Rozdział siódmy

     Kolacja przebiegła w miłej atmosferze. Sakura razem z przyjaciółmi usiadła z medykami wojskowymi na końcu ogromnej ławy przy której stołowali się żołnierze. Yato był nieco markotny, ale Sakura nie miała sposobności, żeby zapytać go o co chodzi. Hinata również wydawała się być jakaś zmieszana, co także było podejrzane. Ino, która się do nich dosiadła skutecznie uniemożliwiała Sakurze swobodną rozmowę z rezydentem i przyjaciółką. Zaraz po posiłku, który był naprawdę smaczny, musiała jechać do przychodni. Zdążyła jedynie wpaść szybko do namiotu po spodnie i bluzę z długim rękawem jak polecił jej Shikamaru i razem z Tojim wsiedli do auta i pojechali na dyżur. 

    Sakura podpierała się ręką o blat metalowego biurka i starała się nie zasnąć. W odróżnieniu od izby przyjęć w szpitalu, w polowej przychodni nie działo się nic. Zupełnie nic. Nie było pacjentów, którymi trzeba było się zająć, ani żadnego nagłego wypadku. Zerknęła kątem oka na kolegę po fachu, który czytał książkę w nikłym świetle lampki. Toji nie był zbyt rozmowny i wyraźnie wolał się zająć swoimi sprawami. 
- Co czytasz? - zagadnęła go tłumiąc ziewnięcie.
- Historię Suny - Toji podniósł książkę pokazując jej okładkę. Był to dosyć gruby wolumin.
- Interesujesz się historią? - pociągnęła wątek. Jej samej nie przyszło do głowy, żeby chociaż trochę zagłębić się w historię państwa do którego przyjechała. 
- Tak - potwierdził i uśmiechnął się. - Już kończę, więc jak chcesz to chętnie ci pożyczę.
- Skorzystam. Przyznaję, że nie pomyślałam o tym, żeby wziąć ze sobą jakąkolwiek książkę. Byłam przekonana, że nie będzie czasu na relaksacyjne czytanie.
- Jesteś przyzwyczajona do harówki w szpitalu? - zaśmiał się i włożył zakładkę do książki widocznie gotowy do dalszej rozmowy. - Pracowałaś na chirurgii, prawda?
- Tak to widać? - zdziwiła się rozbawiona. 
- Trochę tak - przyznał. - Widać po twoich szybkich i zdecydowanych ruchach. Precyzja w każdym wydaniu.
- Naprawdę można to zauważyć?
- Jestem wnikliwym obserwatorem. Yato i Hinata również mają swoją manierę, bardzo charakterystyczną dla tej specjalizacji. 
- Ciekawe spostrzeżenie - Sakura zamyśliła się nad tym co powiedział kolega. - Szybkie i zdecydowane ruchy jak to określiłeś wynikają raczej z pracy na izbie przyjęć. Tam spędziłam ostatnie kilka tygodni. 
- To faktycznie musisz się tu okropnie nudzić - stwierdził. - Jeśli chcesz to połóż się spać. Obudzę cię, gdyby coś się działo. 
- Daj spokój, wytrzymam - powiedziała stanowczo, chociaż okropnie chciało jej się spać. - Zrobię trzy rundki wokół namiotu, to mnie orzeźwi.
- Jak chcesz - Toji wrócił do lektury. 
    Sakura wstała od biurka i przeciągnęła się. Zabrała telefon z biurka i włożyła sobie w kieszeń białego kitla. Rozsunęła poły namiotu i wyszła w bardzo chłodną noc. Rozejrzała się po placu zastanawiając się w którą stronę powinna pójść. Zdecydowała, że przejdzie się do hangaru, gdzie stały zaparkowane samochody. Dwie latarnie oświetlały całą przestrzeń, więc nie szła po ciemku, ale trochę bała się bezkresu pustyni, który ją otaczał. Było cicho, zimno i jakoś tak nieprzyjemnie. Brakowało jej chociażby drobnego szelestu liści, szumu rzeki, rechotu żab. Potarła ramiona, żeby się trochę rozgrzać, ale niewiele to dało.
    Zatrzymała się nagle, gdy usłyszała za sobą kroki. Stanęła w miejscu i odwróciła się gwałtownie nie dając się zbić z pantałyku. W jej kierunku szedł Naruto Uzumaki. Widocznie przejął się, że mógł ją wystarczyć, bo uniósł ręce w geście uspokojenia.
- To tylko ja - powiedział łagodnie. - Nie chciałem cię przestraszyć. 
- Nie przestraszyłeś - stwierdziła i podeszła do niego. Blondyn uśmiechnął się. - Masz teraz zmianę?
- Kakashi poprosił mnie, żebym coś dostarczył chłopakom - odpowiedział i wskazał brodą namiot, gdzie byli żołnierze. 
- Rozumiem - pokiwała głową. - Odprowadzić cię?
- Ja powinienem coś takiego zaproponować. Poza tym to zaledwie dwa metry.
- Nie zważam na formy i będziemy szli bardzo powoli. Więc?
- Za tobą - wskazał ręką kierunek. - Na dyżurze w nocy jest raczej spokojnie, prawda? - zmienił temat.
- Prawda - przyznała. - Już prawie zasypiałam przy biurku, więc wyszłam się przewietrzyć. Dzienna zmiana ma na pewno więcej pracy.
- Przychodzi coraz więcej ludzi po zapasy wody i jedzenia. Z najnowszego raportu wynika, że kolejne dwie studnie wyschły w regionie zachodnim. Zapewne niedługo będziemy musieli ograniczyć zużycie wody na mycie. Oczywiście oprócz szpitala i przychodni polowych.
- Czyli faktycznie stan klęski żywiołowej może zostać ogłoszony wcześniej niż zakładali. 
- To bardzo prawdopodobny scenariusz - westchnął żołnierz. - Pewnie ciężko ci odnaleźć się w takich ciężkich warunkach?
- Niekoniecznie - odpowiedziała. - Jedyne co mi obecnie doskwiera to te wahania temperatury. Najpierw żar z nieba do zachodu słońca, a później przejmujący chłód. Z resztą sobie poradzę. Umyję się nawet w łyżce wody. 
- Słuchaj - Naruto zatrzymał się przy wejściu do namiotu żołnierzy. - Głupio mi o tym wspominać, ale jak byliśmy na badaniach w szpitalu, zostawiłem swój numer telefonu twojej koleżance. Nie przekazała ci?
- Przekazała - Sakura zauważyła, że Uzumaki bardzo się zakłopotał. Patrzył na nią wyczekująco, a ona miała tylko chwilę na zastanowienie się jak elegancko wybrnąć z tej sytuacji. - Nie zadzwoniłam, ponieważ jestem świeżo po okropnym rozstaniu, które dużo mnie kosztowało. Bardzo mi schlebia twoje zainteresowanie, ale na ten moment mam dla ciebie dużo platonicznej sympatii.
- Cios prosto w serce - zaśmiał się Naruto nie wyglądając na urażonego jej słowami. - Nie powiedziałaś "nie", więc nie tracę nadziei. Liczę chociaż na jakąś kawę od czasu do czasu. Może być?
- Kawy i czekolady nigdy nie odmawiam - odpowiedziała zadowolona.

