Rozdział dziewiąty

     Rozmowa z Kakashim o zdarzeniu w punkcie B była krótka co ucieszyło Sakurę, która już ledwo rozumiała co się do niej mówi. Oprócz niej, Hinaty, Naruto i Sasuke w namiocie dowódcy z Konoha byli także Shikamaru, Kankuro i Gaara. Sakura może i przyjrzałaby się dokładniej nowym twarzom, ale resztki sił skupiła na tym, żeby jak najdokładniej opowiedzieć co się stało i jak wyglądał mężczyzna, który uciekł. 
- Dobrze, to wszystko - powiedział w końcu Hatake, gdy każdy obecny na miejscu zdarzenia wypowiedział się w tym temacie. - Jutro poinformujemy was o dalszych krokach, ponieważ zaszły pewne zmiany - zwrócił się do Sakury i Hinaty. Widocznie Uchiha i Uzumaki byli już wtajemniczeni.
- Dziękujemy za waszą czujność - dodał Gaara.
- Możecie odejść i w końcu odpocząć - Kakashi uśmiechnął się do nich na pożegnanie.
- Kakashi, czy to odpowiedni moment na chwilę rozmowy? - zapytała Sakura, która chciała położyć się spać z czystym sumieniem, że załatwiła wszystkie niezbędne sprawy tego dnia. Chciała jak najwcześniej dać znać panu Tomoe, czy pojawi się w Konoha za parę dni.
- Tak - potwierdził krótko. Reszta osób obecnych w namiocie wyszła bez zbędnego przedłużania. Hinata dała jej znać, że będzie na nią czekała na co Sakura kiwnęła głową. Gdy została sama z dowódcą ten wskazał jej ręką krzesło. - Usiądź proszę. Widzę, że ledwo stoisz.
- Skorzystam - Sakura chętnie klapnęła na metalowym składanym krześle. W wojsku wszystko było tak prosto skonstruowane i praktyczne. - Będę się streszczała. We wtorek muszę być obecna w Konoha, ponieważ mam sprawę w sądzie. W zasadzie dwie sprawy dzień po dniu. W związku z tym chciałabym prosić o zgodę na opuszczenie jednostki i zabranie się z pierwszym możliwym odlotem przed wtorkiem. Wróciłabym również pierwszym lotem ze świeżą dostawą, albo po prostu lotem komercyjnym. Zgodę Akiry już mam.
- W poniedziałek popołudniu odlatuje nasz samolot po nowy transport i żołnierzy - powiedział Kakashi. - Powrót w środę w nocy. Pasuje ci to?
- Najzupełniej - odpowiedziała zadowolona, że tak szybko poszło. 
- Z jednostki będzie leciał też Sasuke Uchiha, więc dotrzyma ci towarzystwa.
- Dobrze. W takim razie nie zajmuję ci więcej czasu. 
    Wstała i ukłoniła się lekko po czym wyszła z namiotu. Czekali na nią Hinata i Yato pełni widocznego napięcia jakie przekaże im informacje. 
- Z Hatake nie było problemu - powiedziała, zanim ktokolwiek zapytał. Szła w kierunku namiotu, który współdzieliła z przyjaciółką i Misaki. - Z Akirą poszło gorzej, bo znowu się pokłóciliśmy.
- O co? - zapytał Nakamura idąc obok niej.
- Szkoda gadać - Sakura machnęła ręką. Chciała już tylko się umyć i pójść spać. - W poniedziałek popołudniu wylatuję z jednostki i wracam w środę w nocy. 
- Będzie jakieś zastępstwo za ciebie, czy będziemy sami z Hinatą?
- Jeszcze nie wiem. Spróbuję na spokojnie porozmawiać z Shinem. Muszą coś załatwić, skoro zespoły mają być trzyosobowe. Ale to już jutro, bo naprawdę padam na twarz, a jeszcze muszę skleić wiadomość do pana Tomoe. 
- Idź, odpocznij w końcu - Hinata spojrzała na nią z troską. - Przynieść ci kolację?
- Nie jestem głodna, ale dziękuję że zapytałaś - Sakura uśmiechnęła się do przyjaciółki. - Obudź mnie rano, gdybym nie usłyszała budzika.
    Weszła do namiotu i walczyła ze sobą, żeby nie rzucić się na łóżko i po prostu zasnąć. Wyciągnęła telefon i napisała do prawnika, że pojawi się w sądzie. Była pewna, że pan Tomoe będzie chciał się spotkać, żeby omówić przebieg dwóch procesów. Bała się tych rozpraw, bo czuła, że rodzina Nishida nie powiedziała ostatniego słowa jeśli chodzi o upokarzanie jej. Miała przeczucie, że znowu spotka własną matkę w sądzie zeznającą na jej niekorzyść. 
    
    Sakura obudziła się przed Hinatą. Potarła palcami oczy i spojrzała na zegarek na telefonie. Było dopiero po piątej. Ponieważ nie lubiła leżenia bez celu, wstała i ogarnęła się do wyjścia. Z niewielkiego stolika zgarnęła kubek termiczny w którym Naruto przyniósł jej kawę, kiedy miała nocny dyżur w jednostce. Postanowiła, że się odwdzięczy żołnierzowi i tym razem ona coś zorganizuje. Wyszła z namiotu i rozejrzała się po placu, gdzie już krzątali się żołnierze. Niebo było bladoróżowe i ustępowało miejsca bezchmurnemu błękitowi. Zapowiadał się kolejny upalny dzień bez szans na opady.
    Poszła do wojskowej kantyny, gdzie już powoli ustawiała się kolejka do wydawania śniadania. Sakura przywitała się z obecnymi i zręcznie przeszła do stanowiska, gdzie wydawano napoje. 
- Dzisiaj się nie spóźniłaś - odezwała się z uśmiechem kobieta, z którą Sakura rozmawiała dwa dni temu.
- Cieszę się - powiedziała Sakura i podała jej kubek. - To dla kolegi. Mogę prosić jeszcze jedną?
- Miła z ciebie koleżanka skoro zerwałaś się o świcie, żeby przynieść koledze kawę - skomentowała kucharka i podała jej naczynie termiczne. Do cynowego kubka nalała drugą porcję.
- Bardzo dziękuję - Sakura odebrała naczynia. - Miłego dnia! - pożegnała się i rozejrzała się za wolnym miejscem. Zauważyła, że Naruto i Sasuke wchodzą do namiotu. Blondyn od razu ją zauważył i podszedł do niej z uśmiechem.
- Cześć - przywitał się. - Specjalnie wstałaś wcześniej, żeby załapać się na kawę?
- Można tak powiedzieć - odpowiedziała i wyciągnęła w jego kierunku kubek termiczny. - Oddaję kubek pełny świeżej, ciepłej kawy. 
- Dzięki - Uzumaki wziął od niej naczynie. - Jadłaś już?
- Narazie nie mam ochoty. Będziesz też dzisiaj w punkcie B?
- Nie, ja dzisiaj zostaję w jednostce - powiedział. - Sasuke i Sai będą w B. Przed wyjazdem będziecie mieli spotkanie z Kakashim.
- Tak, pamiętam - pokiwała głową. - Poczekam tu na Hinatę i Yato.
- W takim razie widzimy się później - pożegnał się i dołączył do Sasuke, który jadł już śniadanie. 
    Nie chcąc się narzucać Sakura zajęła wolne miejsce z dala od żołnierzy. Chciała na spokojnie wypić kawę i pomyśleć jak ponownie zacząć rozmowę z Shinem, żeby od razu się z nim nie pokłócić. Pytanie powinno być proste: czy znajdzie się ktoś na zastępstwo na czas jej nieobecności, ale czy odpowiedź z jego strony będzie równie nieskomplikowana? Zauważyła, że lekarz nawet niczym nie sprowokowany jest dla niej niemiły i zaczyna wyładowywać na niej swoje frustracje. Żeby ze spokojnym sumieniem mogła opuścić jednostkę musiała to załatwić porządnie, żeby jej przyjaciele nie zostali bez pomocy. Nawet jeśli Akira będzie dla niej złośliwy, to musi przyjąć to na klatę. 
    Upiła łyk ciepłej kawy i podparła brodę na dłoni. Rozejrzała się po kantynie i zatrzymała spojrzenie dłużej na Sasuke, który rozmawiał z żołnierzem siedzącym na przeciwko. Podobał się jej jako mężczyzna, był w jej typie, czego nigdy nie przyznałaby Yato, bo nie dałby jej spokoju do końca misji. Pomyślała, że to niezwykłe jak los zawsze stawia go gdzieś obok niej. W szpitalu, na sklepowym parkingu, a teraz nawet w wojsku. Zastanawiała się jaka jest jego żona, czy pasują do siebie, czy mimo wszystko nadal się kochają pomimo separacji? Ino powiedziała, że jego wybranka zrobiła mu okropne świństwo, ale nie mogła sobie wyobrazić co by to mogło być. Czy to zdrada, czy coś gorszego? Gdyby nie jego stan cywilny pewnie chciałaby go poznać bliżej. Wydawał się jej po prostu w porządku człowiekiem i nie bez znaczenia był fakt, że Naruto stwierdził, że bez wahania oddałby swoje życie w jego ręce. Dla niej jako lekarza nie było to nic niezwykłego, ponieważ każdy pacjent, którego kiedykolwiek badała, a tym bardziej operowała dawał jej taki kredyt zaufania i zawsze czuła na sobie ogromną odpowiedzialność za drugiego człowieka. Równie dobrze mogłaby powiedzieć, że powierzyłaby swoje życie Hinacie, czy Yato, ale tak naprawdę w warunkach medycznych każdemu lekarzowi, nawet Yamado. Służba w wojsku nadawała temu określeniu jednak inne znaczenie i Sakura doskonale zdawała sobie z tego sprawę, że to coś więcej: lojalność i braterstwo. 
    Uchiha złapał jej spojrzenie na co ona tylko się uśmiechnęła i spuściła wzrok. Zauważyła, że w jej kierunku idą Yato i Hinata. 
- Wcześnie wstałaś - zauważyła Hyuuga. - Myślałam, że będę cię rano zrywać z łóżka.
- Szybko się regeneruję - stwierdziła Sakura.
- Idę po kawę, przynieść wam? - zapytał Nakamura.
- Ja już mam - Sakura stuknęła palcem w kubek.
- Ja chętnie - odpowiedziała Hinata i dosiadła się do przyjaciółki. - Ciekawe co dzisiaj powie Kakashi - odezwała się do Sakury odprowadzając rezydenta wzrokiem.
- Naruto mi dzisiaj przypomniał o tym spotkaniu, więc pewnie będzie to coś bardzo ważnego - powiedziała. - Może zwiększą poziom bezpieczeństwa. W ogóle ciekawe, czy ten pacjent przeżył. Nikt nic nie mówił, ale domyślam się, że sami z siebie nie mogą udzielać takich informacji. 
- Idą też Shin, Misaki i Toji - Hyuuga wskazała podbródkiem grupę medyków, która również przyszła. Cała trójka podeszła do nich, ale tylko Fujisawa i Watanabe kiwnęli im głowami na przywitanie. 
- Siądźmy razem bo zaraz przyjedzie Hatake - powiedział Akira. - Weźcie sobie jedzenie i wróćcie tu, dobrze? - zwrócił się do swoich podwładnych. - Haruno, pozwól na chwilę.
    Zaskoczona, że poprosił ją o rozmowę w cztery oczy odstawiła kubek na ławę i odeszła z lekarzem poza kantynę.
- Rozmawiałem z Kakashim i załatwiłem zastępstwo dla ciebie od poniedziałku do środy - powiedział, jak gdyby wcześniej nie robił jej żadnych złośliwości z tego powodu. - W czwartek rano już będziesz miała dyżur.
- To dobrze, dzięku... - chciała powiedzieć, ale jej przerwał:
- I w czwartek w nocy zastąpisz mnie w punkcie A.
- A w piątek mam mieć dzienną zmianę - stwierdziła, a nie zapytała. Po jego minie wiedziała, że to jest cena za to, że w ogóle się pofatygował załatwić jakiegokolwiek lekarza pod jej nieobecność.
- Dokładnie - potwierdził sucho. - Pasuje ci to?
- Pasuje - odpowiedziała, bo co innego mogła w tej sytuacji zrobić?
    Odszedł od niej nie mówiąc nic więcej. Sakura zdusiła w sobie złość i starała przekonać się samą siebie, że to i tak dobrze, że udało się to załatwić bezkonfliktowo. Praca w upale, po rozprawie sądowej, czterogodzinnym locie, praktycznie trzy dni bez snu? Nie ma sprawy. Odetchnęła cicho i wróciła do ekipy medycznej do której właśnie przyszedł Hatake.
- Siądźcie wszyscy - zachęcił omiatając ich wszystkich spojrzeniem. Sakura zajęła miejsce między Hinatą, a Misaki. - Mężczyzna, którego operowały Sakura i Hinata należy do lokalnego gangu, który napada na wioski i rabuje leki oraz pomoc humanitarną - zaczął. - Tak samo jak ten co uciekł. Gaara wraz z policją ustalają miejsce ich kryjówki, ale jeszcze nie ma żadnych informacji. Ponieważ wojsko Kraju Wiatru w większości zostało oddelegowane do wykrywania i eliminowania takich grup, to pozostałe kraje wysyłają więcej kontyngentu armii w ramach dalszego działania misji pokojowej i pomocy cywilom. Transport żołnierzy z Kraju Ognia przybędzie w środę w nocy. Dzięki czemu będziemy mogli zwiększyć również bezpieczeństwo w punktach medycznych. Od teraz w namiotach przychodni będą znajdowali się w pełni uzbrojeni żołnierze, dodatkowych trzech na terenie placówek. Czy macie jakieś pytania do tej części?
- Ja mam - Sakura uniosła rękę i zwróciła na siebie uwagę reszty zespołu. - Czy to zmienia charakter naszej misji? Mam głównie na myśli siebie, Hinatę i Yato.
- Nie - pokręcił głową Hatake. - Z naszej strony macie zapewnioną, nazwijmy to, ochronę. Mamy stan podwyższonego ryzyka i mam obowiązek was uprzedzić o zaistniałej sytuacji. Ponieważ jesteście cywilami bez przeszkolenia wojskowego to możecie również opuścić Sunę bez poniesienia żadnych konsekwencji z naszej strony. Wybór należy do was.
- Jak realne jest to zagrożenie? - odezwał się Nakamura. - Bo zastanawia mnie czemu członkowie gangu przyszli szukać pomocy do punktu, w którym i tak było wielu żołnierzy. I czy to w ogóle ma szansę się powtórzyć.
- Zagrożenie jest realne, ponieważ napady są coraz częstsze i obejmują nowe obszary. To, dlaczego mężczyźni pojawili się w punkcie medycznym będzie wyjaśniane w toku śledztwa, kiedy znajdziemy tego, który uciekł, albo gdy ranny w końcu się obudzi. Jeśli dzisiaj do końca dnia nikt z was nie przyjdzie do mnie bezpośrednio i nie powie mi, że rezygnuje, to uznam, że przemyśleliście sytuację i zdecydowaliście się zostać do końca misji. 
 Wszyscy zainteresowani kiwnęli głowami. Kakashi pożegnał się krótko i odszedł do innych żołnierzy. Sakura była przejęta zaistniałą sytuacją i z tego co zauważyła, to było widać także po Hinacie i Yato. Rezydent odsunął od siebie tackę z nietkniętym śniadaniem.
- To często się zdarza przy takich misjach - odezwał się Shin. - Po prostu postarajcie się wykonywać swoją pracę jak najlepiej pomimo tego napięcia.
- Chyba musimy się zbierać - zauważył Toji.
- Cześć - pożegnała się Misaki i we trójkę odeszli od nich.
- Łatwo powiedzieć - mruknął Nakamura, kiedy medycy oddalili się. - Co zamierzacie zrobić?
- Jeszcze nie wiem - odpowiedziała Hyuuga. - Nie spodziewałam się tego.
- A ty Sakura? - zwrócił się do niej.
    Sakura patrzyła jak do wojskowych samochodów wsiadają uzbrojeni żołnierze. Zobaczyła Naruto rozmawiającego z Kibą i Sasuke, który ładował broń na pakę. Koło nich szykowały się Ino i Temari. Pomyślała o rozprawach, które ją jeszcze czekają, o matce, która będzie ciągle uprzykrzała jej życie i o zgniłym środowisku medycznym dla którego zawsze będzie tą, która zniszczyła reputację rodziny Nishida. Tu czuła się naprawdę potrzebna.
- Ja zostaję.

    Sakura co jakiś czas spoglądała na Uchihę i Saia stojących przy wejściu do punktu medycznego. Bacznie obserwowali co się dzieje dookoła na placu. Yato był wyraźnie spięty i wydawało się, jakby humor opuścił go na resztę dnia. Też zerkał w stronę żołnierzy i słyszała jak pozwalał sobie na krótkie westchnięcia. Stan napięcia był wyczuwalny. 
- Zmieniłem panu pod ósemką kroplówkę - powiedział do niej. - Jest bardzo odwodniony. Chyba faktycznie ta pomoc przestała docierać do ludzi, skoro przychodzą tacy wycieńczeni.
- Pozostaje nam liczyć na to, że szybko rozbiją tą szajkę - stwierdziła krótko, żeby nie drążyć niepotrzebnie tematu, który już i tak wzbudzał niepokój. - Jak ci wczoraj minął dyżur w jednostce?
- Mniej ekscytująco niż wam tutaj - odpowiedział. - Sakura, naprawdę chcesz zostać?
- Tak - potwierdziła. - A ty?
- Nie wiem - wzruszył ramionami. - Boję się. Tak po prostu.
- Ja też się boję Yato - przyznała Sakura. - Po prostu póki co staram się robić to, co muszę. I tak nie wiążę swojej przyszłości z Konohą.
- Przecież wygrałaś, masz czystą kartę - Nakamura wydawał się być zaskoczony tym co powiedziała. Sakura uśmiechnęła się smutno.
- Nie mam czystej karty. Wygrałam, ale zawsze znajdzie się jakiś procent osób w środowisku, które nie będą mi wierzyły pomimo wyroku na moją korzyść. Pomijając kwestię badań to cały czas pojawiają się paszkwile na mój temat i wciągają w to moją chorą matkę. Chcę zacząć coś nowego i to nie w miejscu, gdzie nie jestem mile widziana. 
- Wkurza mnie to.
- Nie myśl o tym za dużo - poradziła mu. - Zastanów się dobrze nad swoją sytuacją tutaj i nie patrz na mnie ani na Hinatę. 
- Porozmawiam z rodzicami dzisiaj wieczorem - zdecydował. - Chcę, żeby wiedzieli co się dzieje.
- Dobry pomysł. 
    Pojawili się nowi pacjenci, więc ich rozmowa na tym się zakończyła. Sakura rozumiała rozterki rezydenta. Był jeszcze bardzo młody, głodny przygód, ale wizja realnego niebezpieczeństwa powodowała, że musiał się na chwilę zatrzymać i przemyśleć dalsze działania. 
    Podeszła do niej kobieta w średnim wieku i Sakura już widziała, że jest z nią źle. Cała się trzęsła, była spocona i blada. Wydawała się Sakurze bardzo niespokojna, rozdygotana i całkowicie rozkojarzona. 
- Proszę usiąść - zwróciła się do niej i wskazała metalowe krzesło. Kobieta mrużyła oczy jakby miała światłowstręt. - Coś panią boli konkretnie? Głowa, oczy?
- Wszystko, wszystko mnie boli, pali - wydyszała i zaczęła się wiercić na krześle. Zwróciła na siebie uwagę żołnierzy. Sakura omiotła wzrokiem całą jej sylwetkę w zwiewnej sukience i pokręciła głową dając im tym samym znać, że kobieta nie stwarza niebezpieczeństwa, przynajmniej jeśli chodziło o użycie broni. Sasuke mimo wszystko podszedł trochę bliżej.
- Nawadnia się pani? - zapytała Sakura zakładając rękawiczki. Popatrzyła na zagojoną ranę na jej ręce. 
- Nie mogę pić wody - odpowiedziała w spazmach. - Nie chcę!
- Dobrze, spokojnie - wyciągnęła uspokajająco dłonie. - Czy w ostatnim czasie ugryzło, albo zadrapało panią jakieś zwierzę?
- Co?
- Czy miała pani kontakt z nieszczepionym zwierzęciem? - powtórzyła pytanie, ale już znała odpowiedź na to pytanie.
- Pies sąsiadki mnie ugryzł - kobieta pokazała jej miejsce na które Sakura wcześniej patrzyła.
- Kiedy to było?
- Miesiąc temu.
    Sakura spojrzała na kobietę, która nieświadoma tego, że pies ma wściekliznę przyszła po pomoc zdecydowanie za późno. 
- Wszystkie objawy, które pani ma jednoznacznie wskazują na wściekliznę - powiedziała spokojnie. - Przykro mi, ale nie mogę pani pomóc. Musi pani zgłosić się do szpitala na oddział zakaźny. Ta choroba jest nieuleczalna. Nie na tym etapie.
- Jak to?!
    Jej krzyk zwrócił uwagę Yato i pozostałych ludzi, którzy czekali na pomoc. Sakura zdjęła rękawiczki i sięgnęła po słuchawkę. Wybrała numer do pobliskiego szpitala i krótko przedstawiła o co chodzi. 
- Za chwilę przyjedzie po panią ambulans i zawiezie do szpitala - zwróciła się ponownie do kobiety, która stawała się coraz bardziej nerwowa. Zaczęła się ślinić i kompulsywnie podrygiwała nogami. Sakura nastawiała się, że zaraz może zrobić się niebezpiecznie. Miała nadzieję, że ratownicy pojawią się szybko. Pacjentka praktycznie nie wiedziała co się wokół niej dzieje. Objawy neurologiczne choroby stawały się coraz bardziej widoczne. 
- Pomóc ci? - podszedł do nich Nakamura. 
- Nie trzeba, zajmij się kolejnymi pacjentami - odpowiedziała na co rezydent wrócił do swoich obowiązków. Sakurze chciało się pić, ale sięganie po wodę w takiej sytuacji byłoby skrajnie idiotyczne. Było jej przykro, że nie może nic zrobić. Nie do tego była przyzwyczajona, mimo że przecież wiedziała, że są nieuleczalne choroby. Brak sprawczości ją denerwował. 
- Jest karetka - poinformował ją Uchiha, który ostrożnie się do nich zbliżył.
- Dobrze - odrzekła Sakura spokojnie. Bardzo zależało jej, żeby nie wprowadzać chaosu i nie robić hałasu. Zwróciła się do pacjentki: - Są już ratownicy i zabiorą panią w bezpieczne miejsce.
- Nie. Po co?
    Sakura już nie odpowiedziała na to pytanie, ponieważ przyszli do nich ratownicy. Przedstawiła sytuację kobiety i oddała ją w ręce lekarzy ze szpitala. Patrzyła jak wyprowadzają ją powoli z namiotu. Wiedziała, że pożyje maksymalnie dwa dni. Otrząsnęła się szybko, sięgnęła po nylonowe rękawiczki z pudełka i podeszła do kolejnego pacjenta.

    Po powrocie do jednostki od razu natknęła się na Hinatę. Przyjaciółka widocznie czekała aż razem z Yato wrócą z punktu B.
- Rozmawiałam już z Kakashim - powiedziała do nich. - Zostaję.
- Ja idę najpierw porozmawiać z rodzicami - Nakamura odszedł od nich wyciągając telefon z kieszeni spodni.
- Waha się? - zapytała Hyuuga Sakurę.
- Tak - przytaknęła. - Widzę, że chce zostać, nie chce wyjść na słabego, ale boi się.
- A ty się boisz?
- Tak. Ale bardziej niepewnie czuję się z myślą o powrocie do Konohy. Jak z tobą?
- Rozmawiałam z ojcem - przyznała Hinata. - Nie pochwala mojej decyzji. Jestem przecież starszą siostrą i są wobec mnie pewne oczekiwania...
- Hinata... - Sakura położyła jej dłoń na plecach w geście wsparcia.
- Jednak ostatecznie życzył mi powodzenia - powiedziała i uśmiechnęła się. - Liczy, że kiedy wrócę po tych kilku miesiącach to w końcu się ustatkuję.
- To był warunek? - domyśliła się co przyjaciółka chce jej powiedzieć.
- Nie powiedział tego wprost, ale taki był wydźwięk jego słów. Muszę chyba w końcu się z tym zmierzyć i przyjąć, że tak właśnie ma być.
- Nie podoba mi się to - Sakura pokręciła głową. - Nie tak powinnaś układać sobie życie.
- Będę się zastanawiała potem jak to rozwiązać - powiedziała Hinata i wydawało się Sakurze, że mimo wszystko pozostaje w zaistniałej sytuacji optymistyczna. - Yato wraca.
- Jak poszło? - zapytała Sakura, gdy Nakamura podszedł do nich z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- Matka kazała mi wracać, a ojciec stwierdził, że mam robić to co czuję - odpowiedział. - Czyli jak zwykle u nich: jak jedno się zgadza, to nie zgadza się drugie. Jak oni wytrzymali w małżeństwie ponad dwadzieścia lat?
- Chyba dobrze, skoro jest was aż czworo rodzeństwa - zaśmiała się Sakura. - Więc co ty czujesz Yato?
- Przecież nie zostawię was na tej pustyni - rezydent podparł się pod boki. - Jeszcze pożre was jakiś jaszczur, albo coś.
- A ty niby obronisz nas przed jaszczurem, co?
- Nie, po prostu nie chcę, żeby mnie to ominęło.

    Po załatwieniu spraw u Hatake Sakurze czas zaczął mijać niespodziewanie szybko. Dzienne zmiany w przychodni, w jednostce i sen. Niewiele jadła bo w taki upał chciało się głównie pić, poza tym była też zestresowana nadchodzącymi rozprawami. 
    W dzień wylotu do Konohy pożegnała się krótko z Hinatą i Yato, którzy jechali do przychodni. Życzyli jej powodzenia, a ona obiecała, że odezwie się po całym zamieszaniu. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy na sam wylot, bo większość i tak miała zostawione u Hyuugi, w tym bardziej wyjściowe ubrania. Po przylocie do Konoha miała skontaktować się z Hanabi, żeby między innymi odebrać swoje auto. 
    Nie mając co ze sobą zrobić postanowiła, że zajrzy do namiotu medycznego, żeby osobiście podziękować lekarzowi, który zgodził się ją zastąpić na te kilka dni. Weszła do przychodni i zauważyła siedzącą za biurkiem starszą kobietę. Siwe włosy miała obcięte do szyi, a twarz naznaczoną licznymi zmarszczkami. Podniosła głowę i spojrzała na nią z uprzejmym zainteresowaniem. Sakura podeszła bliżej.
- Dzień dobry - przywitała się. - Jestem Sakura Haruno. Przyszłam, żeby podziękować pani za zastępstwo.
- Dzień dobry - odpowiedziała. - Sakura Haruno? Kojarzę to nazwisko...
- Mam nadzieję, że dobrze - powiedziała Sakura pełna napięcia. Domyślała się skąd może kojarzyć jej nazwisko, zwłaszcza w ostatnim czasie.
- Chyba stałaś się przyczyną niemałego skandalu w świecie medycznym, co? - zapytała lekarz, klikając coś w laptopie. - O, mam. Dosyć krzykliwe nagłówki waszej lokalnej prasy świadczą o tym, że zaszłaś komuś mocno za skórę.
- Cóż - westchnęła Sakura. Nie miała ochoty na kolejną słowną batalię i udowadnianie swoich racji. Najwyraźniej miała jakiegoś pecha do ludzi po fachu - zaszłam komuś za skórę, ponieważ nie schowałam głowy w piasek i przedstawiłam jedyną prawdę w sądzie. I wygrałam. Nie zamierzam się tłumaczyć. Jeszcze raz dziękuję i do widzenia.
- Poczekaj - odezwała się kobieta, kiedy Sakura już odwracała się, żeby odejść. - Usiądź proszę - wskazała jej krzesło na przeciwko. Zauważyła jej wahanie i dodała: - Nie będę cię oceniać. 
    Sakura spełniła prośbę kobiety, ale straciła ochotę na dalszą rozmowę. Po co w ogóle znowu drążyć ten temat? Była tym wykończona, a w perspektywie miała jeszcze dwa dni orki ciągle o tym samym.
- Nie wierzę w to, co piszę brukowce - powiedziała lekarz. - Znam ten nasz medyczny światek i niestety wiem jak nadal traktowane są w nim kobiety. Byłam tam. Też ktoś kiedyś nie uznał mojego wkładu w badania, ale ja w przeciwieństwie do ciebie odpuściłam pod naciskiem starszych i - jak mi się wydawało - mądrzejszych osób.
- Naprawdę? - zdziwiła się Sakura. - Jakie to były badania jeśli mogę zapytać?
- Ogólnie rzecz ujmując nad truciznami - odpowiedziała.
- Pamiętam taką grubą książkę o toksykologii ze studiów  - przypomniała sobie Sakura. - Był tam rozdział o truciznach, ich wpływie na człowieka i antidotach. Profesor bardzo nam polecał właśnie to zagadnienie jako najlepiej opisane ze wszystkich dostępnych publikacji. Lekarka znana jako Chiyo poświęciła lata badań nad tym.
- No właśnie... - uśmiechnęła się smutno kobieta. - Lata badań...
- To pani?
- To ja.
- Jak w takim razie się tu pani znalazła?
- O to samo mogłabym zapytać ciebie. Jeśli wygrałaś proces to co tu robisz? Powinnaś brylować na salonach, udzielać wywiadów, występować przed młodymi studentami na uczelniach. 
- Może gdybym od razu była potraktowana uczciwie to w ogóle by mnie tu nie było - stwierdziła. - Przyjechałam tu, żeby spojrzeć na to wszystko z oddali, z pewnej perspektywy. Chcę zobaczyć co się zmieni, kiedy wrócę po takim czasie. 
- Kiedy ciebie nie ma dzieją się takie rzeczy - Chiyo pokazała palcem monitor. - Czemu na to pozwalasz?
- Mam chodzić po gazetach i przepychać się z rodziną, która ma wpływy? - zapytała Sakura. - Nie, dziękuję. Wolę być w miejscu, gdzie będę przydatna.
- Żadne tam przepychać - kobieta machnęła ręką. - Mogę ci coś doradzić? Ze swojego doświadczenia.
- Proszę.
- Odpuść sobie brukowce i pozywanie ich jeśli miałaś taki plan. Oni żerują na taniej sensacji. Matka alkoholiczka? Cudownie! Ojciec jeszcze gorszy? O, super się to będzie sprzedawało. Zostaw to, bo to przeszłość, to cię już nie dotyczy. Jedyne co się liczy, to badania, twój wkład. Kuj żelazo póki gorące, zainteresuj medyczne periodyki swoją pracą, bo to cholernie ważny temat. Nie batalią sądową z byłym współpracownikiem, ale samymi badaniami. Powiedz jak nad tym pracowałaś, co udało ci się osiągnąć, o próbach i błędach, a nawet o chwilach kryzysu, bo na pewno też takie się pojawiły. Już jesteś na wygranej pozycji, bo Nishida będzie się teraz tylko tłumaczył z tego, że cię wyrolował ze wspólnej pracy, a ty możesz o tym rzetelnie opowiedzieć. Rozumiesz?
- Nie myślałam o tym w ten sposób - przyznała Sakura. - Od razu założyłam, że już nic dobrego mnie w Konoha nie czeka.
- No to głupio założyłaś - powiedziała jej Chiyo bez ogródek. - Walcz, ale faktami, rozumem, inteligencją, a nie durnymi plotkami. 
- Ma pani rację - Sakura poczuła, że odzyskuje wiarę w swoje możliwości. - Tak, tak zrobię. Wykorzystam wszystkie swoje znajomości, żeby wyniki badań rozeszły się szeroko. 
- Pomogę ci jeśli chcesz - zaoferowała kobieta. - Moje zdanie tu i ówdzie też się liczy. Zaangażuj do tego Tsunade. Zresztą, znając ją to też obmyśla jakiś plan.
- Dziękuję - Sakura spojrzała na kobietę z wdzięcznością. - Naprawdę nie sądziłam, że...
- No, no - Chiyo odchrząknęła widocznie niełasa na komplementy. - Powinnyśmy sobie pomagać. Jak wrócisz z Konoha to przyjdź do mnie do szpitala. Napisz mi swój numer telefonu, to od razu postaram się umówić jakiś wywiad - podała jej karteczkę i długopis.
- Fantastycznie - ucieszyła się Sakura i zapisała kontakt do siebie.
- A teraz leć i załatwiaj sprawy obyczajowe - Chiyo schowała kartkę do fartucha. - To będzie taka zasłona dymna przed prawdziwym uderzeniem z twojej strony.
- Sakura! - krzyknął nagle ktoś z tyłu. Sakura odwróciła się i zobaczyła jak przejęty Naruto wchodzi do przychodni. - Wszędzie cię szukam! Musimy już jechać na pas startowy.
- Idę - podniosła się z krzesła i jeszcze raz spojrzała na Chiyo wymieniając z nią uśmiech.
- Powodzenia - powiedziała kobieta.

    Razem z Sasuke i Naruto Sakura dotarła na pas startowy, skąd miała razem z Uchihą odlecieć do Konohy. Wysiadła z terenowego samochodu wojskowego i zabrała z bagażnika torbę.
- Do zobaczenia i powodzenia - pożegnał się Uzumaki. Widocznie już wiedział w jakiej sprawie musi wrócić do kraju. Nie przeszkadzało jej to jednak. Rozmowa z Chiyo uświadomiła jej, że nie musi się niczego wstydzić. Pomachała mu i weszła z Sasuke do ogromnej maszyny.
- Zapnę cię - zaoferował Uchiha, kiedy zajęła miejsce siedzące. Sprawnie ponaciągał pasy i zapiął w klamerce. Jej torbę umieścił pod ławką na której siedziała i również zabezpieczył. Po wszystkim zajął miejsce obok niej i przygotowywał się do startu samolotu.
    Czuła bijące od niego ciepło i zapach wody toaletowej. Robiło na niej wrażenie, jak szybko i sprawnie potrafił załatwić wiele rzeczy. Kiedy ładował, albo wyładowywał dostawy pomocy humanitarnej, kiedy prosiła go, żeby zadzwonił do szpitala i przekazał wszystkie informacje o pacjencie, kiedy szybko potrafił dostosować się do sytuacji w momencie, gdy wyczuwał jakieś zagrożenie. Zdawała sobie sprawę, że to po prostu wojskowa rutyna, nawyk, który musiał w sobie wyrobić, jednak nie mogła powstrzymać się od sekretnym obserwowaniem go w takich sytuacjach. 
    Zamknęła oczy gdy maszyna uruchomiła silniki. Samolot powoli ruszał, rozpędzał się, żeby po chwili wzbić się w powietrze. Sakura odetchnęła, kiedy lecieli już stabilnie. Otworzyła oczy i napotkała spojrzenie Sasuke.
- Tak bardzo boisz się latania samolotem? - zapytał i zaczął się odpinać. 
- Najbardziej startu i lądowania - odpowiedziała. - Dziwnie się czuję, że jesteśmy tu tylko we dwoje, kiedy jest tak dużo wolnej przestrzeni. Ekolodzy złapaliby się za głowę.
- Dlatego dobrze, że ich tu nie ma - powiedział i kucnął przy niej, żeby teraz ją porozpinać z pasów bezpieczeństwa. Sakura nie zdążyła nawet zaprotestować i powiedzieć, że sama już potrafi to zrobić. 
- Dzięki - wstała i rozejrzała się nie wiedząc co dalej robić. Była nieco skrępowana samą obecnością Uchihy. Nagle w głowie miała pustkę, żeby móc zainicjować jakąkolwiek rozmowę.
- Pewnie stęskniłaś się już za Konohą i jej krajobrazem? - Sasuke zagadał pierwszy co ją ucieszyło. Włożył ręce w kieszenie spodni zupełnie wyluzowany.
- Przyznam, że tak. Lubię zieleń i szeleszczące liście na drzewach Człowiek też zaczyna doceniać takie proste rzeczy, jak nielimitowany dostęp do wody w kranie. A ty? Stęskniłeś się?
- Jestem przyzwyczajony już do różnych warunków - stwierdził. - Nie wiem czy lepsze upały w Sunie, czy wieczna wilgoć i mgła w Kirigakure. Czy się stęskniłem? Wiadomo, że najlepiej zawsze w domu. 
- To miłe jak ktoś zawsze czeka - uśmiechnęła się smutno bo na nią nie czekał nikt. - Twoi rodzice są w Konoha?
- Tak - pokiwał głową. - Rodzice, brat...
- Żona - wyrwało się jej nieumyślnie. Zauważyła jak delikatnie zmarszczył brwi, a przez jego twarz przebiegł jakby jakiś cień. Zreflektowała się szybko, że palnęła głupotę. - Przepraszam, nie chciałam być wścibska. Zauważyłam, że nosisz obrączkę na palcu - dodała udając, że nie wie o jego separacji z żoną.
- Nie jestem...
    Przerwał mu nagły wstrząs samolotem. Sakura przestraszona wyciągnęła ręce, żeby złapać się Sasuke. Przytrzymał ją za ramiona i posadził delikatnie na ławce. Maszyna wpadła w mocne turbulencje. 
- Zapytam chłopaków co się dzieje - powiedział do niej spokojnie ponownie zapinając jej pasy.
- Spadniemy? - zapytała przerażona. Nie chciała zostać sama.
- Nie łatwo strącić taką maszynę - zapewnił ją. - Zaraz wracam.
    Sakura zamknęła oczy i próbowała sobie wmówić, że obecnie nie jest w samolocie, którym okropnie trzęsie. Ciężko jej było sobie wyobrazić do jakiej innej sytuacji mogłaby to porównać. Bujanie statkiem na morzu? Nie, poza tym bała się wody. Trzęsienie ziemi? Też niekoniecznie, bo nie czuje stałego gruntu pod nogami. Zacisnęła pięści na kolanach i miała nadzieję, że to naprawdę nic poważnego. 
- Wlecieliśmy w chmurę burzową - usłyszała głos Uchihy obok. Poczuła, że znów siada obok niej. - To nic poważnego, ale jeszcze trochę potrzęsie. 
- Mhm - mruknęła, kiedy znowu silnie zatrzęsło. - Pewnie cholernie wielka ta chmura i będziemy się tak telepać godzinę.
- Może w końcu solidnie popada w Sunie.
- Jeśli tak to może już tak trząść do końca lotu.
- Nagle odwaga ci wróciła? - usłyszała, że się zaśmiał.
- Mój strach nie poszedłby na marne - odpowiedziała. - O bogowie - sapnęła, kiedy znów samolotem mocniej szarpnęło. 
- Jeśli ci to pomoże to możesz złapać mnie za rękę - zaproponował.
    Sakura nadal nie otwierając oczu rozluźniła zaciśniętą dłoń i wystawiła w jego kierunku. Sasuke chwycił ją i zacisnął lekko. Nie wiedziała jaką Uchiha ma minę, ale nie chciała tego wiedzieć. Było jej dobrze i faktycznie poczuła się lepiej. Ciepła i duża dłoń żołnierza dawała jej poczucie bezpieczeństwa, pomimo że nie byłby w stanie nic poradzić jeśli samolot faktycznie by spadał. Sama jego obecność ją uspokajała. 

    Sakura miała ochotę pocałować ziemię, kiedy już wylądowali i wysiedli z samolotu. Długo po turbulencjach nie mogła się uspokoić, więc już do końca podróży nawet się nie rozpięła z pasów. Sasuke siedział obok niej i zagadywał ją na różne tematy, żeby odwrócić jej uwagę, za co była mu ogromnie wdzięczna. Faktycznie odwracało to jej uwagę od nieprzyjemnych wstrząsów i przy okazji miała szansę nieco lepiej go poznać. Uchiha nie poruszał żadnych osobistych wątków, a ona również nie opowiadała o swoich prywatach. Rozmawiali o wojsku i medycynie, czyli tym, co zajmuje większość ich życia. 
- Cześć braciszku! - podszedł do nich wysoki brunet z dłuższymi niż Sasuke włosami i klepnął żołnierza w ramię. 
- Nie spodziewałem się tu ciebie - powiedział młodszy Uchiha, ale nie umiał ukryć, że jest zadowolony.
- To dobrze, zatem niespodzianka się udała - uśmiechnął się brat Sasuke i spojrzał na Sakurę. - Wybacz brak manier  - wyciągnął rękę w jej kierunku. - Itachi Uchiha.
- Sakura Haruno - uścisnęła jego dłoń. - Jak się miewa Izumi?
- Odpoczywa - odpowiedział. - I tak za długo pracowała w swoim stanie. Ktoś po ciebie przyjedzie?
- Nie, zamówię taksówkę bo muszę jeszcze załatwić kilka spraw.
- Podwieziemy cię gdziekolwiek potrzebujesz.
- Dziękuję, chętnie skorzystam - zgodziła się z uśmiechem.
- W takim razie zapraszam do auta - Itachi pokazał kierunek ręką. Ruszyła razem z braćmi do samochodu zaparkowanego nieopodal. Sasuke zabrał od niej torbę i włożył ze swoim plecakiem do bagażnika. Sakura zajęła miejsce z tyłu. - Dokąd cię zawieźć?
- Do dzielnicy siódmej, dalej sobie poradzę - odpowiedziała zapinając pas.
- Do rodziny Hyuuga? - domyślił się Sasuke.
- Tak - przytaknęła. 
- Wiem gdzie to jest - powiedział Itachi i odpalił samochód. 
    Wyjechali z jednostki wojskowej Konoha. Sakura obserwowała przez okno krajobraz za którym tęskniła. Napawała się widokiem drzew, rzeki przez którą przejeżdżali, a nawet chmurami, które zwiastowały deszcz. Radio cicho grało, a bracia Uchiha o czymś rozmawiali, ale nie skupiała się na tym pogrążona we własnych myślach. Wieczorem była umówiona z Tsunade na kolację, a jutro rano miała pojawić się u pana Tomoe w kancelarii. To miały być intensywne trzy dni, ale po powrocie do Suny nie zamierzała zwalniać i wcielić pomysł Chiyo w życie. 
    Dzwoniący telefon wyrwał ją z rozmyślań. Wyciągnęła urządzenie z torby i zobaczyła, że to właśnie prawnik próbuje się z nią skontaktować. 
- Czy będzie wam przeszkadzało jeśli odbiorę? - zapytała.
- Śmiało - zgodził się starszy z braci.
- Słucham? - odebrała połączenie.
- Cześć Sakura - przywitał się pan Tomoe. - Mam nadzieję, że jesteś już w Konoha?
- Tak, a coś się stało? - zaniepokoiła się poważnym tonem mężczyzny. Nie zwiastowało to niczego dobrego.
- Dostałem przed chwilą informację, że zmieniła się godzina jutrzejszej rozprawy. Miała być od dwunastej, a zacznie się o dziesiątej. W takim razie spotkajmy się u mnie po ósmej. Pasuje ci?
- Pasuje, ale skąd taka nagła zmiana?
- Mam podejrzenie, niczym nie podparte, że to przedstawiciel Yamado wiedząc, że jesteś poza miastem miał nadzieję, że nie uda ci się dotrzeć na czas i nie złożysz zeznań - odpowiedział.
- W takim razie chcę zobaczyć ich miny jutro w sądzie - Sakura uśmiechnęła się na samą myśl o tym, że chytry plan jej byłego narzeczonego spalił na panewce.
- I ja również - powiedział pan Tomoe i po tonie jego głosu Sakura usłyszała, że również się uśmiechnął. - Pamiętaj: jutro o ósmej u mnie, a o dziesiątej jest rozprawa.
- Ósma u pana, dziesiąta w sądzie - powtórzyła. - Do zobaczenia.
- Trzymaj się, cześć - pożegnał się i rozłączył. 
    Sakura schowała telefon i odetchnęła cicho. Nie zapowiadało się, że w przeciągu dwóch najbliższych dni spotka ją coś miłego. Będzie spokojniejsza, gdy już złoży zeznania i wróci do Suny i stamtąd będzie się udzielała na wywiadach, czy wykładach online odnośnie badań. 
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił Itachi i zaparkował przy rezydencji rodziny Hyuuga. 
- Świetnie, dziękuję za podwózkę - powiedziała Sakura i rozpięła pas. Wysiadła z auta i podeszła do bagażnika do którego podszedł również Sasuke. Wyjął jej torbę i podał jej.
- Dzięki - spojrzała na niego z uśmiechem. - To widzimy się w środę w jednostce?
- Tak, wylot jest o 22 - potwierdził młodszy Uchiha. - Będziesz miała przepustkę?
- Prawdopodobnie przyjadę z Jirayą - odpowiedziała.
- Dobrze, to do środy - pożegnał się i zamknął bagażnik. Zawahał się chwilę i dodał jeszcze: - Powodzenia jutro cokolwiek to będzie.
- Och, przyda się.
    Sasuke wsiadł z powrotem do auta i odjechał razem z bratem. Sakura patrzyła chwilę za odjeżdżającym samochodem. W końcu przestała przejmować się tym, jak zostanie odebrana przez afery, które rozkręcał jej Yamado. Krótka rozmowa z Chiyo, która jako osoba "z boku" pomogła uświadomić jej, że nie ona ponosi odpowiedzialność za działania rodziny Nishida i nie powinna się niczego wstydzić. Nie ona przypisała sobie czyjeś zasługi, a odnoszenie się do jej ciężkiej sytuacji rodzinnej, gdy zaczynała studia było po prostu podłe. Obiecała sobie, że nie będzie unikała rozmów o tym co się stało, dlaczego nie została wyczytana po odbiór nagrody i dlaczego zrezygnowała z pracy w szpitalu na rzecz wojska. 
    Odwróciła się w stronę bramy wejściowej rezydencji Hyuuga i nacisnęła przycisk przy domofonie.

    Po krótkiej wizycie w domu rodzinnym Hinaty Sakura zameldowała się w hotelu. Hanabi namawiała ją, żeby została u nich, ale Sakura stanowczo odmówiła. Czułaby się nieswojo, poza tym Hiashi Hyuuga zawsze ją trochę przerażał. Był dla niej miły, nigdy nie uczynił w jej kierunku jakiejś niewłaściwej uwagi, ale czuła się przy nim spięta, zestresowana. Poza tym Sakura miała w sobie pewną niezgodę na to, jak ojciec Hinaty planuje przyszłość córce bez udziału samej zainteresowanej. 
    Była umówiona na kolację z Tsunade, która bardzo chciała wiedzieć jak jej idzie praca w armii i miała dla niej jakieś dobre wiadomości. Po szybkim prysznicu ubrała się w letnią długą sukienkę. Było parno i zapowiadało się na solidną burzę. Zgarnęła z małego stolika przy łóżku torebkę, telefon i klucze od auta i wyszła z pokoju. 
    Przyjechała do restauracji o czasie, mimo że była pewna, że samochód zaraz zatrzyma się jej na środku ulicy. Kilka razy maszyna wydała niepokojące dźwięki i szarpała przy ruszaniu. Nie miała na tyle czasu, żeby jeszcze umawiać się do mechanika. Uznała, że to może poczekać do środy, kiedy będzie wylatywała z powrotem do Suny.
    Podeszła do stolika, gdzie czekała już Tsunade. Kobieta uśmiechnęła się na jej widok i uścisnęła na przywitanie.
- Schudłaś - powiedziała Senju siadając. - Upały mocno dają ci się we znaki?
- O tak - przyznała Sakura. - Prawdę mówiąc w ogóle odechciało mi się tam jeść. Nie, żeby jedzenie było niedobre, ale przy tych temperaturach myślę tylko o nawodnieniu.
- Poza tym jakie masz wrażenie z pracy w wojsku? - Tsunade patrzyła na nią uważnie. Sakura wiedziała, że mentorka dostrzeże kiedy będzie próbowała coś ukryć.
- Dobrze - odpowiedziała wymijająco. - Jesteśmy z Hinatą i Yato w jednym zespole, dogadujemy się z medykami wojskowymi. Jest okej.
- Izumi powiedziała mi, że początkowo byliście pomieszani z Misaki, Tojim i Shinem, ale poprosiliście o zmianę zespłów. Dlaczego?
- Lepiej nam się pracuje we trójkę, znamy się...
- Dlaczego? - Tsunade przerwała jej powtarzając pytanie.
- Ech - Sakura westchnęła. - Nic się przed tobą nie ukryje, prawda?
- Trochę was znam i wiem, że nie prosilibyście o coś takiego dla swojego widzimisię - odrzekła Senju. - Więc?
- Ja i Yato mamy pewien zgrzyt z Akirą - zaczęła Sakura zastanawiając się jak gładko poprowadzić ten temat. - Był bardzo nieprzyjemny dla Nakamury, gdy dowiedział się kto jest jego ojcem. Okazało się, że zna Rena i chyba nie bardzo za nim przepadał. 
- Z tego co wiem, to ojciec Yato i Shin studiowali razem tylko dwa lata - Tsunade zmarszczyła brwi próbując sobie przypomnieć te fakty. - Potem Akira przeniósł się do wojskowej akademii medycznej, ale nie wiem dlaczego. Widocznie coś musiało się między nim a Renem wydarzyć, niemniej nie uważam, że Yato powinien za to obrywać.
- Ale oberwał - stwierdziła Sakura. - Niezbyt miły początek współpracy, nie uważasz?
- Uważam. A o co chodzi z tobą?
- Shin twierdzi, że osoba wywodząca się z takiego środowiska jak ja nie powinna zajmować miejsca na studiach medycznych innym, chyba lepiej urodzonym. Ponadto uważa, że to co piszą w tym szmatławcu to prawda. Tak w skrócie. 
- Jestem w szoku - powiedziała Senju i faktycznie wyglądała na bardzo zaskoczoną. - Znam Akirę kilka lat i nigdy nie słyszałam, żeby wygłaszał jakieś uprzedzające i negatywne opinie wobec drugiego człowieka.
- Cóż, widocznie coś musiało się zmienić od czasu kiedy ostatnio rozmawialiście. Nie wiem, facet ma jakiś kompleks, czy coś.
- Czekaj, wydaje mi się, że jego córka składała papiery na studia medyczne. Jiraya mi coś wspominał trzy miesiące temu. Ale czy to na pewno chodziło o córkę Shina...
- I co, nie dostała się? - domyśliła się Sakura.
- Tak, była dosłownie pierwsza na liście rezerwowych - odpowiedziała Tsunade.
- To dlatego jej ojciec wylewa na mnie swoje frustracje - powiedziała Sakura. - Uważa, że przez takie osoby jak ja, z patologii, ktoś z dobrego domu nie ma szans się dostać.
- Jakby to cokolwiek znaczyło - prychnęła Senju. 
- Może nie znaczy wiele, ale też nie jest bez żadnego znaczenia. Jeśli wiesz co mam na myśli.
- W takim razie dobrze, że udało wam się zmienić zespoły - dyrektorka uśmiechnęła się życzliwie. - W takich ciężkich warunkach najważniejsza jest współpraca i zaufanie do drugiego lekarza. A sprawę z Akirą zawsze możecie zgłosić Hatake.
- I co, wywali go? - zapytała Sakura ironicznie. - Nie, nie będziemy się skarżyć. Jest w porządku, nie wchodzimy sobie niepotrzebnie w drogę. Powiedz lepiej jakie dobre wiadomości dla mnie masz.
- Powiem, ale najpierw zamówmy coś do jedzenia - zaproponowała Tsunade.

    Sakura obudziła się przed szóstą. Czuła się rześka i wypoczęta, gotowa na kolejną batalię. W końcu zaczęły się dziać dobre rzeczy wokół niej i to dawało jej wiatru w żagle. Kiedy na początku całej afery z Yamado miała wątpliwości, czy w ogóle podejmować jakieś kroki prawne i w to brnąć, tak teraz była pewna swego i szła po to, co jej się należało. 
    Kolacja z Tsunade ją niemalże uskrzydliła. Okazało się, że Senju załatwiła jej serię wykładów na uczelni. Coś, czego nawet matka Yamado nie mogła zablokować, bo okazało się, że dobry znajomy Tsunade jest jej winny przysługę. Dyrektorka postanowiła wykorzystać to na korzyść Sakury. W jej kwestii pozostało więc tylko zorganizować pracę w Sunie tak, żeby mogła te wykłady poprowadzić online. Spodziewała się co usłyszy od Shina, zwłaszcza, że teraz razem z Hinatą i Yato mieli dzienne zmiany, ale liczyła na to, że może poprosi o pomoc Chiyo i lekarka będzie mogła zastąpić ją chociaż raz w tygodniu na dwie godziny przez najbliższy miesiąc. Gdyby nie kontrakt w wojsku wróciłaby do Konoha, ale zobowiązania musiały zostać wypełnione uczciwie.
    Po lekkim śniadaniu w hotelu pojechała na umówione spotkanie z panem Tomoe. Prawnik jak zwykle przywitał ją z serdecznością i bez zbędnych pogaduszek od razu przeszedł do omawiania tego, co będzie się działo w sądzie na dwóch rozprawach, które ją czekają. Jakie pytania padną od niego, a jakie mogą się pojawić od tej drugiej strony i od razu uprzedził ją:
- Będą grali nieczysto.
- Wiem - stwierdziła. - Jestem gotowa.
- Widzę w tobie jakąś zmianę - powiedział pan Tomoe przyglądając się jej wnikliwie. - Wyglądasz na pewniejszą siebie niż ostatnio. 
- Dziękuję - uznała to jako komplement. - To głównie przez wygrany pierwszy proces. Teraz działam w kierunku tego, żeby moja kariera naukowa nie zakończyła się na tym skandalu. Bez pana, Tsunade i jeszcze kilku życzliwych mi osób to by się nie udało.
- I dla takich spraw warto walczyć - uśmiechnął się prawnik. - Widzimy się za godzinę w sądzie. Ja jeszcze mam spotkanie, więc dołączę jak tylko się skończy. 
- Dobrze - Sakura wstała i poprawiła granatową spódnicę. 
    Wyszła z kancelarii i odetchnęła. Naprawdę była gotowa. Spojrzała w pochmurne niebo i myśl o tym, że zaraz się rozpada jakoś napełniła ją radością. Coś na co każdego dnia czekała pracując w Sunie, tu miało wydarzyć się lada chwila. Uznała to za dobry znak. 

    Pojawiła się w sądzie pół godziny przed zaplanowaną rozprawą. Usiadła na dużej ławie przed drzwiami do sali rozpraw zadowolona, że tym razem nie kręci się tu żaden dziennikarz głodny sensacji. Czuła lekkie podekscytowanie na samą myśl jaką orkę przygotował pan Tomoe dla jej oponenta. Nie mogła się też doczekać widoku Yamado, kiedy zobaczy, że pomimo zmian w godzinie rozprawy ona pojawiła się w sądzie. 
    Sakura zamyśliła się nad tym jak w ogóle do tego doszło, że będzie broniła się przed zarzutami byłego narzeczonego, że go w jakikolwiek sposób zniesławiła. Byli przecież parą kochających się osób, planowali ślub, wspólne życie, dzieci w przyszłości. Będąc ciągle w pozycji bojowej zapomniała o ciepłych uczuciach, które miała do niego jeszcze jakiś czas temu. Czy to możliwe, że pod wpływem decyzji, które Yamado podjął ona przestała go już całkiem kochać? Czy to, że zrobił jej takie świństwo oznaczało, że tak naprawdę nigdy jej nie kochał, a zależało mu tylko na tym, żeby pracowała na jego sukces? Do jej myśli całkiem niepostrzeżenie wkradł się obraz Sasuke, który pomimo separacji z żoną nadal nosił obrączkę. Ona nie potrafiłaby nadal chodzić z pierścionkiem zaręczynowym od osoby, która wyrządziła jej taką krzywdę.
    Wstała z miejsca, żeby się rozruszać. Spojrzała na zegarek na nadgarstku. Miała jeszcze ponad piętnaście minut zanim znów spotka się z rodziną Nishida. Była pewna, że Yamado przyjdzie z matką, która tylko szukała pretekstu, żeby zrobić scenę. Próbując uspokoić myśli Sakura spacerowała powoli po szerokim korytarzu i czytała informacje wywieszone w gablotach. Podeszła do drzwi do sali obok i zerknęła na rozpiskę rozpraw odbywających się tam. Zamrugała kilka razy niepewna, czy aby na pewno dobrze przeczytała. Yumi Uchiha i Sasuke Uchiha sprawa rozwodowa, sygnatura...
- Cześć - usłyszała głos obok. Odwróciła wzrok od tablicy i spojrzała na Yamado, który niepostrzeżenie do niej podszedł. Był wyraźnie zaskoczony, że ją widzi. 
- Cześć - odpowiedziała zdziwiona, że pierwszy się do niej odezwał. Nie wiedziała co powiedzieć.
- Tryumfujesz po wygranej sprawie? - zapytał kpiąco. Widziała, że jest na nią zły, może rozczarowany jej postawą?
- Tak - przyznała z uśmiechem. - Uważasz, że nie mam powodu do radości?
- Jeszcze zobaczymy - mruknął niezadowolony i chciał ją minąć, ale złapała go za ramię.
- Dlaczego to robisz? - zapytała poważnie. Bardzo chciała znać odpowiedź na to pytanie. - Przecież tak wiele nas łączyło. Co spowodowało, że postanowiłeś mnie oszukać, a teraz targasz mnie po sądach, żeby co właściwie udowodnić?
- Chyba nie powinniśmy rozmawiać ze sobą przed rozprawą - zauważył sucho.
- Nikogo oprócz nas tu nie ma - Sakura rozejrzała się po korytarzu. - Możesz mi odpowiedzieć na to jedno pytanie zanim znowu zaczniemy skakać sobie do gardeł?
- Na które konkretnie mam odpowiedzieć? 
- Dlaczego to robisz.
- Bo mnie wkurzało, że jesteś lepsza - odpowiedział. Sakura w szoku puściła jego ramię. - Przyszłaś pełna pasji do tego zawodu, od razu rzuciłaś się na te badania chcąc mi pomóc. Wykorzystałem to. Po prostu.
- Czyli... - Sakura poczuła nieprzyjemną gulę w gardle. - Czyli związałeś się ze mną tylko dlatego, żeby wykorzystać mnie do badań?
- Lubiłem cię za twój zapał, zaangażowanie - kontynuował. - Za to, że oddawałaś mi co ciekawsze przypadki, organizowałaś konferencje, ślęczałaś w laboratorium po kilkanaście godzin dziennie. Nie ożeniłbym się z dziewczyną z takiej rodziny z jakiej pochodzisz. Matka nigdy by się na to nie zgodziła. To chciałaś usłyszeć? Zadowolona? Nawet nie możesz powtórzyć tego przed sądem, bo jak słusznie zauważyłaś, nikogo poza nami tu nie ma.
     Zanim cokolwiek odpowiedziała odszedł od niej pełen nienawiści. Sakura miała ochotę uciec z budynku tak okropnie upokorzona. Spodziewała się usłyszeć nieprzyjemne słowa, ale to był cios poniżej pasa. Zamrugała kilka razy, żeby jakoś powstrzymać napływające do oczu łzy.
    Nieświadoma tego, że nadal stoi pod drzwiami sali rozpraw poczuła lekkie uderzenie w plecy.
- Oj, przepraszam - powiedział mężczyzna w todze, kiedy Sakura odsunęła się, żeby zrobić przejście. - Mocno panią uderzyłem?
- Nie - wychrypiała, bo miała gardło ściśnięte z emocji. Za prawnikiem zobaczyła Sasuke z poważnym wyrazem twarzy. Kiedy wyszedł z sali spojrzał na nią uważnie. Nie zdążyli nic do siebie powiedzieć, bo właśnie naszedł pan Tomoe, który ogarniając wzrokiem całą zgraję ludzi, zwrócił się do niej:
- Za chwilę zaczynamy.
    Rzuciła krótkie spojrzenie na Uchihę i dwie kobiety, które wyszły za nim i poszła za swoim prawnikiem. Niespodzianek nie było końca.

- Co się stało? - zapytał pan Tomoe, kiedy już wyszli z sali po rozprawie. Nishida wyszedł ze swoim prawnikiem ponownie sprowadzony do parteru przez reprezentanta Sakury. Yamado rzucił jej pogardliwe spojrzenie na koniec i odszedł. - Sakura, pytam co się stało.
- Przepraszam - powiedziała cicho czując, że chyba zaraz się rozpłacze. - Nie poszło mi najlepiej, prawda?
- Poszło dobrze, ale straciłaś całą pewność siebie, którą miałaś jeszcze rano - odpowiedział prawnik. - Coś się wydarzyło w przeciągu tej godziny? Jakiś dziennikarz cię nagabywał? Matka Yamado?
- Chwilę przed tym jak pan przyszedł rozmawiałam z nim - przyznała Sakura. Pan Tomoe zmarszczył delikatnie brwi na tą informację. - Wiem, że nie powinnam, wiem. Był zaskoczony, że mnie zobaczył. Powiedział coś niemiłego, a ja się go zapytałam dlaczego to wszystko robi. Usłyszałam odpowiedź, która... 
- Domyślam się jaka to mogła być odpowiedź - odezwał się prawnik, gdy umilkła nie mogąc dokończyć zdania. - Przykro mi. 
- Pozbieram się - obiecała. Wyciągnęła z torebki paczkę chusteczek i wyjęła jedną. - Jutro pójdzie mi lepiej, kiedy poukładam sobie to wszystko w głowie.
- Pamiętaj, że liczysz się tylko ty - przypomniał jej. - To twoja walka i jesteś na najlepszej drodze, żeby ją wygrać. Wiem, że jest trudno, zwłaszcza kiedy ma się złamane serce i czuje się rozczarowanie bliskim niegdyś człowiekiem. To zabrzmi okrutnie, ale postaraj się, żeby twoje uczucia nie zmarnowały tego, co do tej pory musiałaś przechodzić w sądzie.
- Dobrze - kiwnęła głową i wytarła delikatnie kąciki oczu. - Jutro rozprawa o jedenastej?
- Tak. Spotkamy się tu na miejscu. Podwieźć cię gdzieś?
- Nie trzeba. Mam tu swój samochód. Pójdę ogarnąć się do łazienki. Widzimy się jutro.
- Trzymaj się - prawnik uśmiechnął się do niej dobrodusznie i odszedł. 
    Sakura pociągnęła nosem i poszła do łazienki. Spojrzała w swoje odbicie i stwierdziła, że nic nie zostało z tej energicznej dziewczyny z rana. Patrzyła na nią rozpacz połączona z kretyńską naiwnością młodej dziewczyny, która zakochała się w lekarzu z wpływowej rodziny. Jeśli Yamado przez tyle lat udawał uczucia do niej, a nawet się jej oświadczył, żeby dłużej ją przy sobie zatrzymać do wykonywania całej pracy przy badaniach, to faktycznie musiała być idiotką, żeby tego nie zauważyć. Ostatecznie może sobie zasłużyła na takie, a nie inne zakończenie. 
    Zmięła zużytą chusteczkę i wyrzuciła do kosza. Nadal miała czerwone oczy i nos, ale liczyła, że świeże powietrze nieco ją ostudzi i uspokoi. Wyjęła jeszcze telefon z torebki, żeby odpisać na wiadomości, które wysyłała jej Hinata. Sakura napisała ogólnie, że poszło dobrze i że odezwie się później, bo musi załatwić jeszcze kilka spraw. Uznała, że opowie wszystko przyjaciółce, kiedy się ponownie spotkają. Teraz chciała po prostu dojść do siebie i odpocząć po ciężkim poranku. 
    Wyszła z łazienki i skierowała się do wyjścia z budynku. Ktoś przepuścił ją w drzwiach i kiedy tylko stanęła przed sądem głośno nabrała powietrza do płuc i powoli je wypuściła. Spojrzała w nadal zachmurzone niebo i chciała, żeby lunęło. Miała ochotę na spacer w ulewie. Tak po prostu.
- Chyba oboje mamy ciężki dzień.
    Sakura odwróciła się w stronę znajomego głosu. Stał przed nią Sasuke Uchiha, który z uwagą przyglądał się jej twarzy.
- I co z tym zrobimy? - zapytała. Nie oczekiwała, że coś zaproponuje, albo chociażby sensownie odpowie. 
- Może na początek spacer? - zaproponował. 
- Nie wiem czy jestem dzisiaj dobrym towarzystwem - stwierdziła.
- Spokojnie, nie mam żadnych oczekiwań. Możemy się po prostu przejść.
- A potem?
- Zobaczymy potem - odpowiedział Sasuke jak gdyby to było oczywiste.
    Sakura zdobyła się nawet na delikatny uśmiech. Jakie to było proste: zobaczymy potem. Po co cokolwiek planować? Jeszcze raz spojrzała na pochmurne niebo, a potem na Uchihę, który czekał na odpowiedź. 
- Chodźmy - zdecydowała. 

    Sasuke faktycznie musiał nie mieć żadnych oczekiwań, bo podczas godzinnego spaceru odezwał się do niej raptem kilka razy i były to głównie wyrazy: "zaczekaj", kiedy światło na przejściu dla pieszych nagle zmieniło się z zielonego na czerwone; "tutaj", kiedy pokazywał jej kierunek; "proszę", kiedy odkręcił jej butelkę wody, albo "nie ma za co", kiedy mu podziękowała, że mogła się na nim podeprzeć, gdy musiała zrobić duży krok w butach na obcasie, żeby wyminąć plamę oleju na chodniku. Sakura zaczęła czuć się nieswojo, bo nie wiedziała, czy nagle przestał mieć ochotę, żeby spędzać z nią czas, czy po prostu nie wiedział jak zacząć rozmowę o czymkolwiek. Zaczęła żałować, że dała się przekonać na spacer, zwłaszcza, że zaczęły boleć ją nogi, a samochód został na parkingu przed sądem. Musiała jednak przyznać, że to skutecznie pomogło jej przestać myśleć o tym, co powiedział jej Nishida.
- Możemy gdzieś usiąść? - zapytała w końcu, bo buty już obtarły jej pięty. Dawno nie chodziła w butach na obcasie, a już na pewno nie takie odległości. Poza tym zaczynała być już głodna.
- Zmęczyłaś się? - zapytał.
- Buty mnie obtarły - odpowiedziała. - I po prostu dziwnie się czuję, kiedy w ogóle się do mnie nie odzywasz.
- Dobrze, usiądźmy gdzieś - powiedział i rozejrzał się dookoła. - Tam jest park, dasz radę dojść?
- Tak - potwierdziła i razem przeszli jeszcze kawałek, żeby wejść do parku o którym wspomniał. Sakura usiadła na pierwszej wolnej ławce pod drzewem wiśni. Zdjęła buty i spojrzała na zaczerwienione stopy. 
- Może pójdę do sklepu po plastry? - zaproponował Uchiha.
- Mam jakieś w portfelu. Chwilę posiedzę bez butów jeśli ci to nie przeszkadza.
- Nie.
- Wiesz, zaczynam myśleć, że żałujesz, że zaproponowałeś wspólne przejście się - Sakura zerknęła na niego z ukosa. Sasuke usiadł obok niej i podwinął rękawy białej koszuli.
- Nie chciałem, żebyś się tak poczuła - powiedział i położył lewą rękę na oparciu ławki. - Po prostu pomyślałem, że potrzebujesz chwili, żeby dojść do siebie i uznałem, że spacer będzie dobrym pomysłem.
- Owszem, potrzebowałam - uśmiechnęła się wdzięczna za to, że zauważył jej stan. - Ale byłoby mi przyjemniej gdybyś nawiązał ze mną jakąkolwiek rozmowę. 
- Teraz jeszcze mam na to szansę, czy zaraz uciekniesz znudzona?
- Przekonajmy się.
- Słyszałem twoją rozmowę z Shinem przed wylotem do Konohy - przyznał i spojrzał na nią. - Nie specjalnie, tylko pojawiłem się w nieodpowiednim momencie. 
- I jaki obraz ci się wyłania po tym co usłyszałeś? - zapytała ciekawa, jednocześnie bojąc się odpowiedzi jaką może usłyszeć.
- Nie interesują mnie plotki - stwierdził. - Ale powiem szczerze, że po tym szukałem w internecie trochę informacji na twój temat. Wyświetlały mi się głównie tytuły brukowców, a na medycznych tematach się po prostu nie znam.
    Sakura czuła, że policzki palą ją ze wstydu i złości. No tak. Tego się właśnie spodziewała. Miała już serdeznie dosyć tego dnia.
- Zapytałem więc Izumi, żeby wyjaśniła mi w skrócie o co chodzi - kontynuował. Sakura była zaskoczona, że zadał sobie tyle trudu, żeby dowiedzieć się czegoś więcej niż to, co wydrukowała kolorowa prasa. - Powiedziała, że zostałaś oszukana i okradziona ze swojej pracy. I pojawiłaś się w wojsku bo to co zaczęło się wokół ciebie dziać uniemożliwiało ci pracę w szpitalu. To prawda?
- Tak - kiwnęła głową. Zapatrzyła się przed siebie i zastanawiała się co jeszcze mogłaby dodać. W myślach dziękowała Izumi za przedstawienie szwagrowi faktów, a nie powtarzanie plotek na jej temat.
- