał coś do powiedzenia w tej kwestii? Może jednak powinna porozmawiać z Izumi zanim wróci do Konoha? Liczyła, że razem z Yato i Hiantą wymyślą coś sensownego, bo obecna sytuacja była nie do zaakceptowania. 
    Nie rozumiała skąd ta nienawiść ze strony lekarza wojskowego. Nie znał ani jej, ani Yato, nawet jeśli miał jakieś zatargi z jego ojcem. Najgorsze było to, że razem z rezydentem nie byli oceniani za swoją pracę, ale za to, że nie wpisują się w czyjś schemat. Była przekonana, że w armii nie ma miejsca na prywatne wycieczki względem kogoś, ale znowu się rozczarowała. 
- Sakura, jesteś tu? - usłyszała głos Izumi.
- Tak, wejdź - odpowiedziała i usiadła na posłaniu. Uchiha weszła do środka trzymając się za brzuch.
- Uch, ale kopie - sapnęła ciężko. - Mogę usiąść?
- Jasne - Sakura zrobiła jej miejsce obok siebie. - Jak się czujesz?
- Nieźle, ale dzisiaj w nocy wracam już do Konoha - powiedziała Uchiha. - O świcie przyleci nowy transport żywności. Chciałam jeszcze porozmawiać chwilę z tobą, Hinatą i Yato o waszych przemyśleniach co do pracy tutaj. 
- Z całą trójką na raz? - zapytała Sakura.
- Tak - potwierdziła Izumi. - Będzie z tym jakiś problem?
- Raczej żaden - odpowiedziała.  
- Cieszę się, że to mówisz bo przyszłam porozmawiać w jeszcze jednej sprawie. Przypadkiem wpadło mi w oko internetowe wydanie Fleszu i nie ukrywam, że jestem zażenowana poziomem tej publikacji. W ogóle tą gazetą. Chcę ci powiedzieć, że wasza kandydatura była skrupulatnie rozpatrywana przeze mnie i Hatake. Rekomendowała was sama Tsunade, więc w zasadzie nie było żadnych wątpliwości, że pojawią się tu lekarze z powołania. Ja sama sprawdzałam was w sieci i czytałam co się wokół ciebie działo w ostatnim czasie. 
- I jaka jest twoja opinia na ten temat?
- To nie jest istotne - odpowiedziała. - Jeśli wygrałaś proces to znaczy, że miałaś rację, że brałaś udział w badaniach i zostałaś wykorzystana. Dla mnie najważniejsze jest jakim jesteś lekarzem, a tu dobrych opinii nie brakuje. Już nawet pomijając Tsunade, ale świadectw pacjentów, czy personelu z którym miałaś okazję pracować. Praca w ekipie medycznej armii wymaga nie tylko wiedzy, którą przecież każdy z nas zdobył na studiach, ale też charakteru i odwagi. Jeśli przeszłaś przez to wszystko tam w Konoha i nie załamałaś się, to daje mi pewność, że tu również sobie świetnie poradzisz bez względu na to, co będą mówić o tobie inni. 
- Nie chcę się wiecznie tłumaczyć ze spraw, które albo nie były moją winą, albo zostały wymyślone, żeby mi zaszkodzić - powiedziała Sakura. - Miałam nadzieję, że się tutaj od tego odetnę, ale chyba póki działa internet to się nie uda. 
- Mogę ci w tym jakoś pomóc? - zaproponowała Izumi.
- W odcięciu internetu? - zażartowała się Sakura. - Nie no, bez przesady.
- Chodziło mi o twój komfort psychiczny - doprecyzowała lekarz uśmiechając się. - Czy jest coś co mogłabym zrobić?
- Jest jedna rzecz, ale to jest sprawa którą chcę poruszyć, gdy będziemy rozmawiali już we czwórkę z Yato i Hinatą - powiedziała Sakura zadowolona, że nadarzy się okazja do wystosowania prośby o zmianę przydziału.
- Dobrze, więc spotkamy się później - Uchiha wstała z łóżka Sakury nie bez trudu. - Bo ty masz dzisiaj dyżur, tak?
- Zgadza się - Sakura kiwnęła głową i również wstała. - Dzięki, że przyszłaś pogadać. Doceniam to.
- Do zobaczenia - Izumi pożegnała się i wyszła. 
    Sakura uśmiechnęła się do siebie, bo pomyślała, że chyba każdy z nazwiskiem Uchiha jest w stanie poprawić jej dzisiaj humor. Pełna nadziei, że uda się zrealizować założony plan położyła się z powrotem na łóżko. Sięgnęła po telefon, żeby nastawić budzik i zamknęła oczy.