    Razem z Tojim i dwoma żołnierzami Sakura wróciła z nocnej zmiany. Zamiast do swojego namiotu od razu udała się do przychodni, żeby sprawdzić kto ma dyżur. Z zadowoleniem zobaczyła za biurkiem Hinatę i Izumi. Przyjaciółka rozpromieniła się na widok przyjaciółki.
- Jak było? - zapytała Hyuuga. 
- Spokojnie - odpowiedziała dyplomatycznie. Nie chciała powiedzieć "nudno" przy Izumi. - Zaczyna się już robić bardzo gorąco, a ledwo co wzeszło słońce.
- Niestety, musicie się przyzwyczaić - powiedziała Uchiha. - Pamiętajcie o nawodnieniu. Odwodniony lekarz nikomu się nie przyda. Zostawiam cię Hinata na posterunku, a ty Sakura odpocznij.
    Lekarka wyszła z namiotu. Sakura zdjęła z siebie bluzę i usiadła na krześle na przeciwko przyjaciółki.
- Tak naprawdę to okropnie się wynudziłam - przyznała jej kiedy zostały same. - Jak będziesz miała nocną zmianę to weź ze sobą jakąś książkę. 
- Zupełnie inna dynamika pracy niż w szpitalu, prawda? - zapytała Hinata. 
- Widocznie nie tylko do pogody musimy tu przywyknąć - stwierdziła Sakura niezadowolona. - Ale nie przyszłam tu, żeby narzekać. Chciałam cię zapytać co się wczoraj stało, że z Yato mieliście nietęgie miny po powrocie z waszego punktu.
- Okazało się, że Shin zna ojca Yato - powiedziała Hyuuga. - Razem studiowali, ale daleko im było do koleżeńskich relacji. Nie wiem co między nimi zaszło w młodości, ale Akira wyraźnie wyładowywał na rezydencie swoje przeszłe frustracje.
- To znaczy? - Sakura zmarszczyła brwi niezadowolona na takie wieści.
- Pojechaliśmy z dostawą do punktu i przed żołnierzami i lekarzami Suny było wszystko w porządku - zaczęła odpowiadać Hyuuga. - Przedstawił nas medykom, pokazał co jest gdzie w przychodni, ale jak tylko zostaliśmy we trójkę zaczął wypytywać Nakamure, czy Ren to jego ojciec, czy był ordynatorem w szpitalu dziesięć lat temu i kiedy Yato potwierdził nagle zrobiło się nieprzyjemnie. Zaczął mówić jakieś zgryźliwe uwagi o jego ojcu w stylu, że dziwi się jak w ogóle został ordynatorem, jak mógł utrzymać posadę po wypadku, gdzie zabił kobietę i dziecko, a sam został sparaliżowany...
- Co? - Sakura nie mogła uwierzyć. - I co na to Yato?
- A jak myślisz?
- Ojoj.
- Dokładnie - westchnęła Hinata potwierdzając jej przeczucia. - Powiedział, że lepszym lekarzem od jego ojca jest tylko jego dziadek i że Ren nawet na wózku inwalidzkim operował po osiem godzin jak była taka potrzeba. Dodał, że dyplom z wyróżnieniem za ukończone studia ojca były dla niego największą inspiracją i życzy takiej każdemu.
- I co dalej?
- Przyjechała Izumi i temat się skończył zanim oboje rozkręcili się na dobre - odpowiedziała Hyuuga. - Przy niej Shin znów udawał człowieka do rany przyłóż. Yato był okropnie zły, ale starał się to jakoś maskować, żeby nie robić złego wrażenia na początku. Sama nie wiedziałam jak się zachować i co powiedzieć. Było bardzo niezręcznie.
- Może powinniśmy zgłosić to do Uchihy? - zaproponowała Sakura. - Wychodzi na to, że Nakamura nie powinien być z Akirą w jednym składzie.
- Tyle, że to Shin musi wyrazić na to zgodę, bo Izumi już oficjalnie nie pełni roli głównego medyka armii - przypomniała jej przyjaciółka. - Poza tym nie możemy zdecydować za Yato. 
- Porozmawiam z nim jak wróci - postanowiła Sakura. - Dzisiaj mam nocny dyżur w jednostce to zaczaję się na niego jak będzie już na miejscu. 

