Rozdział szósty
Przed pakowaniem całego swojego życia do plecaka, spotkała się jeszcze z panem Tomoe w jego kancelarii. Niestety nie miał dla niej dobrych wieści. Okazało się, że Yamado spełnił swoją groźbę i wypłynął jego pozew o zniesławienie.
- On mnie? - zaśmiała się Sakura. - To jego matka udziela wywiadów każdym szmatławcu, nie ja.
- Proponuję wyjść z kontrpozwem - powiedział prawnik. - Nic nie tracisz, a jest szansa, że obrócimy to wszystko na twoją korzyść.
- Dobrze - zgodziła się. - Wyjeżdżam do pracy poza Konoha, będę musiała pojawiać się na rozprawach?
- Powinna wystarczyć moja obecność jako pełnomocnika - odpowiedział pan Tomoe. - Będzie się można z tobą kontaktować w razie gdybyś jednak musiała złożyć zeznania?
- Będę miała ze sobą telefon i jeśli tylko nie będzie problemów z zasięgiem to będę odpowiadała na wszystkie wiadomości - zapewniła. - Gdyby jednak nie mógł się pan do mnie dobić to prozę dać znać Tsunade. Na pewno coś zorganizuje poprzez męża.
- Postaram się informować cię na bieżąco - zapewnił adwokat. - O wyniku toczącej cię rozprawy powiadomię cię niezwłocznie.
- Oby to była dobra wiadomość.
- Na inną się nie nastawiam.
Sakura ostatni raz omiotła spojrzeniem niewielkie mieszkanie w hotelu lekarskim. Nie zdążyła się tu zadomowić, ale nie miała o to żalu. Już nie była pracownikiem Szpitala Głównego w Konoha, ale wojska. Niejednokrotnie rozmyślała o tym jak w ogóle znalazła się w takim miejscu w swoim życiu. Jeszcze pół roku temu była szanowanym chirurgiem, pisała artykuł, który spowoduje rozwój badań nad komórkami macierzystymi, powoli przygotowywała się do ślubu, a teraz? Stała z wielkim plecakiem turystycznym na plecach, gotowa na pracę na drugim końcu kontynentu. Resztę swoich rzeczy zostawiła u Hinaty, bo to było jedyne pewne miejsce. Uśmiechnęła się do siebie i zamknęła drzwi. Klucz wrzuciła do skrzynki zgodnie z tym, co ustaliła z administratorem budynku.
Razem z przyjaciółmi umówili się w domu Tsunade. Jiraya zaproponował, że zawiezie ich do jednostki wojskowej zlokalizowanej na obrzeżach miasta. Hinata i Yato byli już na miejscu i zostali ugoszczeni przez gospodarzy. Nakamura pochłaniał tosta, a Hyuuga dopijała kawę z filiżanki, kiedy Sakura została wprowadzona przez Jiraye do dużej kuchni.
- Dzień dobry - przywitała się pierwsza. - Spóźniłam się?
- Nie, to my przyjechaliśmy za wcześnie - odpowiedziała Hinata.
- Jadłaś śniadanie? - zapytała Tsunade matczynym tonem.
- Pycha tosty, spróbuj - odezwał się rezydent z pełnymi ustami.
- Już jadłam - Sakura usiadła obok przyjaciółki. - Poza tym loty samolotem zawsze mnie trochę przerażały. Wolę się nie napychać, żeby zaraz nie narobić problemu.
- Lot wojskowym samolotem wygląda trochę inaczej - uśmiechnął się Jiraya. - Niezapomniane przeżycie.
- Czyli co? - zainteresował się Yato. - Będziemy skakali ze spadochronem?
- Hoho, kolego. Do tego jeszcze dłuuuuga droga.
- Czuję się jakbym wyprawiała dzieci na kolonie - powiedziała Tsunade opierając się biodrem o blat. - A to będzie prawdziwa szkoła przetrwania. Jestem z was dumna.
- Do mnie chyba dopiero teraz dociera co właściwie robimy - przyznała Hinata. - To takie dziwne uczucie. Co by nie mówić, to dotychczas pracowaliśmy w bardzo komfortowych warunkach.
- Warunki pracy w miejscach objętych kataklizmem są ciężkie, ale i tak wiele się poprawiło w tym zakresie - stwierdziła Senju. - Tak naprawdę nie poczujecie jakiejś ogromnej różnicy. Przynajmniej mam taką nadzieję.
- Będzie dobrze, poradzą sobie - uspokoił żonę Jiraya. - Musimy się już zbierać.
Cała trójka wstała od stołu i zaczęła szykować się do wyjścia. Gospodyni wyszła z nimi przed dom, gdzie stało zaparkowane auto do którego Jiraya i Yato zaczęli wkładać bagaże. Kiedy skończyli podeszli do czekających kobiet.
- Pożegnajmy się krótko, bez wylewności - zaproponowała Senju i przytuliła najpierw Yato, a następnie Hinatę. Kiedy podeszła do Sakury dodała: - Niech to będzie dla ciebie nowy początek. Korzystaj z życia, a to co złe zostaw za sobą.