    Ledwo przytomna Sakura zwlekła się z łóżka. Żałowała, że położyła się na te ostatnie trzy godziny, bo czuła się gorzej niż przed drzemką. Szybko ogarnęła higienę, zabrała książkę i weszła do przychodni piętnaście minut przed końcem zmiany Hinaty. Opowiedziała przyjaciółce co zastała w punkcie B, o jej konfrontacji z Akirą i późniejszej rozmowie z Izumi. Zapytała ją o zdanie w kwestii zmiany zespołów.
- Jeśli tylko Izumi się zgodzi, to zmieńmy zespoły - powiedziała z przekonaniem. - Nie wyobrażam sobie, żebyście ty i Yato musieli wysłuchiwać na swój temat takich bzdur. To chore.
- Nakamura oczywiście chciał zrobić mu na złość i pozostać w waszej ekipie - powiedziała Sakura.
- Spodziewałyśmy się tego - westchnęła Hyuuga. - Dobrze, że chociaż namówiłaś go na rozmowę.
- Mam nadzieję, że o niej nie zapomniał - Sakura patrzyła wyczekująco na wejście do namiotu. - Albo, że mnie ostatecznie olał.
- Jak powiedział, że przyjdzie to przyjdzie. Dotrzymuje danego słowa. Poza tym przykro mi, że taki okropny wywiad się w ogóle ukazał. Może warto rozważyć pozew Fleszu?
- Hinata, mam to gdzieś. Zaraz się okaże, że zamiast leczyć będę latała po sądach i udowadniała, że mam dwie ręce, a nie trzy. Mój pozew o zniesławienie przeciwko Yamado i tak już wpłynął. Więcej nie zamierzam już poświęcać na to czasu.
- Może masz i rację - zastanowiła się Hinata. - Będziesz pewnie musiała jakoś dostać się do Konohy na czas rozprawy?
- Właśnie nie wiem dokładnie - przyznała Sakura. - Pan Tomoe ma mnie informować. O, Nakamura!
    Do namiotu wszedł rezydent, który wyglądał jakby przebiegł ultramaraton. 
- Siadam tu na łóżku przy wejściu bo nie dam rady dalej i okropnie śmierdzę - powiedział. - Możemy przenieść imprezę bliżej?
- Wyglądasz jak kupa - skomentowała Sakura, kiedy podeszły do niego z Hyuugą. Usiadły na krzesłach na przeciwko niego.
- Ty wcale nie lepiej - odparował ze złośliwym uśmiechem. - Możemy to szybko ogarnąć? Naprawdę padam na twarz.
- Dzisiaj w nocy Izumi wraca do Konoha, ale przed wylotem chce się z nami tu spotkać i porozmawiać - streściła Sakura to, o czym rozmawiała z Uchihą. - Myślę, że możemy wyjść z propozycją, żeby naszą trójkę połączyć w jeden zespół. 
- Sama wymyśliła te podziały, więc może się nie zgodzić - zauważył Yato. - Jak chcecie ją przekonać?
- Zostaliśmy już wdrożeni - Hinata zaczęła wyliczać jakich argumentów "za" zamierzają użyć w rozmowie. - Pracowaliśmy razem kilka lat w szpitalu, bardzo dobrze się znamy i sobie ufamy. 
- Może warto powiedzieć co zaszło między tobą a Akirą - zaproponowała Sakura.
- Nie - powiedział rezydent kategorycznie. - Nie ma mowy. Nie będę się na nic użalał. 
- Yato, ale to co się dzieje to nie jest błaha sprawa - próbowała mu tłumaczyć Hyuuga. - Jak sobie wyobrażasz dalszą współpracę z Shinem?
- A jak Sakura wyobrażała sobie pracę na chirurgii z Yamado? - odbił pytanie. - Przecież to nie ty prosiłaś o przeniesienie i gdyby rada tego nie zrobiła, to zostałabyś na oddziale, tak?
- Tak - potwierdziła Sakura. - Ale z Nishidą to ja miałam konflikt, a nie mój ojciec, czy matka. I to trzydzieści lat temu.
- Dobrze, nie będziemy poruszali tego tematu - Hinata przerwała ich wymianę zdań. - Argumenty, które mamy powinny być wystarczające.
- A jak będzie potrzebna zgoda tego pajaca? - zapytał rezydent. - Przecież się nie zgodzi.
- Izumi widziała ten cholerny artykuł we Fleszu - powiedziała mu Sakura. - Przyszła ze mną porozmawiać również o tym. Zapytała o moje samopoczucie i o to, czy może coś dla mnie zrobić w tej sytuacji. Powiedziałam jej, że jest jedna rzecz, ale chciałabym, żebyśmy porozmawiali o tym we czwórkę. 
- I chcesz to wykorzystać na tę okoliczność? - domyślił się Nakamura. 
- Tak. Dokładnie to chcę zrobić. Chciałabym, żebyśmy byli razem, tworzyli drużynę. Z wami czuję się dobrze, komfortowo i wiem, że nie będziecie plotkowali za moimi plecami. Zatem jeśli nawet Shin będzie miał problem, żeby się zgodzić, to myślę, że Izumi nie odmówi. 
- Nie sądziłem, że będziesz kiedykolwiek wstanie zagrać kartą ofiary.
- Rozczarowałam cię?
- Jestem w szoku - stwierdził Yato i wyglądał na naprawdę zdumionego.
- Jeśli ma wyjść z tego coś dobrego to nie mam oporów - przyznała wprost. - W końcu zamierzam grać na siebie, bo uważam, że jestem tego warta do cholery. 
- Matko, co to wojsko z tobą zrobiło... - mruknął Yato po czym zaśmiał się serdecznie. Sakura i Hinata zawtórowały mu rozładowując napięcie. - Drugi dzień, a ty już na barykady się szykujesz.
- Dobra, dobra - Sakura machnęła ręką i otarła łzy z oczu. - Wszyscy się tu zahartujemy, zobaczycie.
- Ale tu wesoło! - do namiotu weszła uśmiechnięta Izumi. - Dobrze, że humor was nie opuszcza. Daje mi to nadzieję, że dobrze się tu czujecie?
- Dokuczają nam tylko trudne warunki pogodowe - odpowiedziała Hinata. - Poza tym jest w porządku.
- Pewnie Sakura wam mówiła, że dzisiaj wracam do Konoha - Uchiha spojrzała na wszystkich po kolei. - Dlatego chciałam się z wami spotkać i zapytać o ogólne samopoczucie, czy czegoś wam trzeba, czy macie jakieś spostrzeżenia? Sakura, powiedziałaś mi wcześniej, że chciałabyś poruszyć pewien temat.
- Chcielibyśmy tworzyć jeden zespół - Sakura od razu przeszła do konkretów. 
- Co wpłynęło na taką decyzję? - zapytała Izumi, ale nie wyglądała na zaskoczoną.
- Nic złego się nie stało, jeśli o to pytasz - odezwała się Hinata. - Pracujemy ze sobą już kilka lat, znamy swoje przyzwyczajenia, rozumiemy się bez słów i bardzo lubimy. Razem jesteśmy jak dobrze naoliwiona maszyna.
- Rozumiem... - Uchiha wyraźnie się zamyśliła.
- Miałabyś coś przeciwko? 
- Oficjalnie to Shin podejmuje już takie decyzje. Ja oczywiście nie mam do tego żadnych zastrzeżeń, ale trzeba zapytać jego. Zadzwonię po niego, żeby przyszedł.
    Izumi wyjęła z nerki komórkę i wykonała szybkie połączenie do lekarza z prośbą o przybycie do namiotu. Sakura wymieniła szybkie spojrzenia z Yato i Hinatą. Liczyła, że tym razem los się do niej uśmiechnie i Akira postawiony przed wstępną zgodą Uchihy faktycznie jej nie odmówi.
- O co chodzi? - Shin bardzo szybko pojawił się w namiocie medycznym, jakby dosłownie stał obok niego. Omiótł spojrzeniem wszystkich i zatrzymał na dłużej spojrzenie na Sakurze. Ona nie odwróciła wzroku chcąc, żeby się trochę zestresował, zanim Uchiha powie mu po co został wezwany.
- Sakura, Hinata i Yato chcieliby tworzyć jeden zespół - wyjaśniła mu Izumi. - Są już wdrożeni, wiedzą co i jak. Decyzja należy do ciebie.
- Nie pasują wam obecne zespoły? - zapytał z lekką drwiną w głosie.
- Nie chodzi nam o wycieczki personalne - powiedziała Hyuuga przejmując na siebie rolę negocjatora. Ona jedyna nie miała żadnego konfliktu z Akirą. - Nie uskarżamy się na obecne przydziały tylko po prostu dzięki wieloletniej współpracy znamy się i rozumiemy najlepiej. 
- Mi jest wszystko jedno - stwierdził. - Jeśli tylko o to chodzi to okej. 
- Więc dogadane, tak? - upewniła się Izumi.
- Tak - potwierdził Shin.
- Tak - odpowiedzieli chórem Sakura, Hinata i Yato.
- W takim razie ja się z wami żegnam - Uchiha uścisnęła każdemu z nich dłoń. - Życzę wam powodzenia. Gdybyście potrzebowali pomocy, albo wsparcia to śmiało uderzajcie z tym do Akiry, albo Hatake. Cześć.
    Izumi pożegnawszy się ze wszystkimi wyszła z namiotu. Sakura była przygotowana na to, że skoro zostali sami z Shinem, ten  teraz zaprezentuje swoje prawdziwe oblicze i powie co tak naprawdę sądzi o tej zamianie. Za bardzo się nie pomyliła, bo omiótł ich wszystkich surowym spojrzeniem i powiedział:
- Tchórzliwe zagranie, żeby prosić o coś takiego przy Izumi. Ale nie jestem przesadnie zaskoczony.
- Wszyscy na tym skorzystamy - stwierdziła rozsądnie Hyuuga. 
- W takim razie będziecie mieli dzienne zmiany w punkcie B - powiedział Shin. - Zaczynając od jutra w jednostce zostaje Nakamura.
- Mam dzisiaj nockę w jednostce - odezwała się Sakura.
- No i?
    Zapadła niezręczna cisza. Sakura uśmiechnęła się złośliwie. Oj, jakże złą drogę obrał Akira chcąc zrobić jej na złość. Nie da mu nigdy żadnej satysfakcji ani poczucia, że nad nią wygrał. Dla niej to nie była żadna kara. Podczas rezydentury i badań bywała w szpitalu po kilka dni. 24 godziny brzmiało jak żart.
- Zrozumiałam - powiedziała.
    Akira nie żegnając się z nimi wyszedł z namiotu widocznie zadowolony, że jej dokuczył. Dziennie zmiany były najbardziej uciążliwe przez panujący upał oraz ilość ludzi, która zgłaszała się po pomoc, ale Sakura wiedziała, że z Yato i Hinatą poradzą sobie bez problemu. 