    Leżąc na polowym łóżku Sakura patrzyła w sufit. Nie mogła zasnąć. Słyszała jak Misaki rytmicznie oddycha we śnie. Cały czas myślała jak w ogóle zacząć rozmowę z Yato. Martwiła się o rezydenta. Nie dał sobie w kaszę dmuchać, to pewne, ale nie chciała, żeby był zmuszony pracować w toksycznych warunkach. Wiedziała też że jest bardzo uparty i chociażby, żeby zrobić Akirze na złość zostanie z nim w jednym składzie. 
    Sakura wstała z łóżka, które lekko skrzypnęło pod jej ciężarem. Zarzuciła na top lnianą białą koszulę, zaplotła włosy w luźny warkocz, zabrała czapkę z daszkiem i wyszła z namiotu. Nie chciała przeszkadzać Hinacie w pracy, bo widziała, że kilka osób stało przed namiotem medycznym. Miała ochotę na mocną kawę, ale nie była pewna, czy z powodu ograniczenia zużycia wody załapie się chociaż na jedną filiżankę. 
- Hej Sakura! - usłyszała, że ktoś woła ją od strony stołówki. Odwróciła się i zobaczyła machającą do niej Ino. Stała obok wysokiej blondynki w mundurze. - Dołączysz do nas?
- Tak! - odkrzyknęła i podeszła do nich. 
- To Temari Subaku - Yamanaka wskazała na koleżankę. - Żołnierz Suny, siostra Gaary.
- Miło mi - Sakura wyciągnęła rękę w jej kierunku.
- Cześć - Temari uścisnęła jej dłoń. - Jadłaś już śniadanie? Chyba jesteś po nocnej zmianie.
- Jeszcze nie jadłam, ale marzę o filiżance kawy - odpowiedziała. - Myślicie, że uda się coś zorganizować?
- Sprawdźmy - zaproponowała Ino i we trzy weszły do namiotu bez ścian. Podeszły do wielkiej ławy gdzie były wydawane posiłki. Sakura nie wzięła tacy, ale podeszła do kobiety, która rozlewała coś do kubków.
- Czy mogę prosić o kawę? - zapytała.
- Przykro mi, skończyła się. Została tylko herbata. Nalać?
- W takim razie, podziękuję. Wezmę tylko wodę.
- Proszę - żołnierz podała jej małą butelkę wody. 
- Dziękuję - Sakura odwróciła się, żeby wzrokiem poszukać koleżanek. Zauważyła, że siadły przy Sasuke i kimś, kogo jeszcze nie znała. Temari złapała jej spojrzenie i machnęła do niej. 
- Dzień dobry - przywitała się Sakura podchodząc do ławy, gdzie siedzieli żołnierze. Ino zrobiła jej miejsce koło Temari, więc usiadła w środku. 
- Kiba Inuzuka - żołnierz siedzący koło Uchihy podał jej rękę. Miał drapieżny wygląd, ale biła od niego autentyczność. 
- Sakura Haruno - uścisnęła kolejną rękę tego dnia. - Ojej! - przestraszyła się, bo poczuła coś mokrego na dole pleców. Odwróciła się i zobaczyła łeb psa, który ją obwąchiwał.
- To Akamaru - wyjaśnił Inuzuka. - Możesz śmiało go pogłaskać.
- Cześć Akamaru - Sakura podrapała dużego psa za uszami. - Pewnie bardzo ci gorąco w tym futrze, co? 
    Pies polizał ją po ręce i wrócił do swojego pana machając ogonem. Położył się na ziemi i zaczął ziać. 
- Dzielnie znosi trudne warunki - powiedział Kiba. - Ty jak sobie radzisz?
- Przyzwyczajam się - odpowiedziała lakonicznie. - Jesteś opiekunem Akamaru?
- Właścicielem - poprawił ją. - Moja rodzina od pokoleń szkoli psy do wojska i policji. 
- Długo trwa taki trening? - zainteresowała się.
- Około pół roku po siedem godzin dziennie. To mozolny proces, ale kluczowa jest dobra współpraca między opiekunem, a psem. Na szczęście to niesamowicie mądre zwierzęta.
- Zawsze chciałam mieć psa - Sakura patrzyła na odpoczywającego Akamaru. Ojciec nie pozwolił jej trzymać nawet chomika, więc o psa nawet nie pytała. Nie próbowała go przekonywać, bo bała się sprowadzać zwierzę do tak toksycznego domu. Skoro Kizashi nie miał oporów, żeby bić ją i jej matkę, to co dopiero zrobiłby zwierzęciu. Wzdrygnęła się na samą myśl. - Ale praca nie pozwala mi na wzięcie takiego obowiązku - dodała szybko.
- Bardzo pochwalam takie podejście - Inuzuka uśmiechnął się z aprobatą. - Ludzie decydują się na zwierzęta często nie mając do tego odpowiednich warunków i okazuje się później, że pies, który nie jest wybiegany i zostaje w domu długo sam gryzie meble, niszczy przedmioty i potem jest za to karany. Okropna sprawa.
- Dlatego lubię koty - odezwała się Yamanaka. - Koty są niezależne, mogą się wylegiwać cały dzień i mają wszystkich w dupie. Nie ma już kawy? - zapytała patrząc na Sakurę, która upiła łyk wody z butelki. 
- Spóźniłam się - Sakura wzruszyła ramionami.
- Weź moją - zaproponował Sasuke podsuwając jej cynowy kubek z naparem. - Jeszcze jej nie piłem.
- Dziękuję - Sakura chętnie przyjęła kawę od żołnierza i upiła solidny łyk. Nie przeszkadzało jej to, że była zimna. - Pyszna. Odwdzięczę się przy najbliższej okazji.
- Mhm - mruknął tylko w odpowiedzi. Sakura była nim zaintrygowana. Jakoś dziwnie się składało, że często pojawiał się obok niej, gdy była w potrzebie. Zerknęła jeszcze raz na obrączkę na jego palcu i zaczęła się zastanawiać jakim mężem jest Sasuke, kim jest jego żona, czy ma dzieci...
- Jedziemy do miasta, masz ochotę wybrać się z nami? - z zamyślenia wyrwało ją pytanie Temari.
- Chętnie - zgodziła się, bo nie miała nic lepszego do roboty. - Zapytam Hinatę i Yato czy coś im przywieźć. 
- To za pół godziny spotkajmy się przy hangarze - zaproponowała Ino dojadając resztę posiłku.
- Czy muszę komuś zgłosić, że opuszczam jednostkę? 
- Jeśli jedziesz z nami to nie ma potrzeby - odpowiedziała Yamanaka. - Gdybyś sama chciała wyjść wtedy musisz powiedzieć Hatake, albo Shikamaru, bo jest jego zastępcą.
- Pamiętajcie o chrupkach dla Akamaru - przypomniał im Inuzuka.
- Wiem, wszystko mamy zapisane - zaśmiała się Subaku wstając z miejsca. - Przestał się słuchać, kiedy go nie nagradzasz?
- Chcę go trochę rozpieścić - przyznał Kiba i również się podniósł. Kiwnął reszcie na pożegnanie, zabrał swoją tacę i razem z Temari odeszli.
- Uchiha, ty na pewno nic nie chcesz? - zwróciła się Ino do kolegi.
- Niczego mi nie potrzeba - stwierdził.
- No jak tam chcesz - wzruszyła ramionami. - Sakura, widzimy się za chwilę - powiedziała blondynka i zostawiła ich samych. 
    Sakura nagle poczuła się zakłopotana, że zostali we dwoje z Sasuke. On sam był spokojny i opanowany, patrzył gdzieś ponad jej ramieniem. Nie przychodził jej do głowy żaden temat o który mogłaby go zaczepić, bo wszystko wydało jej się zbyt banalne. 
- Jak ci minął dyżur? - odezwał się pierwszy co ją bardzo zaskoczyło.
- Było spokojnie - odpowiedziała. - Nawet bardzo. 
- Za bardzo? - domyślił się, czego nie chciała powiedzieć na głos. 
- Nie mów tego Izumi, bo pomyśli, że już narzekam - zaśmiała się. - Twój brat też jest żołnierzem?
- Spokojnie, nie powiem - zapewnił i uśmiechnął się lekko. - Tak, Itachi też jest w wojsku, ale w ANBU, jednostkach specjalnych.
- Ty też aspirujesz do tej jednostki?
- Nie, jest mi dobrze tu gdzie jestem. 
- Fajnie jest mieć swoje miejsce na świecie - stwierdziła. - Czujesz, że jest to armia?
- Tak - przyznał. - Jakie jest twoje?
- Do niedawna myślałam, że jest to szpital - odpowiedziała szczerze zupełnie nie planując żadnych zwierzeń, zwłaszcza do niego. - Obecnie jestem na etapie szukania takiego miejsca i jestem ciekawa co przyniesie przyszłość.
- Skoro tu teraz jesteś, to myślisz, że mogłoby to być wojsko? - zapytał, a Sakura zamyśliła się nad odpowiedzią. Czy powinna łapczywie się trzymać się pierwszej propozycji, która pojawiła się w jej życiu? Wygrała proces, więc może wrócić do Konoha z podniesioną głową i nadal pracować w szpitalu, albo nawet na uniwersytecie. Mogła dalej prowadzić badania, konferencje, zbierać nagrody i wyrazy uznania. Ale czy rozczarowanie wielkim światem medycznym nie było jednak zbyt wielkie?
- Nie wiem - wzruszyła ramionami. - Jeśli pojawi się dobry powód, żeby tu zostać i będę miała taką możliwość to może się zdecyduję. Za wcześnie na jakiekolwiek deklaracje.
- Rozsądnie - stwierdził krótko. - Misje pokojowe to jedno, ale praca na froncie, kiedy toczy się jakiś konflikt to prawdziwe wyzwanie. Żadne inne jest nie do porównania. 
- Podziwiam was - powiedziała śmielej niż chciała. Uchiha zatrzymał na niej wzrok na dłużej. - Tak ogólnie - dodała. - Bardzo wiele poświęcacie, żeby pomagać innym.
- Bez medyków nie bylibyśmy w stanie wiele zrobić, więc uznanie należy się również wam - powiedział, a jej zrobiło się bardzo miło. - Muszę już iść. Uważaj na siebie i pamiętaj o nawodnieniu.
- Jeszcze raz dziękuję za kawę - odprowadziła go wzrokiem, kiedy wychodził z namiotu. Dotknęła wierzchem dłoni gorącego policzka i zdała sobie sprawę, że to najciekawsza rozmowa, którą przeprowadziła od kilku tygodni. Bez wnikania w jej przeszłość, problemy w pracy i okropne zachowanie byłego narzeczonego. W końcu poczuła, że może się od tego wszystkiego naprawdę odciąć, bo są jeszcze osoby, które chcą z nią rozmawiać o przyszłości i jej uczuciach. Uśmiechnęła się do siebie, pełna sympatii dla Sasuke. 