- Tak zrobię - zapewniła ją. - Dziękuję za wszystko.
- No już, jedźcie - Tsunade przytuliła krótko Sakurę. - Powodzenia!
Jiraya zamknął drzwi za Sakurą, która zajęła miejsce z tyłu koło Hinaty i pożegnał się z żoną. Wsiadł do auta i z typowym dla siebie optymizmem ruszył w kierunku jednostki wojskowej.
Sakura od razu przekonała się, że w wojsku działa się natychmiast. Nie za pięć minut, nie za chwilę. Przemieszczanie się z punktu A do punktu B musiało być sprawne, bez zbędnego ociągania się, ani tym bardziej dyskusji. Kiedy tylko wysiedli z samochodu Jirayi zostali przekierowani do samolotu, gdzie mieli lecieć ze świeżym transportem jedzenia i leków. Żołnierz o imieniu Sai przestawił się jako dowódca całej grupy.
- Dołączę do was za tydzień - krzyknął Jiraya do podwładnego, żeby przebić się przez hałas.
- Tak jest! - odpowiedział mężczyzna, po czym spojrzał na grupę lekarzy i dodał: - Proszę do środka.
- Trzymajcie się dzieciaki! - krzyknął na pożegnanie Jiraya i uśmiechnął się szeroko.
Weszli na pokład, gdzie część grupy sprawdzała zabezpieczenia transportu, a pozostali już zapinali się pasami. Sai zabrał od nich plecaki i wskazał im miejsca, które mieli zająć. Sakura usiadła między Yato, a jakimś żołnierzem, któremu ukłoniła się lekko.
- Jejku, jak to się zapina? - zapytał rezydent patrząc bezradnie na Sakurę i Hinatę. Siedzieli na ławce, która nie była wygodna i pasy zwisały bezwładnie. Zupełnie inaczej niż w samolocie cywilnym.
- Ja was pozapinam - wrócił do nich Sai i kucnął przy Yato, żeby sprawnie ogarnąć zabezpieczenie. Sakura patrzyła z uwagą jak żołnierz po kolei naciąga pasy i zapina w specjalną klamrę. - Nie będzie zbyt komfortowo - dodał, kiedy Nakamura się skrzywił. - Ale po starcie będziecie mogli się rozpiąć.
- Długo będziemy lecieli? - odezwała się Hyuuga.
- Około cztery godziny - odpowiedział podchodząc do Hinaty. Na końcu zapiął Sakurę i sam zajął swoje miejsce.
Ogromne drzwi zamknęły się i rozległ się warkot silników. Samolot ruszył mozolnie po pasie startowym, żeby zaraz się rozpędzić i wzbić w powietrze. Sakura zacisnęła pięści na kolanach i zamknęła oczy. Najbardziej nie lubiła startu i lądowania. Kiedy maszyna już leciała stabilnie dostali pozwolenie na odpięcie pasów. Otworzyła oczy i zobaczyła, że Yato i Hinata już stoją bez zabezpieczeń.
- Pomóc ci? - zaoferował rezydent.
- Poradzę sobie - odpowiedziała Sakura odpinając się nie bez trudu. Ponownie podszedł do nich Sai. Widać było, że jest bardzo profesjonalny, nie odzywał się bez potrzebny, a nawet Sakura nie widziała, żeby chociaż delikatnie się uśmiechał. Rozmawiał z nimi jak z innymi żołnierzami: krótko i rzeczowo.
- W porządku? - zapytał.
- Jiraya miał rację mówiąc, że to zupełnie niezwykłe doświadczenie - powiedział Yato. Podeszła do nich reszta grupy przedstawiając się po kolei.
- Ino Yamanaka - Sakura uścisnęła rękę ładnej blondynce, która miała włosy spięte w ciasnego koka. Miała przeszywające błękitne oczy, w których można było dostrzec pewną zadziorność. - Cieszę się, że do nas dołączacie. Każda para rąk się przyda.
- Jest aż tak źle? - odezwał się Nakamura.
- Zaczyna być już ciężko - odpowiedziała Yamanaka. - Ludzie zaczynają się odwadniać są wycieńczeni i i jest duże prawdopodobieństwo, że zaraz rozwiną się jakieś choroby.
- Przy braku odpowiedniego zaplecza sanitarnego to bardzo możliwe - powiedział Yato. - Suna i tak chyba długo sama dawała sobie radę.
- To prawda - przytaknęła Ino. - Głównodowodzący armią Gaara, naprawdę zawsze bardzo się angażuje, kiedy przychodzi ta pora sucha. Nigdy nie żałuje ludzi po swojej stronie, ale jednak obecnie skala jest naprawdę potężna. Jeśli susza będzie utrzymywała się jeszcze miesiąc, prawdopodobnie ogłoszą stan klęski żywiołowej.
- Dostawy z Konohy odbywają się co tydzień? - zapytała Sakura.
- To zależy od zapasów, ale raczej nie rzadziej niż co dwa tygodnie. Zapoznajcie się z resztą naszej załogi. Mojego męża już znacie, a to...