    Był środek nocy, a Sakura czytała rozdział o jadowitych wężach na które można się było natknąć w Sunie. Sięgnęła po karteczkę samoprzylepną i przykleiła pod zdjęciem z gadem i wpisała tam krótką notatkę. Hinata zanim położyła się spać przyniosła jej ciepłą herbatę w kubku termicznym, więc Sakura pociągnęła solidny łyk. Była sama, miała spokój, dochodziły ją tylko ciche odgłosy nocnego życia w jednostce. Plan z zamianą zespołów się udał, więc była zadowolona i miała spokój w duszy.  
- Można? 
    Sakura podniosła głowę znad książki i spojrzała na Naruto stojącego w wejściu. Gestem zaprosiła go do środka. Zamknęła książkę i patrzyła jak uśmiechnięty żołnierz podchodzi do biurka przy którym siedziała. Postawił przed nią termos i pudełko czekoladek. Podsunął sobie metalowe krzesło i usiadł.
- Ciepła kawa - dotknął palcem termosu - i czekoladki - podsunął jej łakocie.
- Wygląda jak łapówka - zaśmiała się. Wstała i sięgnęła po drugi kubek. Uzumaki rozlał kawę, a Sakura otworzyła pudełko z czekoladkami i wzięła jedną. - Bardzo dobra.
- Skoro mowa o łapówkach to musiałem kupić naszemu kucharzowi dwie paczki chipsów, żeby przechował je w lodówce - powiedział żołnierz. - Jeśli ci smakują to warto było. Kankuro mi je polecił jako lokalny rarytas.
- Ty nie jesz? - zapytała.
- Nie jestem fanem czekolady - odpowiedział. - Zostanie więcej dla ciebie, Hinaty i Yato. 
- Dziękuję. Jak palec?
- O właśnie. Hinata powiedziała, że trzeba będzie zmienić opatrunek.
- Daj, zrobię to od razu - zaproponowała Sakura wstając.
- Widzę, że lubisz szybkie działanie - Naruto odwrócił się w jej kierunku.
- W szpitalu jest podobnie jak w wojsku - powiedziała szykując nowy opatrunek. - Szybkie działanie to moje drugie imię. 
- Dlatego zdecydowałaś się na tą pracę? - żołnierz patrzył na nią uważnie. Sakura uśmiechnęła się, bo odpowiedź na to pytanie było złożone. Założyła rękawiczki i delikatnie odkleiła zakrwawiony opatrunek. 
- To skomplikowane - powiedziała w końcu. Spojrzała na starannie założony krótki szew. - Czy jeśli powiem, że przed czymś uciekłam to zabrzmi źle?
- Nie - pokręcił głową. - Nie uważam tak.
- A dlaczego ty tu jesteś? - zapytała. Nakleiła świeży opatrunek i ściągnęła rękawiczki rzucając je na metalową tackę. Usiadła z powrotem na przeciwko żołnierza.
- Mój ojciec jest żołnierzem - odpowiedział blondyn. - W sumie od małego miałem styczność z armią, dorastałem w jednostce z innymi żołnierzami. Wyszło naturalnie. Śmiesznie się złożyło, bo mój ojciec był dowódcą Kakashiego.
- Nie widziałeś dla siebie innej drogi? Nie chciałeś spróbować czegoś innego?
- Nie. Widziałam dla siebie tylko wojsko, chociaż oczywiście rodzice wpieraliby mnie w każdej innej decyzji. Jak jest z tobą?
- Chciałam robić w życiu ważne rzeczy, być potrzebna - powiedziała szczerze. - Marzyły mi się wielkie operacje, przełomowe badania, ciągła nauka. 
- I udało się spełnić te marzenia? - Uzumaki spojrzał na nią przenikliwie, a Sakura odniosła wrażenie, że on już zna odpowiedź na to pytanie. 
- Udało się - potwierdziła z uśmiechem. - Nie bez perturbacji, ale udało się. Na szczęście miałam dobrych ludzi wokół siebie. Tsunade bardzo mi pomogła, jest moją mentorką. 
- Ja również darzę ją ogromnym szacunkiem. Tak samo jak Jiraye. Ci dobrzy ludzie to między innymi Hinata i Yato?
- Również. Wielu się przewinęło przez sam szpital, chirurgię... Z Hinatą studiowałyśmy na jednym roku, Yato jest od nas sporo młodszy i kończy dopiero rezydenturę. Miałam swój wymarzony zespół z którym działaliśmy jak dobrze naoliwiona maszyna. 
- I co się stało z tym zespołem? - zapytał. Sakura stwierdziła, że Naruto całkiem naturalnie naciąga ją na pewne zwierzenia.
- Część jest tu ze mną, a część pozostała w Konoha - odpowiedziała najbardziej neutralnie. - Wydajesz się być osobą, która ma wokół siebie wielu przyjaciół.
- Lubię ludzi, jestem otwarty na nowe znajomości - przyznał. - Mam wielu przyjaciół rzeczywiście, ale to Sasuke jest moim najlepszym przyjacielem.
- Naprawdę? - zdziwiła się, ale nie wiedziała dlaczego. Zupełnie jakby Uchiha nie pasował do roli najlepszego przyjaciela. 
- Tak - potwierdził z mocą. - Jemu powierzyłbym swoje życie bez wahania.
- Mocne słowa.
- Wypowiadam je z pełną świadomością - zapewnił ją. - Jest naprawdę niesamowitym facetem. Lojalnym i dobrym, mimo że może na pierwsze wrażenie nieco szorstkim.
- Ma w sobie pewną... tajemniczość - Sakura znalazła odpowiednie słowo dopiero po dłuższej chwili. 
- Ech, no i kobiety właśnie na to lecą - mruknął niezadowolony, co Sakurę bardzo rozśmieszyło.
- Nie wszystkie, zapewniam - powiedziała.
- Mówisz o sobie? - zapytał z nutką nadziei w głosie.
- Na mnie akurat nie patrz. Okazało się, że mam okropny gust do mężczyzn. Ale na przykład Hinata w każdym widzi pierwiastki dobra, bo sama jest jak żywe srebro. Żadną tajemniczością, czy udawaną uprzejmością nie można jej nabrać. Ma jakąś umiejętność patrzenia prosto w duszę i serce człowieka. 
- Hmm - żołnierz wyraźnie się zamyślił i spojrzał na swój zraniony palec. Sakura dobrze życzyła swojej przyjaciółce i naprawdę nie chciała, żeby skończyła w aranżowanym małżeństwie bez miłości. Uzumaki również wydawał się być naprawdę w porządku facetem. Takim ciepłym, szczerym, po prostu dobrym. 
- Ale wspaniałą reklamę zrobiliśmy swoim przyjaciołom, co?
- To chyba dobrze o nas świadczy - spojrzał na nią z ukosa. - Jest już bardzo późno, więc pójdę już, żebyś mogła trochę odpocząć od mojego gadania. Następnym razem nie wpuścisz mnie nawet z kawą i czekoladkami.
- Dobre towarzystwo jest zawsze u mnie mile widziane - uśmiechnęła się do niego. - Dziękuję, że przyszedłeś. Czas szybciej mi zleciał.
- Pewnie padniesz rano ze zmęczenia - Naruto wstał i odstawił krzesło.
- Mam dzienną zmianę w punkcie B - powiedziała.
- Co? - zdziwił się. - Jak to?
- Długa i nudna historia - Sakura machnęła ręką, bo nie chciała tego wyjaśniać. Nie miała siły ani ochoty tego rozgrzebywać, a na pewno nie o tej godzinie. Poza tym nie wiedziała w jakich relacjach jest żołnierz z Akirą i nie chciała bardziej szkodzić sobie i Yato.
- To tym bardziej już pójdę, może się chwilę zdrzemniesz. Fajnie było porozmawiać. Dobranoc.
- Dobranoc - pożegnała się i odprowadziła go wzrokiem. 
    Sakura dopiła resztę kawy z kubka, zostawiając jeszcze trochę w termosie na ciężki poranek, który najpewniej ją czekał. Uśmiechnęła się, gdy spojrzała na czekoladki. Praca w armii oprócz jednego nieprzyjemnego incydentu z Shinem miała również bardzo miłe i zaskakujące momenty. Sakura życzyła sobie, żeby takich było najwięcej. Ponownie otworzyła książkę i kontynuowała czytanie. 