- Hinata, jadę z dziewczynami do miasta, chcesz coś? - Sakura dziarsko i w dobrym humorze weszła do namiotu medycznego. Hyuuga zamknęła laptopa i spojrzała na nią zaskoczona. Sakura miała wrażenie, jakby przyłapała przyjaciółkę na czymś złym.  
- Hm? Ze sklepu? - zapytała Hinata wstając od biurka. - Nic nie potrzebuję.
- Coś się stało? - zapytała Sakura. 
- Czytałam o tym, że w regionie zachodnim sytuacja z powodu suszy staje się tragiczna - odpowiedziała Hyuuga, a Sakura odniosła wrażenie, że wcale nie to nią tak wstrząsnęło. 
- Tak, słyszałam o tym, ale... - zaczęła Sakura, ale dalszą rozmowę przerwało wejście do namiotu Naruto.
- Znajdzie się jakiś plaster? - zapytał pokazując rozcięty palec z którego leciała obficie krew.
- Usiądź proszę - Hinata wskazała mu kozetkę. Żołnierz spełnił jej polecenie i spojrzał z uśmiechem na Sakurę.
- Nie odpoczywasz po nocy? - zagaił. 
- Nie jestem bardzo zmęczona - odpowiedziała lekko zawiedziona, że nie dokończyła rozmowy z przyjaciółką. 
- Dzisiaj masz dyżur w jednostce?
- Tak.
- Będziesz miała coś przeciwko jak wpadnę z kawą na pogaduchy?
- Kawa jest warunkiem koniecznym - zastrzegła Sakura odwzajemniając uśmiech Uzumakiego. 
- Trzeba zszyć ranę - odezwała się Hyuuga po tym jak dokładnie obejrzała palec. - Rana jest głęboka, więc plaster nie wystarczy.
- Będzie bolało? - zapytał Uzumaki patrząc na lekarkę poważnie.
- No daj spokój i nie udawaj, że się boisz żołnierzu - zażartowała Sakura klepiąc go w ramię. - Hinata jest znana z tego, że zakłada szwy najdelikatniej i najdokładniej z całego szpitala. 
- Więc jestem w dobrych rękach - ucieszył się Naruto i uśmiechnął się do Hyuugi. 
- Najlepszych - zapewniła go Sakura. - Pójdę już, bo dziewczyny pewnie na mnie czekają. Do później.
    Wyszła z namiotu i skierowała się w umówione miejsce. W międzyczasie wyjęła telefon z kieszeni i wybrała numer Yato. 
- Szybko - rzucił krótko, gdy odebrał połączenie.
- Chcesz coś ze sklepu? - postanowiła spełnić jego życzenie.
- Paczkę fajek mentolowych - odpowiedział bez zastanowienia. - Proszę tu przyłożyć - dodał już do kogoś innego.
- Fajek? - zdziwiła się Sakura. Nigdy nie widziała, żeby Nakamura palił.
- Kolejny pacjent czeka! - usłyszała w słuchawce ostry głos gdzieś obok. Nie była pewna, ale chyba należał do Shina.
- Dwie paczki - poprawił rezydent i rozłączył się bez pożegnania.
    Sakura była teraz naprawdę zmartwiona. Postanowiła, że zajrzy do rezydenta, kiedy wróci ze sklepu, tylko jeszcze nie wiedziała jak dostanie się do punktu B. Sama nie mogła jechać wojskowym samochodem, a medyczny pickup musiał zostać na miejscu na wszelki wypadek. 
- Sakura pośpiesz się! - zawołała Temari, która razem z Ino stały już przy samochodzie.
- Idę!