- Męża? - zapytała trójka lekarzy jednocześnie.
- Słuchajcie, no żołnierze też mają życie osobiste - zaśmiała się blondynka. - Wydaje mi się, że akurat związki wśród współpracujących lekarzy są naprawdę bardzo częste. Czy nie?
- Eee - Yato wymownie spojrzał na Sakurę.
- Cóż... - Sakura uśmiechnęła się krzywo. - Masz rację.
- Wojskowi to wciąż normalni ludzie - zapewniła ich nowa koleżanka. - Mamy rodziny, przyjaciół, plany i tak dalej. Jesteśmy tylko cholernie uparci i nie ma w naszym słowniku określenia "nie da się".
Samolot wylądował po czterech godzinach jak zapowiedział Sai. Przez ten czas Sakura z przyjaciółmi miała okazję poznać naprawdę wielu ciekawych ludzi. Z każdym starała się zamienić chociaż kilka zdań. Ostatecznie głównie Ino dotrzymywała im towarzystwa, co bardzo odpowiadało Sakurze ponieważ była wulkanem energii i dobrze się jej to udzielało.
Mąż Ino nadal będąc za nich odpowiedzialnym wyprowadził całą trójkę z samolotu. Sakurę od razu uderzyło bardzo gorące i suche powietrze. Zasłoniła dłonią oczy przed rażącym słońcem i rozejrzała się. Hinata miała rację opisując krajobraz Suny: monotonny, ale nie tragiczny.
- Weźcie swoje plecaki - Sai podał im bagaże i wskazał palcem na zaparkowanego nieopodal pickupa. - Kolega was zawiezie do jednostki. My musimy zająć się ładunkiem.
Sakura zarzuciła ciężki bagaż na plecy i razem z przyjaciółmi udała się we wskazane przez żołnierza miejsce.
- Dzień dobry - Hinata przywitała się jako pierwsza. Przy samochodzie stał blondyn, który na ich widok uśmiechnął się szeroko. Sakura poznała go od razu. Ten uśmiech i lazurowe tęczówki wydawały się być niepodrabialne.
- Cześć! - wyciągnął rękę do każdego z nich pomijając oficjalne formy. Na Sakurze zatrzymał się nieco dłużej. - W życiu bym się tu pani nie spodziewał.
- Czemuż to? - zapytała Sakura i bezwiednie odwzajemniła uśmiech.
- Zamienić pracę w szpitalu, na warunki wojskowe to trzeba być odważnym.
- Zapewniam, że tego nam wszystkim nie brakuje.
- W takim razie cieszę się - powiedział dziarsko. - Dajcie plecaki, wrzucę je na pakę. Mam polecenie, żeby najpierw zaprowadzić was do dowódcy, a później ekipa medyczna zrobi odpowiednie wprowadzenie.
Wsiedli do auta. Sakura z Yato z tyłu, a Hinata zajęła miejsce obok Naruto Uzumakiego. Baraki jednostki znajdowały się blisko lotniska, więc podróż zajęła im zaledwie dwadzieścia minut. Żołnierz nie zagadywał ich jakoś specjalnie. Zapytał tylko jak minęła im podróż, a resztę drogi nucił sobie piosenkę, która leciała w radiu. Sakura miała wrażenie, że ten człowiek jest w stanie obdzielić swoim optymizmem wszystkich w koło. Przy nim nawet monotonny obraz pustyni wydawał się jakiś przyjemniejszy.
- Jesteśmy - zakomunikował zatrzymując samochód.
- Te namioty należą do was? - zapytał Nakamura opuszczając auto.
- Tak, te zielone - wskazał palcem Uzumaki. - Biały z czerwonym krzyżem również, a w ceglanych budynkach jest dowództwo, szpital i żołnierze Suny.
W jednostce panował duży ruch, ale wszystko przebiegało w spokojnym tempie. Cała atmosfera pomimo krytycznej sytuacji na tym obszarze przypominała Sakurze bardziej obóz harcerski. Zabrała swój plecak z bagażnika i razem z przyjaciółmi poszła za Naruto do jednego z namiotów. Z wierzchu nie wyglądały na zbyt duże, ale w środku okazały się bardzo przestronne. W prowizorycznym acz ładnie urządzonym biurze siedział za niewielkim metalowym biurkiem szarowłosy mężczyzna. Wertował jakieś dokumenty, kiedy zauważył ich przybycie i podniósł głowę znad papierów. Uśmiechnął się krótko, co nadało jego twarzy przystojny wygląd.
- Kakashi, przyprowadziłem nową grupę medyków - zaanonsował Uzumaki.
- Zapraszam - dowódca gestem zaprosił całą trójkę do środka. - Możesz zaczekać na zewnątrz Naruto.
Żołnierz bez słowa wyszedł z namiotu zostawiając Sakurę z przyjaciółmi przed obliczem dowódcy jednostki. Mężczyzna wstał od biurka i podszedł do nich sprawnie.