    Udało się jej wytrwać bez zmrużenia oka. Wypiła całą kawę z kubka, którą przyniósł jej Naruto, więc była pobudzona. Wiedziała, że mniej więcej w połowie dnia dopadnie ją zmęczenie, a istniało duże prawdopodobieństwo, że nie będzie miała czasu na odpoczynek. Yato i Hinata przyszli wcześniej niż zaczynała się ich zmiana.
- I kto teraz wygląda jak kupa? - zapytał zadziornie Nakamura od progu. Sakura ogarniała miejsce pracy rezydentowi. Zgarnęła z biurka kubek, który miała oddać Uzumakiemu i swoją książkę. 
- Ochlapię się szybko i znów będę piękna i rześka - odparowała koledze. - Za te słowa zabieram czekoladki, które dostałam. My z Hinatą się objemy, a ty obejdziesz się smakiem.
- Ooo, czyżby jakiś adorator się już pojawił? - rezydent podchwycił temat.
- Naruto dotrzymywał mi w nocy towarzystwa przez jakiś czas - odpowiedziała obojętnie. - Nie przyszedł z pustymi rękami jak człowiek dobrze wychowany. 
- No i będzie coś z tego?
- A ty co, w swatkę się bawisz? To już nie można porozmawiać z płcią przeciwną, żeby zaraz nie być podejrzewanym o romans? Hinata, poratuj rozsądkiem kolegę.
- Słuchaj, chciał się z tobą skontaktować już w Konoha, więc... - Hyuuga najwyraźniej nie zamierzała ułatwić jej obrony przed Yato.
- Nie mam siły się z wami sprzeczać - stwierdziła Sakura kierując się w stronę wyjścia z namiotu. - Za dziesięć minut będę gotowa i możemy jechać do przychodni.
- To ja zjem resztę tych czekoladek! - krzyknął za nią Nakamura.

    Idąc w stronę auta przy którym czekali już Hinata, Naruto i Sasuke usłyszała jak smartfon, który trzymała w ręce zaczął dzwonić. Spojrzała na ekran i zobaczyła, że to pan Tomoe. Odebrała nie przeczuwając niczego złego.
- Masz chwilę? - zapytał prawnik.
- Dosłownie - odpowiedziała nie zatrzymując się. 
- Musisz pojawić się na przesłuchaniu w sprawie dwóch spraw, które wytoczył ci Yamado.
- Dwóch? - zdziwiła się.
- Tak - potwierdził pan Tomoe. - Pierwsza to o naruszenie dóbr osobistych, a druga to o zniesławienie. 
- Miałam widocznie mylne wrażenie, że to jest to samo - stwierdziła niezadowolona. - Nie da się tego załatwić jakoś online?
- Niestety nie. Rozprawy będą odbywały się dzień po dniu, więc tyle dobrego.
- I kiedy to będzie?
- Zaczną się we wtorek w przyszłym tygodniu - odpowiedział prawnik. - Jeśli wiesz na sto procent, że nie będziesz mogła przylecieć to daj mi znać wcześniej.
- Zorientuję się i dam panu odpowiedź dzisiaj wieczorem, albo jutro do południa - Sakura zatrzymała się przy ekipie z którą miała dzisiaj pracować. Kiwnęła żołnierzom na przywitanie. 
- W takim razie czekam. Cześć.
- Do usłyszenia.
    Prawnik rozłączył się, a ona próbowała zrobić neutralną minę, żeby ukryć swoje zdenerwowanie. Wylot z jednostki na co najmniej dwa dni będzie musiała ustalić z Akirą i nie podobała się jej ta perspektywa. 
- Jakieś dobre wiadomości? - zagadnął Naruto.
- Ciężko jednoznacznie stwierdzić - odpowiedziała wymijająco. Schowała telefon do nerki i poprawiła czapkę na głowie. - To co, jedziemy?
- Tak - potwierdził Uzumaki. - Wsiadajcie.
    Sakura spojrzała na pakę załadowaną świeżą dostawą z Konoha, a następnie na Sasuke. Uchihia uśmiechnął się delikatnie i wyciągnął rękę w jej kierunku. Tak jak za pierwszym razem pomógł jej wsiąść do środka i wszedł za nią.
- W takim my Hinatą będziemy jechali w luksusach, zapraszam - powiedział Naruto i razem z Hyuugą przeszli na przód auta. Po chwili ruszyli.
    Sakura rozmyślała nad tym jak w ogóle zacząć rozmowę z Shinem o wypuszczeniu jej z jednostki na dwa dni. Nie była żołnierzem, ale pracowała dla wojska, więc pewnie i tak będzie musiała przejść przez jakieś procedury. Jeśli będzie miała problem, żeby dogadać się z Akirą to pójdzie bezpośrednio do Hatake. Musiała jak najwcześniej dać znać panu Tomoe, czy się pojawi, więc postanowiła, że jeszcze dzisiaj postara się to załatwić. Zapomniała o tych pozwach, bo najważniejsze było dla niej wygranie tej jednej sprawy o uznanie jej wkładu w badania. Liczyła na to, że pozostałe postępowania zakończą się szybko i nie będą wymagały od niej tego, żeby pojawiać się na każdej rozprawie. Do tego jeszcze świadkowie, czyli w jej przypadku Yato i Hinata, którzy prawdopodobnie też będą musieli pojawić się w sądzie. Jak zwykle Yamado przysparzał jej dodatkowych problemów, nawet na drugim końcu kontynentu. 
    Samochód zatrzymał się. Uchiha wyszedł pierwszy, a za nim wyskoczyła Sakura. Naruto i Hinata pojawili się przy nich. Hyuuga była wyraźnie w dobrym humorze, więc Sakura założyła, że Uzumaki rozśmieszał ją całą drogę. 
- Spokojnej zmiany - pożegnał się Naruto. - Wieczorem wracamy razem do jednostki.
- Miłego dnia - odpowiedziała Hinata. 
- Do zobaczenia - dodała Sakura i razem z koleżanką skierowały się do namiotu medycznego.
    Póki co, nie było wielu pacjentów. Tylko cztery łóżka były zajęte, głównie przez starsze osoby, które miały podłączone kroplówki. 
- Dzień dobry - przywitała się pierwsza Hinata z zespołem medyków z Suny,
- Cześć, zaszły u was jakieś zmiany? - zapytała lekarka patrząc na Sakurę.
- Tak, teraz ja będę z Hinatą i Yato w jednym zespole - odpowiedziała Sakura i wyciągnęła rękę - Sakura Haruno.
- Mikasa Nobaru - kobieta uścisnęła jej dłoń. 
- Keiko Tanaka - przedstawiła się kolejna lekarka i Sakura ponownie wymieniła uścisk dłoni. - Stan pacjentów jest stabilny, to tylko odwodnienie. Dzisiaj temperatura powietrza ma dojść nawet do 42 stopni, więc spodziewajcie się wielu ludzi z udarami. 
- Jest też prawdopodobieństwo wystąpienia burzy piaskowej - dodała Nobaru. - Czeka was ciężki dyżur.
- Poradzimy sobie - zapewniła Sakura.
- Nie mamy co do tego żadnych wątpliwości - uśmiechnęła się Keiko. - Do zobaczenia.
    Pożegnały się krótko z kobietami. Sakura zdjęła czapkę z głowy, odpięła nerkę z bioder i podwinęła rękawy koszuli. Podniosła karty pacjentów z biurka, żeby dokładniej zapoznać się z ich stanem. 
- Więc to były dobre wiadomości, czy nie? - zagadnęła ją Hinata, która związywała swoje długie włosy w kok. - Zauważyłam, że coś cię poruszyło.
- Muszę wracać do Konoha na kolejne dwie rozprawy, które wytoczył mi Nishida - odpowiedziała Sakura odkładając karty. - Mam złożyć zeznania i niestety nie ma możliwości, żebym zrobiła to zdalnie.
- Jakie dwie rozprawy? - zdziwiła się Hyuuha.
- O ochronę dóbr osobistych i zniesławienie. 
- Jak chcesz to załatwić?
- Wychodzi na to, że muszę porozmawiać z Akirą - westchnęła Sakura. - Tyle dobrego, że te rozprawy będą odbywały się dzień po dniu. Pierwsza zaczyna się we wtorek, a środę kolejna i wtedy mam zamiar wrócić. 
- Może lepiej od razu porozmawiaj z Kakashim - zaproponowała przyjaciółka. - Shin będzie musiał cię zwolnić z obowiązków w przychodni, ale to Hatake musi wyrazić zgodę na transport wojskowym samolotem.
- Tak czy inaczej zacznę od Akiry - stwierdziła Sakura. - Ale już wyobrażam sobie jaki będzie przebieg tej rozmowy. Z Izumi nie miałabym najmniejszego problemu.
- Ostatecznie może Tsunade wstawi się za tobą poprzez Jiraye - powiedziała Hinata.
- Zostawię ten pomysł na sam koniec. Mam wrażenie, że wciąż angażuję do walki z Yamado za dużo osób. Spodziewam się kolejnych artykułów we Fleszu i Shin pewnie radośnie mnie o nich poinformuje. 