    Sakura z zainteresowaniem oglądała jasne budynki miasta, uporządkowane i czyste ulice. W mieście było dużo zielonych palm, a na bilbordach informacje o tym, że należy ograniczyć zużycie wody do niezbędnego minimum. 
- Ładnie tu - odezwała się. 
- Jesteś bardzo miła - zaśmiała się Temari. - Niewiele osób określa ten krajobraz jako ładny. 
- Mi się nie podoba - walnęła Ino prosto z mostu. - Bez urazy Temari. Wolę już Iwagakure, mimo, że tam wszędzie góry. 
- Nie mam się o co obrażać, taki mamy klimat i już.
- Sakura, jak ci się rozmawiało z Uchihą? - zapytała nagle Yamanaka.
- Miło - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - Czemu pytasz?
- Normalnie nie jest zbyt wylewny, sam jakoś specjalnie nie zagaduje nikogo - powiedziała Ino. 
- Nie zwierzał mi się, to była normalna rozmowa. Nie był nieprzyjemny, uszczypliwy, ani nic w tym stylu.
- Zaskakujące... Odkąd jest z żoną w separacji stał się bardziej szorstki niż zwykle. 
- W separacji? - powtórzyła Sakura zdziwiona. - Przecież nosi obrączkę.
- Chyba do końca ma nadzieję, że się nie rozwiodą - stwierdziła Yamanaka. - Dziwię mu się, bo to co zrobiła mu Yumi to prawdziwy cios poniżej pasa i skandal. 
- Ino, nie powtarzaj plotek - zwróciła jej uwagę Subaku. - To nie nasza sprawa.
- To nie plotka tylko fakt - poprawiła ją koleżanka. - Ale masz rację, nie powinnam o tym mówić. Ostatecznie też nie chciałabym, żeby mówiono o mnie i o Saiu.
- Też jesteście w separacji? - zapytała Sakura poważnie
- Nie! - zaśmiała się Ino i wjechała na parking przed galerią handlową. - Powiedziałam to tak ogólnie. Chociaż też prawda jest taka, że i tak wiemy o sobie prawie wszystko. Jesteśmy praktycznie jak rodzina. I pomimo, że Uchiha czasami mnie wkurza, to smutno mi na myśl, że życie potraktowało go tak niesprawiedliwie. Tyle, więcej nie powiem.
- Jest dobrym żołnierzem, lojalnym kolegą i skacze za swoimi ludźmi w ogień i to powinno go definiować - dodała od siebie Temari odpinając pas bezpieczeństwa. - Każdy prywatnie ma jakiegoś trupa w szafie. Jemu po prostu nie udało się w małżeństwie i to wszystko. 
- Niepotrzebnie w ogóle zaczęłam ten temat, wybaczcie - Yamanaka okazała skruchę. Kiedy wszystkie trzy wysiadły z samochodu zapytała: - To co, najpierw zakupy w supermarkecie, a potem pół godziny czasu wolnego?
- Jak na wycieczce? - uśmiechnęła się Sakura.
- Dokładnie - potwierdziła. - Galeria nie jest przesadnie duża.
- Jest tu jakaś księgarnia? 
- Tak, na drugim piętrze - odpowiedziała Temari.
- Chodźmy - ponagliła je Ino.