- Nazywam się Kakashi Hatake, jestem odpowiedzialny za drużynę z Konoha - przedstawił się. - Jest nas tutaj około pięćdziesięciu osób, plus czworo z personelu medycznego. Działamy w ścisłej współpracy z żołnierzami z Suny, dostarczamy wodę i leki do najbardziej dotkniętych suszą regionów. Nasza drużyna prowadzi dwie przychodnie polowe, więc zostaniecie podzieleni między te placówki, ale więcej o tym opowie wam Izumi, główny lekarz armii. Niestety kiedy tylko was wdroży będzie musiała wrócić do Konohy, ponieważ jest w zaawansowanej ciąży. Czy na ten moment macie jakieś pytania?
- Czy są jakieś zasady, których kategorycznie powinniśmy przestrzegać? - zapytał Yato.
- Nie jesteście w armii, więc żaden kodeks was nie obowiązuje oprócz etycznego. Po prostu leczcie ludzi i działajcie wspólnie z ekipą Izumi. A i jeszcze jedno: zwracamy się do siebie swobodnie, więc mówcie mi po imieniu i nie dziwcie się, jeśli pozostali od razu pominą oficjalne formy. Wy róbcie tak samo bez obawy, że kogoś tym urazicie.
- Możemy korzystać z naszych smartfonów? - odezwała się Hinata.
- Tak, ale nie możecie udostępniać swojej lokalizacji ani publikować w mediach społecznościowych żadnych informacji o armii - odpowiedział Hatake. - Najlepiej byłoby gdybyście korzystali z naszych telefonów i komputerów, które mają wyłączoną lokalizację. To najbezpieczniejsza opcja. Coś jeszcze?
- Wszystko jasne - odpowiedziała Hyuuga. - Dziękujemy.
- W takim razie dołączcie do Izumi.
Naruto ponownie przywitał ich szerokim uśmiechem po czym wskazał drogę do namiotu medycznego. Sakura rozglądała się z zainteresowaniem po obozie. Pomyślała, że być może mogłaby się przyzwyczaić do takiego życia. Lubiła, gdy wszystko było uporządkowane i miało swoje miejsce. To była miła odmiana od chaosu, który ją ostatnio otaczał.
- Super, że już jesteście - powiedziała kobieta w jasnym wojskowym kombinezonie rozsuniętym aż do wydatnego ciążowego brzucha. - Izumi Uchiha.
- Sakura Haruno - uścisnęła rękę czarnowłosej lekarki, która przywitała ich w namiocie medycznym. Sakura rozejrzała się po prowizorycznej przychodni i była zadowolona, że pomimo ciężkich warunków jest czysto i schludnie. Rozstawione były trzy małe metalowe biurka, podobne jak u dowódcy Hatake oraz metalowe szafki na dokumenty i leki. Usztywnione ściany baraku były ozdobiony medycznymi plakatami, ostrzeżeniami dotyczącymi bezpieczeństwa i higieny, a także prywatnymi zdjęciami pracowników.
- Przedstawię wam resztę mojego wspaniałego zespołu - odezwała się Izumi, gdy skończyła witać się z Yato i Hinatą. Podeszła do mężczyzny koło pięćdziesiątki i położyła mu rękę na ramieniu. - To Shin Akira, moja prawa ręka - przedstawiła siwowłosego lekarza z brodą zarysowaną wokół żuchwy. - Misaki Fujisawa - przeszła do blondynki w krótkich włosach i okularach - oraz Toji Watanabe - na końcu stanęła przy szatynie.
- Liczymy na owocną współpracę - odezwał się Nakamura.
- My również - powiedziała Misaki i uśmiechnęła się zalotnie do rezydenta. Musiała być mniej więcej w jego wieku, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie.
- Oprowadzę was po jednostce opowiem o naszych przychodniach i ogólnie o sytuacji w regionie - zaproponowała Izumi. - Potem powiem jakie są przydziały i pojedziemy w teren, żeby dostarczyć nowe zapasy.
- Mamy się przebrać? - zapytała Sakura patrząc na personel medyczny.
- Możecie zostać w cywilnych ubraniach - odpowiedziała Uchiha. - Mam nadzieję, że zabraliście przewiewne materiały i nakrycia głowy.
- Tak - potwierdziła Hinata. - Jesteśmy przygotowani.
- I to rozumiem! - lekarka ucieszyła się. - Chodźmy.
Izumi Uchiha szybko wprowadziła ich w cały system funkcjonowania jednostki i systemu medycznego. Pokazała gdzie znajduje się kuchnia polowa, łazienki i magazyn z żywnością i lekami. Sakura była pod wrażeniem jak wszystko spinało się logistycznie pomimo niesprzyjających warunków.
- Najgorsze są burze piaskowe - kontynuowała swój wywód Uchiha, kiedy wrócili do namiotu. - Przychodzą wcześniej alerty na komputery i bardzo ważne jest, żeby pozakrywać okna. Wbrew pozorom te plandeki są bardzo szczelne, ale jeśli się to zrobi na czas. Baniaki z wodą są zawsze kryte, więc bez obaw. Jeśli chodzi o dzienne porcje to są to dwa litry, a w wyjątkowych przypadkach więcej. Prysznice muszą być bardzo szybkie, nawet ekspresowe. Nie ma stania i dumania nad życiem pod deszczownicą.