    Lekarki z Suny miały rację co do przypadków, które pojawiały się na dziennej zmianie: głównie były to udary. Sakura i Hinata uwijały się przy wciąż przybywających pacjentach. Upał dawał się już we znaki i pomimo włączonych wentylatorów rozmieszczonych w różnych miejscach namiotu, nie przynosiło to upragnionej ulgi. Sakura podłączała kroplówkę nowo przybyłemu pacjentowi po czym otarła pot z czoła rąbkiem jasnozielonej lnianej koszuli. 
- Pamiętaj o nawodnieniu - przypomniała jej Hinata, która również ciężko znosiła pogodę. 
- Pamiętam, pamiętam - zapewniła ją Sakura wyrzucając rękawiczki do kosza. - Ciekawe jak chłopaki radzą sobie w ten upał.
- Pewnie są już przyzwyczajeni - stwierdziła Hyuuga. - Dlaczego nie chciałaś jechać z nami z przodu?
- Na pace jest fajniej - odpowiedziała z uśmiechem. 
- Za pierwszym razem, kiedy jechaliście do punktu A to też z Sasuke, prawda? - zapytała ją przyjaciółka.
- Tak, jechaliśmy razem - odpowiedziała. - Dlaczego pytasz?
- Zdziwiłam się, że nawet nie musiałaś nic mówić, żeby zorientował się, że chcesz jechać z tyłu. 
- Jest interesującym mężczyzną - przyznała Sakura. - Miałam okazję kilka razy z nim rozmawiać i przyznam, że czułam przy tym niezwykłą swobodę. Tak samo jak z Naruto. Nie ma w nich tej bucowatości co u większości lekarzy. Normalne chłopaki, niezobowiązujące rozmowy, bez przechwalania się i napinania muskułów.
- A jest co napinać - skomentowała Hinata i obie się zaśmiały. - Więc może Yato ma rację? - zaryzykowała pytanie.
- On to chyba się uwziął - stwierdziła Sakura i odkręciła butelkę wody. - Nie przyjechałam tu, żeby zaczynać romanse. Pomimo całej sympatii do Naruto to nie sądzę, żeby coś się rozwinęło w tym kierunku. Na pewno nie z mojej strony.
- A Sasuke? Najwyraźniej rozumiecie się bez słów. 
- Sasuke ma żonę - powiedziała Sakura i upiła łyk wody. - Są w separacji, ale wciąż w związku małżeńskim.
- Sam ci powiedział?
- Ino mi powiedziała - odpowiedziała Sakura pomijając zaskoczenie Yamanaki, że Uchiha w ogóle sam zainicjował z nią rozmowę. - A ty co sądzisz o Uzu...
    Nagle w wejściu do namiotu pojawiło się dwóch mężczyzn. Jeden praktycznie niósł drugiego, który miał cały prawy bok broczący krwią. Sakura i Hinata dopadły do nich i pomogły położyć pacjenta na łóżko.
- Potrącił go samochód - powiedział ten zdrowy zanim którakolwiek zdążyła się odezwać.
- To nie są rany po potrąceniu - stwierdziła Hinata oglądając pacjenta. - Tu jest wyszarpany mięsień - pokazała biceps.
- Noga jest złamana - dodała Sakura i spojrzała na mężczyznę. - Co się stało?
- Potrącił go samochód - powtórzył dobitnie i Sakura zauważyła, że jest zły tym, że obie drążą temat. Zrobiło się niezręcznie, bo zapadła długa cisza w której czuć było nerwowe napięcie.
- Nie potrącił go samochód - zaprzeczyła Sakura stanowczo. - Kłamaniem przedłużasz jego cierpienie.
     Alert z powiadomieniem o nadchodzącej burzy piaskowej przerwał rozmowę. Mężczyzna, który przyniósł rannego uciekł w popłochu wykorzystując chwilową konsternację Sakury i Hinaty. 
- Idealne wyczucie - sapnęła Sakura gniewnie, ale razem z Hinatą nie straciły głowy. - Opatrz go, ja pozasuwam okna zanim nas tu zasypie. 
    Hyuuga przysunęła sobie sobie wózek zabiegowy i zajęła się pacjentem, a Sakura dopadła do pierwszego okna. Miała nadzieję, że uda jej się zdążyć i dołączy, żeby pomóc przyjaciółce.
- Jesteśmy! - do środka wbiegli Naruto i Sasuke. Uzumaki sprawnie zaczął zasuwać okna, a Uchicha podszedł do niej szybkim krokiem.
- Ja to zrobię - powiedział spokojnie. - Wracaj do pacjentów.
    Sakurze nie trzeba było dwa razy powtarzać. Sprawdzała każdego, kto leżał na łóżku. Pacjenci nie wydawali się być zdenerwowani nadchodzącą burzą, ale nie było to dla niej zaskoczeniem, skoro byli lokalsami. Wymieniła dwie kroplówki i podała wodę każdemu, kto o nią poprosił. Wiatr na zewnątrz przybierał na sile, ale na szczęście żołnierze szybko uwinęli się z zasuwaniem okien i właśnie zamykali wejście do  namiotu. Sakura stanęła przy Hinacie, która próbowała zszyć mocno naderwany mięsień.
- Co mam robić? - zapytała Sakura zakładając rękawiczki.
- Trzeba nastawić nogę - odpowiedziała Hyuuga nie przerywając czynności. - Ja zaraz skończę. To tylko doraźna pomoc, trzeba go zabrać do szpitala, gdy tylko burza przejdzie.
- Podepnę mu tlen - Sakura zauważyła jak poraniony pacjent coraz ciężej oddycha. Założyła mu maskę i odkręciła butlę. Zastanowiło ją to, że mężczyzna jeszcze nie odzyskał przytomności.
- On ciągle krwawi - oceniła Hinata, kiedy odcięła nić. - Ale to nie z ręki. Przekręćmy go na lewy bok. Chłopaki, pomóżcie nam.
    Sasuke i Naruto podeszli i zrobili o co ich poprosiła. Sakura przecięła nożyczkami materiał poplamionej bluzki i aż syknęła, gdy zobaczyła głęboką ranę przy wątrobie. 
- To po postrzale z broni palnej - odezwał się Uzumaki patrząc bez najmniejszej odrazy na dziurę w ciele.
- Kula musiała zostać w środku - dodała Hyuuga oglądając dokładnie plecy. - Musimy ją wyjąć, ale może się wykrwawić.
- Zrobię test przyłóżkowy - Sakura szybko sięgnęła do wózka i wyjęła z pudełka test do odznaczenia grupy krwi na cito oraz sól fizjologiczną. 
- Połóżmy go z powrotem - zarządziła Hinata i żołnierze ponownie bez słowa sprzeciwu wykonali jej polecenie. - Ustawcie parawany, żeby nas zasłonić, ja podłączę aparaturę.
    Sakura pobrała krew ze zdrowej ręki i wykonała test. Czekając na wynik pomogła przyjaciółce podłączyć kroplówki i założyła pulsoksymetr na palec wskazujący lewej ręki.
- Ma bardzo słaby puls - powiedziała, gdy spojrzała na monitor. Hinata przyniosła narzędzia chirurgiczne oraz fartuchy i czepki.
- Jest wynik? - zapytała.
- Jest - Sakura spojrzała na wszystkie płytki. - 0Rh-
- Nie mamy jej dużo.
- Wiem - powiedziała Sakura i pobiegła do chłodziarki po zapas. Wróciła i zawiesiła worek na stojaku wbijając nowy wenflon w przedramię mężczyzny. Starała się nie zwracać uwagi na to, co dzieje się poza namiotem. Miała wrażenie, że ma pył w ustach, z czoła lał się jej pot. 
- Czy możemy coś jeszcze zrobić? - odezwał się Uchiha gdzieś z boku.
- Skontaktuj się ze szpitalem w jednostce i powiedz, że mamy nagłą sytuację i potrzebujemy transportu od razu, gdy burza minie - odpowiedziała Sakura. - Rana postrzałowa wątroby, złamana noga, rozszarpany biceps i prawdopodobnie jakiś uraz głowy. Grupa krwi 0Rh-.
- Rozumiem - potwierdził i po chwili Sakura słyszała jak co do słowa przekazuje wszystkie informacje.
- To jest szaleństwo - powiedziała Hinata cicho, kiedy zawiązywała jej fartuch z tyłu. - Operacja w takich warunkach...
- Damy radę - Sakura odwróciła się w stronę przyjaciółki. - Damy radę, tak?
Tak - potwierdziła Hyuuga z mocą.