    Szybko uwinęły się w markecie, więc Sakura miała więcej czasu, żeby pobuszować w księgarni. Ino poszła jeszcze do drogerii, a Temari do apteki. Sakura przeglądała książki w dziale naukowym. Szukała czegoś o zwierzętach żyjących na pustyni, żeby potrafić rozróżnić jadowitego węża od tego zupełnie niegroźnego. Zdecydowała się na konkretną pozycję po tym jak zapytała o opinię sprzedawcy. Zanim jeszcze podeszła do kasy zajrzała na dział z prasą. Szukała Medicine, żeby sprawdzić, czy sprostowanie już się ukazało. Odnalazła numer periodyka, ale okazało się, że to stare wydanie z Yamado w roli głównej, więc odłożyła je z niesmakiem. Zapłaciła za książkę i wyszła z księgarni.
- Wracamy? - upewniła się Ino, która z Temari czekała już na nią w głównym holu galerii.
- Co kupiłaś? - zainteresowała się Ino, gdy wracały do auta.
- Książkę o zwierzętach żyjących na pustyni - odpowiedziała Sakura i pokazała jej okładkę.
- To bardzo dobra pozycja - pochwaliła jej wybór Subaku. - To w zasadzie pierwsza książka jaką czytają rodzice dzieciom w Sunie.
- I wcale się nie dziwię - dodała Ino. - Pełno tutaj niebezpiecznych zwierząt.
    Wsiadły do samochodu i wróciły do jednostki. Sakura pomogła Ino i Temari zanieść zakupy do stołówki, gdzie każdy miał się zgłosić po to, co zamawiał. Sakura zabrała swoją książkę i papierosy dla Yato do namiotu. Misaki już nie było, więc była sama. Zastanawiała się jak mogłaby się dostać do punktu B, ale uznała, że nie pozostało jej nic innego niż poprosić jakiegoś żołnierza, żeby ją zawiózł. 
    Włożyła zakupy dla rezydenta do nerki, którą kupiła w markecie, bo uznała, że to bardzo praktyczne rozwiązanie w tych warunkach. Przełożyła do niej również telefon i mały płyn do dezynfekcji rąk i wyszła z namiotu. Zauważyła, że Sasuke pakuje do pickupa baniaki z wodą, więc postanowiła, że skorzysta z okazji i zapyta, czy wybiera się akurat tam, gdzie ona by chciała.
- Jedziesz może do placówki w punkcie B? - zapytała podchodząc do niego. 
- Tak, trzeba dostarczyć tam więcej wody - odpowiedział nie przerywając czynności. - Odebrali dwa porody, więc zapotrzebowanie jest dużo większe.
- Mogę się zabrać z tobą? - poprosiła. 
- Ty w ogóle cokolwiek spałaś po swoim dyżurze? - zainteresował patrząc na nią z boku.
- Nieważne - machnęła ręką. - Jeszcze zdążę się zdrzemnąć przed kolejną zmianą. Więc?
- Wsiadaj.
- Super, dzięki.
    Wsiadła do środka, a zaraz za nią Uchiha. Sasuke odpalił samochód i ruszyli. Sakura patrzyła przez szybę i zastanawiała się jak radzi sobie Nakamura. Odebrać dwa porody w takich warunkach to chyba musiało graniczyć z cudem, że matka i dziecko przeżyły. Toji i Misaki będą mieli w nocy pełne ręce roboty. Tymczasem ona umówiła się z Naruto na kawę, zakładając oczywiście, że w jednostce nie wydarzy się nic nagłego. 
- Udane zakupy? - Uchiha zagadnął ją drugi raz tego dnia. Zastanowiła się nad tym, co powiedziała wcześniej Ino. Skoro z natury Sasuke był raczej skryty, to dlaczego zawsze inicjuje z nią rozmowy? Po prostu chce, żeby było jej miło?
- Tak - potwierdziła. - Zaopatrzyłam się w ciekawą książkę, spędziłam miło czas z dziewczynami. Nawet podoba mi się miasto, jest takie inne, niezwykłe.
- Nie jesteś typem osoby, którą łatwo zniechęcić, prawda? - bardziej stwierdził niż zapytał. 
- Ciekawe, czy jeszcze nie zmienisz o mnie zdania - powiedziała z uśmiechem. Wiele razy w swoim życiu słyszała, że jest okropnym rozczarowaniem. Terapia pomogła jej zrozumieć i zaakceptować fakt, że nigdy w życiu nie zadowoli wszystkich i że nie odpowiada za emocje innych względem niej. 
- Przekonamy się - stwierdził i nie odezwał się już więcej do końca ich podróży. 
    Zajechali do punktu i Sasuke zaparkował samochód koło magazynu z żywnością. 
- Pomóc ci? - zapytała Sakura zanim wysiadła.
- Nie trzeba - pokręcił głową. - Załatw swoje sprawy i za chwilę wracamy. 
- To szybka akcja, zaraz wrócę - zapewniła go i skierowała się do namiotu medycznego. 
    Sakura weszła do środka i owiał ją przyjemny chłód, który dawały włączone wentylatory. Cztery łóżka były zajęte i odseparowane od siebie parawanami. Przeszła na koniec przychodni, gdzie za biurkiem siedział Shin. Przeglądał coś na laptopie i gdy Sakura podeszła bliżej zobaczyła dokładnie co czyta lekarz. Od razu zrozumiała co próbowała ukryć przed nią Hinata.