- To zrozumiałe - powiedziała Hinata. - Gdzie jest klucz od magazynu z lekami?
- Dobrze, że zapytałaś - uśmiechnęła się Izumi. - Widzicie, dlatego już muszę iść na urlop, bo mózg przestaje mi pracować, a to nie jest najlepsza rekomendacja dla lekarza. Klucze są dwa. Jeden ma Kakashi, a drugi Kankuro, zastępca dowódcy Suny.
- Dlaczego? - zapytał Yato.
- Bo tak samo jak w każdej medycznej placówce mamy tu różnego rodzaju leki - odpowiedziała lekarka. - Zdarzały się przypadki, że żołnierze włamywali się do szafek, albo magazynów i kradli na przykład opioidy. Szafki tutaj i w szpitalach również są pod klucz, ale to już każdy z lekarzy ma swój. Zaraz wam je rozdam i wpiszę was w system. Gdyby się zdarzyło, że je zgubicie, musicie to niezwłocznie zgłosić Hatake.
- Jasne - potwierdził Nakamura za ich troje.
- Tu są wasze identyfikatory - Uchiha podeszła do swojego biurka i z szuflady wyjęła trzy plakietki. Podała je każdemu po czym z sapnięciem usiadła na krześle. - Wybaczcie, przysiądę sobie na chwilę.
- Jak wytrzymałaś w tych warunkach do tej pory? - zapytała Hyuuga, a w jej głosie słychać było troskę.
- Nie miałam w planach przyjeżdżania tutaj zwłaszcza, że mąż kategorycznie mi tego zabronił, ale pozostali medycy są na froncie, a ja nie chciałam zostawiać swojego zespołu. Uzgodniłam z Hatake, że po tym tygodniu wracam bez względu na to, czy uda się znaleźć zastępstwo czy nie. I tak szczerze to jest mi ciężko, oczywiście, ale naprawdę nie jest tak tragicznie. Potrzebuję tylko trochę więcej odpoczynku niż zwykle.
- I do tej pory pracowałaś na zmiany po dwanaście godzin? - zdziwił się Nakamura.
- Tak - przytaknęła Izumi. - A w temacie zmian, to działamy w następujący sposób: razem z medykami Suny wymieniamy się w dwóch punktach, nazywamy je: A na południu i B na północy. Między nimi jest odległość około piętnastu kilometrów. W pozostałej części kraju są kolejno punkty C, D i tak dalej. W jednostce zawsze musi być jeden lekarz. W naszym namiocie i w budynku szpitala Suny.
- Dlaczego nie zainstalowaliście się u nich? - zainteresowała się Sakura, bo wydało się jej to dziwne.
- Tak nam wygodniej - odpowiedziała Uchiha. - Zajmujemy się tu podstawową opieką zdrowotną dla naszych żołnierzy. Sale operacyjne, sterylizatornie, rentgen, laboratorium i tak dalej są w szpitalu. Oczywiście możemy ze wszystkiego korzystać.
- Zatem jakie są przydziały? - zapytała Sakura.
- Moja propozycja jest następująca: ty, Toji, i Misaki oraz Yato, Hinata i Shin. Pierwsza grupa będzie w punkcie A i zaczyna dzisiaj nocny dyżur, a druga w B i startuje od jutra rana.
- Kto zostanie tu na miejscu?
- Będzie rotacja, bo nie mamy więcej personelu. Jedna osoba z twojej będzie miała nockę, a później jedna osoba z grupy Shina będzie miała dzień i tak na zmianę.
- Wtedy w punktach będzie osłabiony skład o jedną osobę? - dopytał Nakamura.
- Tak - przytaknęła Uchiha. - W punkcie muszą być zawsze dwie osoby, jeden lekarz zostaje tutaj. Dotychczas mieliśmy wsparcie jednego lekarza z Suny, bo było nas tylko czworo. Możecie się zamieniać na dyżury, ale tylko po uzgodnieniu tego z lekarzami Suny i Shinem. On będzie teraz lekarzem głównym armii i jemu tu podlegacie. Czy to zrozumiałe?
Wszyscy troje kiwnęli głowami.
- Dziękuję - uśmiechnęła się lekarka. - Będzie intensywnie, ale zostawiam was z naprawdę super zespołem. Jestem pewna, że szybko się dotrzecie. To chyba wszystko co miałam przekazać na ten moment. Widzę, że już przyjechali z nowym transportem, więc dołączmy do reszty.
Sakura pomachała na pożegnanie Yato i Hinacie, którzy zabrali się ze swoim załadunkiem i razem z Izumi podeszły do dużego pickupa, do którego dwóch żołnierzy ładowało zapasy. Jeden stał na pace, a drugi podawał pudełka z drugiego samochodu. Wydawał się Sakurze znajomy, ale ciężko jej było ocenić tylko po sylwetce, zwłaszcza z tyłu.