    Pomoc nadeszła bardzo szybko gdy tylko burza piaskowa ustąpiła. Niedaleko namiotu wylądował helikopter medyczny. Sakura kończyła zszywać ranę, gdy zespół ratunkowy z Suny przyleciał po pacjenta. Hinata przekazywała wszystkie informacje lekarzom o stanie mężczyzny. 
- Skończyłam - powiedziała Sakura odkładając narzędzia. Hyuuga odłączyła poszkodowanego od aparatury medycznej, zdjęła worek z krwią i podała ratownikowi. Naruto i Sasuke pomogli medykom przetransportować łóżko z pacjentem do helikoptera. 
- Czy z wami wszystko w porządku? - Hinata zaczęła obchodzić pozostałych w przychodni. 
    Sakura zdjęła maseczkę i czepek. Wyrzuciła je do kosza i zaczęła sprzątać po niezaplanowanej operacji. Musiała zrobić to szybko, zanim pojawią się nowi pacjenci. Robiła wszystkie czynności automatycznie, nie rozmyślając dłużej o tym jak szalona to była sytuacja. Przyjaciółka dołączyła do niej i bez zbędnego ociągania pomogła jej posprzątać. 
- Trzeba zrobić zamówienie na rzeczy, które zużyłyśmy - powiedziała Hyuuga siadając na krześle i przysuwając się do biurka z laptopem. Sakura spojrzała na przyjaciółkę i zauważyła, że jest bardzo zmęczona i chyba nie do końca zszedł z niej szok.
- Mogę się tym zająć - zaproponowała Sakura, chociaż podejrzewała, że wcale nie wygląda lepiej. Po nieprzespanej nocy była wykończona. 
- Odpocznij, jesteś po nocnym dyżurze - Hinata spojrzała na nią z troską. - Jeszcze sześć godzin do końca zmiany, może się położysz na chwilę? Zaraz tu padniesz.
- Dziwnie się czuję - przyznała Sakura pocierając czoło. Ciężko było jej zebrać logicznie myśli, bo nigdy wcześniej nie znalazła się w tak zaskakującej sytuacji. - Chyba będziemy musiały to zgłosić Hatake. Pacjent był postrzelony, a ten który go przyniósł uciekł, to bardzo podejrzane.
- Zdaje się, że chłopaki już to zrobili. 
- To dobrze. Wyjdę na chwilę. 
- Uważaj na siebie, upał jest nieznośny.
- Jak za pół godziny nie wrócę to pewnie gdzieś przysnęłam na siedząco - powiedziała Sakura zgarniając butelkę wody z biurka. Przy wyjściu minęła się z Naruto.
- W porządku? - zapytał patrząc na nią uważnie, jak gdyby chciał wychwycić, czy odpowie szczerze. 
- Jestem zmęczona - odpowiedziała. - Dziękuję, że pomogliście nam ogarnąć namiot podczas burzy.
- Nie no, jasna sprawa - powiedział i uśmiechnął się. Sakura poczuła się nieco pokrzepiona. Gdyby nie Naruto i Sasuke miałyby duże problemy z pozasłanianiem okien i wejścia. Ranny pacjent prawdopodobnie nie przeżyłby, gdyby przystąpiły do operacji pięć minut później. - Czegoś ci potrzeba?
- Chwili, żeby odpocząć. Będę na zewnątrz.
- Pójdę do Hinaty.
- Dobry pomysł - pochwaliła jego inicjatywę i wyszła.     
    Rozgrzane powietrze było faktycznie nieznośne. Będąc w namiocie myślała, że chodzące wentylatory niewiele dają, ale teraz zrozumiała, że się myliła. Krajobraz po burzy piaskowej zmienił się tylko trochę. Żołnierze Suny i Konohy zamiatali drogi dojazdowe do punktu i ogarniali resztę przestrzeni.  
    Odkręciła butelkę z wodą i upiła z niej spory łyk. Rozejrzała się za jakimś cieniem i okazało się, że hangar na pojazdy wojskowe daje go sporo. Podeszła do budynku i usiadła opierając się plecami o ścianę. Wyciągnęła obie nogi przed siebie i zamknęła na chwilę zmęczone oczy. Delikatny wiatr muskał jej twarz, wokół było słychać rozmowy żołnierzy. 
    Brak snu zaczął jej już doskwierać. Była przekonana, że skoro pracowała w szpitalu po kilkadziesiąt godzin, to w armii również będzie w stanie tak ciągnąć i kara jaką wymierzył jej Akira była śmieszna. Nie wzięła jednak pod uwagę warunków pracy, które w klimatyzowanym pomieszczeniu szpitala były po prostu komfortowe. Gdyby nie agregaty prądu, które dostarczały energię elektryczną do przychodni i dzięki temu działały chłodnie i wentylatory, to najprawdopodobniej szybko sama stałaby się pacjentem z udarem słonecznym. Pewnym pocieszeniem był fakt, że Suna świetnie przystosowała się do warunków życia na pustyni, skoro nawet tona piachu przewalająca się wraz z wiatrem nie zepsuła sieci energetycznej.
    Usłyszała, że ktoś idzie w jej stronę, zatrzymuje się i po kilku sekundach odchodzi. Sakura otworzyła oczy i zobaczyła, że to Sasuke. Widocznie nie chciał przeszkadzać jej w odpoczynku.
- Nie śpię - odezwała się. Uchiha odwrócił się w i zdecydował na podejście bliżej.
- Nie chciałem ci przeszkadzać - powiedział, gdy stanął na przeciwko niej. Wyglądał przystojnie w oliwkowej koszulce z krótkim rękawem i w bojówkach tego samego koloru. - Mogę się dosiąść?
- Proszę - wskazała mu miejsce obok siebie. Usiadł, a ona poczuła zapach jego wody po goleniu. Był bardzo przyjemny i orzeźwiający. - Już to powiedziałam Naruto, ale tobie również chcę podziękować za pomoc w ogarnięciu namiotu.
- Taka nasza rola - stwierdził. Wyprostował jedną nogę, a drugą opierał zgiętą w kolanie. - Wy też stanęłyście na wysokości zadania. 
- Nigdy wcześniej nie operowałam w takich warunkach - przyznała mu po chwili milczenia. - Hinata tak samo. Zawsze to była sterylna sala w szpitalu, dobrze zaopatrzona, z instrumentariuszką, anestezjologiem... Mam nadzieję, że ten facet przeżyje.
- Zdobywasz nowe doświadczenie - stwierdził. - Po powrocie do jednostki Kakashi będzie chciał z wami porozmawiać o tym co się wydarzyło, a zwłaszcza o mężczyźnie, który uciekł.
    Sakura westchnęła niezadowolona. Miała inne plany po powrocie, ale zdawała sobie sprawę, że ten przypadek był podejrzany i prawdopodobnie Hatake chodziło głównie o bezpieczeństwo ludzi i być może w związku z tym nastąpią jakieś zmiany w organizacji pracy medyków i samych żołnierzy. 
- Czemu ktoś przyprowadził postrzelonego człowieka do przychodni, gdzie wszędzie kręcą się żołnierze, a potem uciekł, kiedy zaczęłyśmy zadawać pytania odnośnie stanu pacjenta? - zastanowiła się na głos. Nie oczekiwała, że Uchiha odpowie.
- Jeżeli ja mam odpowiedzieć na to pytanie, to tak naprawdę jest bardzo wiele opcji, które można rozważyć. 
- Podzielisz się ze mną swoimi przemyśleniami?
- Nie chciałbym cię wystraszyć.
- Nie jestem strachliwa - zapewniła go z uśmiechem.
- Zatem mogły to być jakieś prywatne porachunki, które zaszły za daleko i spanikowany facet przyprowadził kolegę, bo nie chciał mieć śmierci na sumieniu - Sasuke odgiął jeden palec przy wyliczaniu. - Ten ranny mógł tez paść ofiarą jakiś zatargów z niewłaściwymi ludźmi i kolega go przyprowadził i uciekł, bo nie chciał mieć z tym nic wspólnego - odgiął drugi. - Może to był po prostu nieszczęśliwy wypadek przy pracy, bo nie wiemy jeszcze kim ci ludzie w ogóle są i czym się zajmują. Może ktoś chce sprawdzić jaki poziom zabezpieczeń ma wojsko Suny i nasze.
- I każda z tych opcji będzie sprawdzana? - zapytała Sakura.
- Tak - potwierdził. - Obecnie sytuacja w Sunie jest na tyle poważna, że zamierzają wprowadzić stan kryzysowy. Brak wody i żywności w regionie może spowodować, że lokalni watażkowie będą chcieli kręcić na tym swoje brudne interesy. Na przykład okradając takie placówki jak ta z leków i zapasów wody, napadając na świeże dostawy, albo ustanawiając gigantyczną marżę na produkty pierwszej potrzeby. Wtedy trzeba będzie się dostosowywać do sytuacji.
- Brzmi bardzo poważnie - powiedziała.
- Czyli jednak cię wystraszyłem? - Uchiha spojrzał na nią z ukosa.
- Nie, to nie to - pokręciła przecząco głową. - Chodzi o to dostosowywanie się do sytuacji i co może się z tym wiązać.
- Na pewno zwiększone patrole wojska - rozwiał jej wątpliwości. - Zobaczymy jakie decyzje podejmą Gaara i Kakashi. 
- Rozumiem - kiwnęła głową i zamyśliła się na chwilę. Tego nie było w jej bingo na ten rok. Miała tylko nadzieję, że misja pokojowa w której zdecydowała się wziąć udział nie okaże się zaraz pełnoskalową operacją wojskową. 
    Zauważyła jak do namiotu medycznego kierują się cztery osoby. 
- Muszę już iść - powiedziała i podniosła się, a za nią Sasuke. - Dzięki, że dotrzymałeś mi towarzystwa.
- Jasne. Do zobaczenia później.
    Odszedł od niej bez zbędnego ociągania. Sakura ruszyła za nim, ale nie spuszczała z niego wzroku. Był wysoki, dobrze zbudowany, miał pewny krok. Biła od niego pewność siebie i dawało to poczucie komfortu, gdy przebywało się w jego towarzystwie. Nagle poczuła się tak, jakby wizja jakiegokolwiek niebezpieczeństwa nie była taka straszna jeśli Sasuke będzie obok.

    Razem z Hinatą szykowały się do wyjścia z przychodni po ciężkiej zmianie. Wieści o nagłej operacji w trudnych warunkach musiały rozejść się już szeroko, bo lekarze Suny wyrazili słowa uznania. Sakura zauważyła, że do punktu medycznego przyjechał dodatkowy transport wojskowych co oznaczało, że dowództwo podjęło już konkretne kroki, żeby zwiększyć bezpieczeństwo lekarzy i pacjentów. 
- Widzę, że zrobiło się zbyt poważnie jak na misję pokojową - powiedziała półgębkiem Sakura do Hinaty, kiedy szły do hangaru, gdzie czekali na nie Naruto z Sasuke.
- To co, wracamy? - zapytał Uzumaki. - To był ciężki dzień. Sakura, tym razem siadasz z przodu, czy...
- Z tyłu - odpowiedziała Sakura podchodząc do samochodu. Miała nadzieję, że zdrzemnie się te kilkadziesiąt minut zanim porozmawia z Akirą o zwolnieniu jej z obowiązków na trzy dni. Była okropnie zmęczona, brudna i głodna. Tym razem Sasuke praktycznie wsadził ją na pakę, sam wszedł do środka i usiadł na przeciwko. Samochód ruszył, a ona wdzięczna, że Uchiha jej nie zagaduje zamknęła oczy. Warkot silnika i bujanie całym autem wprowadzało ją powoli w sen. Słyszała głosy otoczenia, ale czuła, że odpływa. Zrobiło się jej zimno i skuliła się podciągając kolana pod brodę. Bardzo chciała się umyć i położyć. Zanim całkiem zasnęła poczuła jeszcze zapach męskiej wody toaletowej.

- Obudź się, jesteśmy na miejscu - Sakura poczuła jak ktoś delikatnie ściska jej ramię. Z ociąganiem otworzyła oczy i podniosła głowę. Spojrzała w czarne oczy Sasuke, który siedział obok niej. Poprawiła się, a wojskowa kurtka, którą była nakryta ześlizgnęła się z niej. Spojrzała na Uchihę zaspana i zdziwiona. Przecież kiedy ruszyli to siedział na przeciwko niej, czy ze zmęczenia tylko tak się jej wydawało?
- Przesiadłeś się? - zapytała wprost i potarła piekące oczy.
- Mhm - mruknął tylko w odpowiedzi widocznie niechętny do tłumaczenia się. Wysiadł jako pierwszy i czekał aż ona wyjdzie. Sakura podniosła jego kurtkę i korzystając z jego pomocy opuściła samochód. Oparła dłonie na jego mocnych ramionach i zeskoczyła z paki. Musiała się na nim wesprzeć inaczej by się przewróciła. 
- Dziękuję - powiedziała oddając mu górną część munduru. - Idę poszukać Shina - odezwała się do Hinaty, która razem z Naruto podeszła do nich. 
- Musimy jeszcze iść do Kakashiego - przypomniała jej przyjaciółka.
- Wolałabym najpierw załatwić sprawę z Akirą. 
- To masz teraz szansę, bo Shin wchodzi do namiotu - Naruto wskazał jej palcem lekarza. - Poczekamy tu na ciebie.
- Dzięki, to nie potrwa długo - zapewniła i odeszła od nich.
    W kiepskim humorze poszła do namiotu gotowa na starcie z Akirą. Była nastawiona bojowo pomimo ogromnego zmęczenia. Jej ciało automatcznie przestawiło się na tryb: walka. Weszła do środka z pewną ulgą zobaczyła, że przynajmniej będą sami i nikt nie usłyszy ich rozmowy.
- Cześć - przywitała się, gdy podeszła do biurka przy którym siedział. Spojrzał na nią unosząc brwi jakby był zaskoczony, że tu przyszła. 
- Przyszłaś się pochwalić? - zapytał.
- Pochwalić czym? - nie zrozumiała od razu co miał na myśli.
- Operacją podczas burzy piaskowej - odpowiedział i skrzyżował ręce na piersi, jak gdyby fakt, że uratowała komuś życie go obraził. 
- Nie - zaprzeczyła zdenerwowana, że rzucał w jej kierunku takie zaczepki. - Potrzebuję opuścić jednostkę na około trzy dni. 
- Musisz odpocząć? - zadrwił. - Zmęczyłaś się już pracą w wojsku? Ta jedna operacja tak się wykończyła?
- Sprawy osobiste - Sakura postanowiła, że nie da się wciągnąć w dyskusję mającą na celu upokorzenie jej. - Nie muszę się tłumaczyć. Nie jestem żołnierzem. Mówię ci o tym, bo kierujesz całym zespołem medycznym.
- I kto cię zastąpi?
- Nie można poprosić kogoś z Suny, żeby wskoczył na ten czas? Później ja się zamienię, dla mnie nie ma problemu.
- To nie szpital, że...
- Zauważyłam - przerwała mu niegrzecznie. - Uwierz mi, mam dobry wzrok i świetnie orientuję się w przestrzeni która mnie otacza. Widzę, że to nie jest szpital. Zadałam proste pytanie, nie musisz mi prawić kazania. 
- Jesteś bezczelna - powiedział urażony.
- O co ci chodzi? - Sakura oparła ręce na biurku i nachyliła się delikatnie w jego stronę. - Powiedz mi wprost, bo nie rozumiem tej niechęci do mnie. Nie znam cię, ani ty nie znasz mnie. W czym rzecz?
- Nie lubię kiedy tacy ludzie jak ty pchają się w miejsca do których nie pasują - odpowiedział.
- Jakie miejsca? - zmarszczyła brwi. - Do armii?
- Na salony - doprecyzował.
    Sakura nie wiedziała co powiedzieć, zamurowało ją totalnie. Stała przez chwilę i patrzyła na Akirę jakby na środku czoła wyrósł mu róg. Czegoś tak głupiego nie słyszała od ostatniej rozprawy z Yamado.
- I o to chodzi? - zapytała, kiedy odzyskała rezon. - O jakich salonach mówisz? Może o tych u rodziny Nishida?
- Zaczynam myśleć, ze to co piszą o tobie we Fleszu to prawda.
- A co dokładnie piszą?
- Zrujnowałaś karierę obiecującego lekarza, żeby przypisać sobie jego zasługi - odpowiedział jakby nie miał co do tego żadnych wątpliwości. - Jesteś z patologii i to środowisko próbowałaś przenieść do rodziny z tradycjami.
- Po pierwsze, wygrałam proces, gdzie udowodniłam, że brałam udział w badaniach - Sakura była zła, że musi to tłumaczyć. - Po drugie to, że wychowałam się w patologii w żaden sposób nie określa mnie jako człowieka i przede wszystkim lekarza. Jeśli tak uważasz to przykro mi to mówić, ale jesteś ograniczony.
- Masz tupet, naprawdę - Akira pokręcił głową. - Nie będę dłużej marnował na ciebie czasu, nie jesteś tego warta.
- Wspaniale - sarknęła gniewnie. - Co z tym wolnym? 
- Jak dla mnie możesz już nie wracać - machnął lekceważąco ręką.
- Och, na pewno nie zrobię ci tej przyjemności - powiedziała głosem słodkim od jadu i bez pożegnania odeszła. Wiedziała, że ta rozmowa będzie ją wiele kosztowała, ale nie spodziewała się takiego obrotu. W wyjściu prawie zderzyła się z Sasuke.
- Przepraszam - bąknęła. Miała nadzieję, że Uchiha nie słyszał tej nieprzyjemnej wymiany zdań  między nią, a Shinem. 
- Musimy już iść do Hatake - ponaglił ją. Spojrzał na nią z góry, a potem przez chwilę patrzył na otwarte wejście do przychodni, gdzie było widać zajętego samego sobą Shina.
- Więc chodźmy - Sakura chciała znaleźć się jak najdalej od lekarza wojskowego. Nie miał żadnego prawa tak do niej mówić, bo niczym w życiu nie zawiniła, żeby traktować ją jak człowieka drugiej kategorii. Czy za tą jego nienawiścią stało coś więcej, jakieś dawne urazy, poczucie niesprawiedliwości, czy zwykłe skurwysyństwo? 

____________________________________________

Cześć!
Jest i kolejny rozdział.

Przyznam, że naprawdę nie jestem pewna, czy to opowiadanie zmierza w dobrym kierunku. Chciałam podejść do relacji Sasuke-Sakura nieco inaczej. Nie tak jak w Kosmosie, ale trochę śmielej, odważniej. I czy to wygląda jakoś naturalnie? 

Zobaczę jak mi pójdzie dalej, muszę się chyba bardziej przyłożyć.

Do następnego!

Komentarze

  1. Cieszę się z nowego rozdziału. Bardzo zaciekawił mnie wątek z tym rannym żołnierzem, czekam na rozwinięcie.

    Teraz tak, jest inaczej niż w kosmosie, ale to zupełnie inne opowiadanie, mamy tych samych bohaterów jednak historię i ich charaktery są nieco zmienione. To moim zdaniem duży plus, bo nie powtarzasz tego co już napisałaś. Zakładam, że jest to dla Ciebie dziwne, tym bardziej jeśli chodzi o charakter Sasuke, ale jest to plus. Zupełnie inny świat, zupełnie inny człowiek, ale fajnie, lekko i naturalnie rozwija się ich relacja więc ja myślę, że nie musisz się o to martwić, że coś pójdzie nie tak, ale rozumiem też, że chcesz aby wszystko było jak najlepiej. Bardzo przyjemnie się to czyta, ja naprawdę jestem tym zachwycona i z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały i rozwinięcia wątków. Super, że jest odniesienie do tego, że Naruto najpierw zwraca uwagę na Sakure, jak to było w mandze. Osobiście uważam, że nie masz się czym martwić.:) Robisz naprawdę fantastyczną robotę, ja codziennie sprawdzam czy pojawił się nowy rozdział,uwierz mi,że Twoje opowiadanie jest dla mnie świetną odskocznia od realnego gówna. Masz naprawdę talent i moc,że potrafisz czytelnika przenieść w inny świat.

    Wszystkiego dobrego i do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Onihime!
      W takim razie jestem już trochę spokojniejsza o dalsze losy opowiadania. Chyba sama muszę się do niego przekonać i przestać myśleć, że Kosmos to najlepsze co mogłam napisać i to się już nie powtórzy.
      Rozdział dziewiąty jest w trakcie pisania i mam nadzieję, że będziecie bardzo zaskoczeni takim, a nie innym obrotem spraw.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, dałaś mi wiatru w żagle.

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że trochę Ci dodałam tego wiatru, to niesamowite "wyróżnienie" dla czytelnika. Kosmos jest niesamowitym opowiadaniem, dziełem, jednak sądzę, że to również takie będzie. To nie będzie to samo, ale uważam, że też będzie najlepsze. Myślę, że posiadając taki talent każde z Twoich dzieł jest najlepszym co wychodzi spod Twojej ręki, każde jest wyjątkowe właśnie w na swój sposób, to różne, ale tak samo ciekawe i wciągające historie. Kosmos jest pierwszym (?) opowiadaniem napisanym przez Ciebie i wydaje mi się to naturalne, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, że chyba pojawia się jakaś presja, choć mam nadzieję, że e nie bo nieraz wspominałaś, że piszesz dla przyjemności.
      Ze swojej strony powiem tak. Przeczytałam wiele opowiadań w temacie Sasu-Saku, mam ulubione, bez wazeliny jest to Kosmos, bo naprawdę do niego wracam, ale to dzięki temu, że historia rozwija się powoli, realnie, tam nie ma absolutnie nic nachalnego, charaktery są utrzymane, nie ma dużych odstępstw i język, którym jest to napisane, sposób pisania bardzo mocno przemawia do nas. Więcej wiary, że mu wiernie czekamy na Ciebie i dalsze rozdziału. Nie kusi być tak samo, nie może być, to ta różnorodność jest najpiękniejsza, a Ty robisz delikatnie. I chcemy więcej nowego Sasuke, nowych akcji i historii.

      Usuń
    3. No i standardowo
      My wiernie czekamy*
      Rozdziały*
      Nie musi być tak samo*

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Spam będzie usuwany.

Popularne posty z tego bloga

Rozdział drugi

Rozdział czwarty

Rozdział dziewiąty