- Chyba trochę przesadziłeś z długością tej przerwy, co dzieciaku? - zapytał Akira pretensjonalnym tonem nie zdając sobie sprawy kto za nim stoi.
- Ma na imię Yato - powiedziała dobitnie. Lekarz odwrócił się zaskoczony, ale nie wstał z krzesła. Szybko odzyskał rezon i uśmiechnął się, ale Sakura widziała, że jest to jeden "tych" uśmiechów.
- Wiem jak ma na imię - powiedział. - Co tu robisz?
- Przywiozłam Yato zakupy o które mnie prosił - odpowiedziała nie do końca mijając się z prawdą. - Gdzie jest?
- Za cztery godziny kończymy zmianę, mogłaś mu przekazać zakupy w jednostce. 
- Sama decyduję co robię z czasem wolnym. Pójdę go poszukać.
- Muszę przyznać, że ciekawą ekipę nam tu przysłali - dodał, kiedy już odwróciła się, żeby odjeść bez wywoływania awantury. Zatrzymała się i spojrzała ponownie w jego kierunku zachęcając do kontynuowania tego, co chciał powiedzieć. - Oprócz panny Hyuugi, ty i Nakamura ewidentnie macie coś za uszami. Jakieś smrodki, które zostały w Konoha.
- To pudło, bo tylko ja uciekam - odparła ostro. - Nie powinno cię to interesować, bo ty swoje smrodki z Konoha przerzucasz na niewinnego rezydenta, jak człowiek, który nie potrafi pogodzić się z przeszłością i nie wie jak zachować profesjonalizm.
- Nie pouczaj mnie. Poza tym znam dobrze rodzinę Nishida i wiem, że są naprawdę wybitnymi lekarzami i porządnymi ludźmi. Nie dziwię się, że ktoś taki jak ty przyczepił się do nich jak...
- Zatem jeśli uważasz ich za porządnych to jesteś taki sam jak oni - przerwała mu obcesowo. Starała się nie podnosić głosu, ale było jej coraz ciężej opanować buzujące w niej emocje. 
- Sakura? - usłyszała za sobą głos Yato. - Co tu robisz?
- Przyniosłam ci zakupy - odpowiedziała siląc się na uśmiech. Widziała jak Nakamura patrzy na ten cholerny laptop i wielki nagłówek najnowszego wydania Flesz Konoha, który bił po oczach: "Córka alkoholików wygrywa proces z rodziną Nishida". - Wyjdziesz ze mną na chwilę?
- Co to ma być? - Yato zmarszczył brwi i spojrzał na Akirę, który nic nie robił sobie z zaistniałej sytuacji. Bez słowa wyjaśnienia odwrócił się ponownie w stronę komputera.
- Chodź - Sakura pociągnęła go za rękaw. Z niemałym ociąganiem rezydent wyszedł za nią z namiotu.
- Co za głupi chuj - sapnął wzburzony Nakamrura kiedy odeszli już na bezpieczną odległość.
- Nie przejmuj się tym, nie angażuj się - poradziła mu. Wyjęła papierosy i podała mu. - Porozmawiam z Hatake i zmienimy przydziały. 
- Czemu zawsze każesz mi się nie przejmować, kiedy obrzucają cię błotem?! - prawie krzyknął. 
- Bo to mój problem, a nie twój - tłumaczyła mu i starała się zachować spokój, żeby wyciszyć jego i swoje emocje. - Wiesz jak jest w tym świecie, po co masz sobie szkodzić. 
- A w dupie to mam - burknął i otworzył jedną paczkę. - Nie chcę zmienić przydziału, nie dam mu tej satysfakcji.
- Nie po to tu przyjechaliśmy, żeby ktoś po nas jechał. W końcu to wpłynie na naszą pracę, a nie jesteśmy tu dla siebie, tylko dla potrzebujących. Warunki mogą się jeszcze zmienić na gorsze, więc musimy się trzymać razem, rozumiesz?
- Sakura...
- Yato. Pozwól mi to załatwić. 
    Rezydent patrzył na nią z wyraźnie buntowniczą miną. Sakura wiedziała, że walczą w nim dwa wilki, a ona nie chciała, żeby wygrał ten zły. To nie był powód warty tego, żeby tracić nerwy i zdrowie.
    Krótki dźwięk klaksonu przerwał ciszę między nimi. Sakura odwróciła się i widziała jak Sasuke parzy w ich kierunku dając tym samym znać, że muszą już jechać.
- Mam dzisiaj dyżur w jednostce - powiedziała mu na odchodne. - Jak będziesz miał siłę i ochotę to wpadnij. Przegadamy tę sytuację jeszcze z Hinatą, żeby poznać jej zdanie.
    Odeszła od kolegi i podeszła do pickupa bez słowa wsiadła do środka. Uchiha spojrzał na nią krótko, ale nic nie powiedział. Ruszył w stronę wyjazdu, ale kiedy przejeżdżali obok rezydenta ten machnął mu, żeby się zatrzymał. Sakura otworzyła okno.
- To ty masz się nie przejmować, okej? - spojrzał na nią z troską. - Pogadamy z Hinatą jak skończę dyżur - obiecał jej.
- Do zobaczenia - uśmiechnęła się do niego. Zamknęła szybę i razem z Sasuke odjechali. 
    Była wdzięczna żołnierzowi, że tym razem jej nie zagaduje. Czuła, że mogłaby się rozpłakać nawet gdyby padło pytanie o ulubiony kolor. Dopiero teraz poczuła ogromne zmęczenie. Praca w wojsku miała być nowym początkiem, a okazywało się, że nie będzie łatwo odciąć się od tego co wydarzyło się w Konoha. 



Komentarze

  1. Lecisz jak burza! Cieszę się niesamowicie z kontynuacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz kuźwa, pod poprzednim rozdziałem trzy razy próbowałam dodać komentarz i nic. 🤣
      Będzie krótko, bo czas mnie goni. Bardzo podobają mi się rozdziały, oba, cieszę się że akcja się rozkręca, że Sasuke jest w separacji. 🤭 Że Sakura wygrała tę rozprawę, że rozdziały się pojawiają szybko i mogę się nacieszyć kontynuacją historii. Cieszę się, że pojawiły się nasze ukochane postacie, że będzie ich więcej, że nabiera tempa, tak wiem powtarzam się. Ale po prostu cieszę się, że piszesz, naprawdę pomagasz oderwać się od rzeczywistości o to pisałam już nieraz. :)
      Super, że w tej serii mamy Sasuke bardziej "otwartego" w sensie,, s sam do niej zagaduje, doceniam te małe momenty, ekstra buduje się ich relacja. I mam nadzieję, że jakoś coś się przestawiło Naruto podczas szycia palucha przez Hinate bo Sakura jest zarezerwowana dla jego przyjaciela. 😁

      Życzę dużo weny, wszystkiego dobrego dla Ciebie.
      Do szybkiego następnego! W sensie mamy nadzieję szybkiego, zero presji. ❤️

      Usuń
    2. Właśnie bardzo jestem ciekawa Waszego odbioru "nowego" Sasuke. Bo też właśnie jak napisałam pod poprzednim rozdziałem, boję się powielania schematów. Nie będzie on oczywiście takim bohaterem jak Naruto (on zawsze musi być taki jak w pierwowzorze, przynajmniej dla mnie). I też od razu zdradzę, że nie będą z Sakurą krążyli wokół siebie tak długo jak w Kosmosie. Bo się wykończę, haha. No, ale tyle ze spoilerów. Lecę pisać dalej!
      Dziękuję, że jesteś :)

      Usuń
    3. Nie sądzę abyś je powieliła, nawet tego nie czuć, więc nie masz się czego obawiać. Jedynie po stylu pisania wieku, że to opowiadanie spod Twojej ręki, nawet gdybyś się nie podpisała to bym wiedziała, że jest Twoje, co nie oznacza, że powiększ schematy kosmosu.:)

      Usuń
    4. W takim razie cieszę się bardzo.
      Bez odbioru!

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Spam będzie usuwany.

Popularne posty z tego bloga

Rozdział drugi

Rozdział czwarty

Rozdział pierwszy