- Cześć chłopaki! - przywitała się dziarsko Izumi. - Poznajcie Sakurę, naszego nowego lekarza.
- Witam - jeden z żołnierzy sprawnie zeskoczył z samochodu i wyciągnął rękę w stronę Sakury. - Shikamaru Nara.
- Miło mi - uścisnęła mu rękę. Miał obojętny wyraz twarzy, ale nie był nieprzyjemny.
- My się już znamy - usłyszała głos za sobą. Odwróciła się i zobaczyła przed sobą Sasuke Uchihe. W mundurze wyglądał poważniej niż w cywilnym ubraniu. Spojrzenie miał jednak wciąż głębokie i nieprzeniknione.
- Naprawdę? - zdziwiła się Izumi. - Świat jest jednak mały. Sasuke to mój szwagier.
- Poznaliśmy się w szpitalu, gdy wojsko przechodziło badania przed misją - wyjaśniła Sakura. - Teraz już chyba możemy mniej oficjalnie. Sakura - podała mu rękę.
- Sasuke - uścisnął jej dłoń. Miał duże i szorstkie dłonie.
- Musimy już jechać - ponaglił ich Nara i zabrał od kolegi ostatni pakunek. - Z przodu są trzy miejsca, więc spokojnie zmieścimy się z Izumi - zwrócił się bezpośrednio do Sakury.
- A Sasuke? - zapytała Sakura pierwszy raz używając jego imienia.
- Ja jadę na pace - odpowiedział Uchiha. - Chcesz dołączyć?
- Pewnie! - zgodziła się chętnie. Lubiła podejmować nowe wyzwania. Jeśli już zdecydowała się na pracę w takich warunkach, to postanowiła całkowicie się wczuć w klimat.
- Tam okropnie trzęsie i nie ma klimatyzacji - uświadomiła ją lekarka. - Jesteś pewna?
- To dla mnie żaden problem - zapewniła ją Sakura.
- W drogę - zakomendował Shikamaru i otworzył drzwi z przodu przed Izumi.
- Pomogę ci wsiąść - zaproponował Sasuke i podszedł bliżej Sakury. - Jedną nogę oprzyj tu - pokazał specjalny podnóżek - i złap się za drążek z boku. Teraz wystarczy się mocno podciągnąć. Będę cię asekurował.
- Bardzo wysoko - sapnęła, kiedy wykonywała jego polecenia. Odbiła się jedną nogą i podciągnęła jak kazał. Zachwiała się, ale żołnierz delikatnie złapał ją pod boki i pomógł wejść do środka. Sam jednym ruchem znalazł się w środku.
- Za pierwszym razem wydaje się to trudne, ale szybko się nauczysz - powiedział.
- Gdzie mam usiąść?
- Tu będzie najwygodniej - wskazał jej miejsce, które zajęła. Lekko pochylony podszedł do kokpitu i walnął w niego dwa razy. Samochód ruszył, a Uchiha usiadł na przeciwko niej. Sakura starała się nie zerkać w jego stronę, ale nie potrafiła się powstrzymać. Był przystojny, wydawał się być bardzo silny i skrywał w sobie jakąś tajemniczość. Siedział milczący, a ręce miał oparte na kolanach. Spojrzała na jego dłonie, które trzymał splecione przed sobą i zauważyła, że ma na palcu obrączkę. Nie zdziwiła się, ale poczuła lekki zawód.
Przychodnia okazała się być bardzo podobna do tej w jednostce. Różnica polegała na tym, ze tu było więcej łóżek, co bardziej przypominało szpital. Dwa z nich zajmowały starsze kobiety, które miały podpiętą kroplówkę. Sakurze bardzo zaimponował fakt, że pomimo pustynnego klimatu było czysto i schludnie. Miała obawy, czy ona również będzie umiała zadbać o dobre warunki sanitarne. Poznała medyków z Suny, Izumi wszystko jej tłumaczyła i odpowiadała na pytania, które jeszcze pojawiały się w trakcie wszystkich czynności. Shikamaru i Sasuke rozdawali wodę i paczki z jedzeniem ludziom, którzy ustawiali się w kolejce po najświeższe racje. Kilka osób prosiło o zbadanie, więc każdy miał pełne ręce roboty.
- Pojadę teraz do punktu B - powiedziała Uchiha do Sakury, która układała leki w szafkach i odhaczała je na liście. - Wrócisz z Shikamaru i Sasuke do jednostki, kiedy skończą. Za trzy godziny, po kolacji zaczynasz ze swoją ekipą dyżur.
- Rozumiem - potwierdziła. - Do zobaczenia.
Izumi wyszła z namiotu i Sakura wróciła do swojego zajęcia. Podeszła do niej anestezjolog z Suny Aiko.
- Jak się zapatrujesz na pracę tutaj? - zagadnęła wesoło.
- Jestem zaintrygowana i cieszę się - odpowiedziała szczerze. - To całkiem ciekawe doświadczenie.
- Gdyby nie to, że prawdopodobnie dojdzie do jakiegoś kataklizmu to byłoby nawet przyjemnie - stwierdziła kobieta smutno. - Deszcz nie padał tu od pół roku, a studnie wysychają jedna po drugiej.
- Tak jest co roku? - zapytała zmartwiona Sakura.
- Nie, nie - Aiko pokręciła głową. - Mamy tu zrównoważoną gospodarkę wodną, ale raz na parę lat zdarzają się takie susze. Na szczęście mamy wspaniałych sojuszników i pomoc płynie z wielu państw.
- To pocieszające - przyznała Sakura. Skończyła wykładać leki do szafki i zamknęła ją. - Słyszałam, że wasz dowódca zawsze bardzo angażuje się w pomoc cywilom.
- Gaara zawsze jest pierwszy do pomocy, to facet o złotym sercu. Sam podwija rękawy i bierze się do pracy na równo ze swoimi żołnierzami niezależnie od stopnia. Trzeba kopać rowy to kopie, trzeba chronić wioskę cywili to chroni.
- Dobrze jest mieć wokół siebie ludzi czynu, zwłaszcza w tak trudnej sytuacji. Naprawdę jestem pod wrażeniem jak wszystko jest tu dobrze zorganizowane.
- Nigdy nie pracowałaś nigdzie indziej poza szpitalem?
- Od razu po studiach zaczęłam staż w głównym szpitalu Konoha - odpowiedziała Sakura. - Nie miałam okazji pracować w terenie.
- Uważam, że każdy lekarz powinien - powiedziała Aiko. - To prawdziwa szkoła życia. Uczy szacunku do zawodu i pokory. Jestem pewna, że po powrocie do Konohy inaczej spojrzysz na swoją pracę.
- To mi się przyda, bo ostatnio straciłam wiarę w ludzi, zwłaszcza ze świata medycyny - Sakura uśmiechnęła się smutno.
- W takim razie to najlepsze miejsce, żeby inaczej spojrzeć na drugiego człowieka - stwierdziła anestezjolog. - Wiem, że to brzmi bardzo górnolotnie, ale po prostu sama musisz to przeżyć i się przekonać. Wygląda na to, że Sasuke i Shikamaru już skończyli - dodała wyglądając przez wejście do namiotu.
- W takim razie ja też się zbieram. Do zobaczenia później.
Wyszła z namiotu na palące słońce. Zmrużyła oczy nieprzyzwyczajona do takiego żaru. Nie mogła dojrzeć pickupa którym przyjechała. Przestraszyła się, że żołnierze zapomnieli o niej i odjechali. Wyjęła telefon z kieszeni spodni, żeby zadzwonić po kogoś, ale uświadomiła sobie, że nawet nie ma kontaktu do Izumi, albo kogokolwiek z ekipy medycznej Suny. Zauważyła, że ma kilka nieodebranych połączeń od pana Tomoe. Serce zabiło jej mocniej, bo w całym zamieszaniu zapomniała, że dzisiaj było ogłoszenie wyroku.
- Możemy już wracać - nagle pojawił się przed nią Shikamaru. - Musiałem przeparkować samochód.
- Muszę pilnie oddzwonić - powiedziała. - Zaraz dołączę. Gdzie stoicie?
- Tam za hangarem - Nara wskazał palcem. - Będziemy czekali.
- Okej - potwierdziła i odprowadziła żołnierza wzrokiem. Kiedy odszedł już na znaczną odległość wybrała numer prawnika i czekała na połączenie.
- No w końcu - przywitał ją pan Tomoe wyraźnie zniecierpliwiony. - Już się martwiłem, że coś się stało. Miałem już kontaktować się z Tsunade.
- Przepraszam, strasznie dużo się dzieje - usprawiedliwiła się Sakura. - Jaki werdykt?
- Sukces! - krzyknął jej w słuchawkę prawnik. - Pełen sukces Sakura. Wygraliśmy w cuglach.
- Och! - Sakura aż kucnęła z wrażenia. Odebrało jej mowę z emocji.
- "Och" to mało powiedziane. Sędzia nie omieszkała skrytykować postawy Nishidy. Oprócz sprostowania w medycznym periodyku na dwie pierwsze strony ma cię publicznie przeprosić. Prawdziwe upokorzenie dla całej jego rodziny.
- Nie mogłam się spodziewać lepszych wiadomości, dziękuję. Jestem panu ogromnie wdzięczna.
- Ja sam czuję ogromną satysfakcję - przyznał pan Tomoe. - Z innych spraw to dzisiaj złożyłem już wniosek o zniesławienie. Myślę, że jesteśmy na fali wznoszącej, więc kujmy żelazo póki gorące. Będę cię informował.
- Postaram się być bardziej responsywna - obiecała. - Jeszcze raz dziękuję.
- Trzymaj się, cześć - pożegnał się prawnik i rozłączył.
Sakura wstała i delektowała się tą chwilą. Nieważne, że znajdowała się teraz praktycznie na środku pustyni, słońce paliło ją w głowę, miała sucho w ustach z pragnienia i z wrażenia, czuła piasek nawet w zębach. Wygrała. Wygrała z całym tym obrzydliwym systemem, z ludzką chciwością i okropną niesprawiedliwością. Zaśmiała się głośno do siebie, nie przejmując się, że z boku może to dziwnie wyglądać. Dawno nie było jej tak lekko i prawie unosząc się ze szczęścia w powietrzu podeszła do samochodu, gdzie czekali na nią Shikamaru i Sasuke. Uchiha otworzył drzwi i wysiadł wpuszczając ją do środka. Owiał ją przyjemny chłód od klimatyzacji.
- Co takiego się wydarzyło przez te pięć minut, że jesteś cała w skowronkach? - zapytał Nara przekręcając klucz w stacyjce.
- Otóż sprawiedliwości stało się zadość - odpowiedziała z uśmiechem. - To tak w skrócie.
- Cokolwiek to znaczy to gratuluję - powiedział Shikamaru. - Wracasz tu jeszcze na nocny dyżur?
- Tak - potwierdziła.
- Zabierz ze sobą długie rękawy, bo w nocy jest tu bardzo zimno - poradził jej żołnierz.
- Tak zrobię, dzięki że o tym mówisz.
- Proszę - niespodziewanie Sasuke siedzący obok podał jej odkręconą butelkę wody.
- Czuję się jak księżniczka - zaśmiała się Sakura i upiła łyk z butelki. - Mogę zawsze z wami jeździć?
- Prawdopodobnie i tak będziesz - stwierdził Nara. - My też mamy swoje przydziały.
- Często jeździcie na takie misje?
- Większą część roku spędzamy w Konoha. Są jednak takie momenty w roku, gdzie nasza pomoc jest potrzebna. Albo susze, albo w drugą stronę - powodzie. I tego też się tu spodziewamy, kiedy w końcu lunie deszcz.
- Tylko kiedy to będzie? - Sakura spojrzała przez przednią szybę na niebieskie niebo bez ani jednej chmurki. - To zaskakujące do jakich warunków człowiek jest się w stanie przyzwyczaić.
- Panienka z dobrego domu? - zażartował Shikamaru.
- Wręcz przeciwnie - odpowiedziała. - Jestem jak karaluch. Przetrwam nawet uderzenie bomby atomowej.
- To idealnie nadajesz się do pracy w wojsku.
- Jeśli to propozycja to być może ją rozważę.
_____________________________________________
Cześć.
U mnie tak zawsze: pół roku ciszy, a później dwa rozdziały po tygodniu. Teraz znowu będzie sześć miesięcy bez publikacji (ale oby nie).
Mam jakiś problem z odmienianiem nazwisk. Raz to robię, a raz nie. Jakoś nie potrafię się zdecydować i nie wiem jak będzie lepiej.
Dajcie znać, czy rozdział i tempo opowiadania jest okej.
Pozdrawiam i do następnego!
JEZUUUUUU😍😍😍😍
OdpowiedzUsuńJak czadowo, że jest nowy rozdział! Osobiście też mam nadzieję, że na kolejny nie będziemy musieli czekać pół roku, ale jak będzie trzeba to wiesz, my cierpliwi. 😃
Tak bardzo mi się ten rozdział podoba! kuwa wygrała sprawę!!! Jeeeeej! Rodzinka może się w dope pocałować. Emocje niesamowite,jakbym swoją sprawę wygrała hahah. Wspaniałe budujesz to napięcie i niesamowite jest odczucie takich emocji, jak przeżywa bohaterka.
Jest Sasuke, jest reszta moich ukochanych postaci! Jezu czego chcieć więcej? Ale czad, petarda, kosmos totalny i nie tylko w ogrodzie, ale we wszechświecie!
Mam nadzieję do szybkiego następnego!
Dużo weny i wszystkiego dobrego dla Ciebie Kochana! ❤️
Haha, ja to jestem łeb. Włączyłam moderację komentarzy i się dziwiłam, czemu nic się nie wyświetla zanim zorientowałam się, że najpierw muszę każdy komentarz zaakceptować. I czekam i czekam i zastanawiam się czemu Onihime ani Krropcia nic jeszcze nie napisały, a tu proszę :D wyłączyłam to w cholerę i teraz każdy komentarz doda się od razu.
UsuńCieszę się, że się cieszysz - jak zawsze mogę na Ciebie liczyć! Mam teraz trochę więcej czasu na pisanie, więc idę z prądem, żeby nie robić zbyt długich przerw.
Przyznam, że wymyśliłam sobie to opowiadanie, ale ciężko mi się je pisze. Bardzo boję się powielania schematów z Kosmosu i przez to mam wrażenie, że opisy i dialogi wychodzą mi płytkie. Muszę się pilnować i przypominać sobie, że tu od początku buduję te wszystkie postacie i nie mogę zostawiać jakiś niedomówień, bo przecież w Kosmosie wszystko wyjaśniłam. Więc boję się, że się trochę tym opowiadaniem pogrążę. Ale jeśli czytasz i Ci się podoba, to wychodzi na to, że nie jest tak najgorzej. Zobaczę jak pójdzie dalej :)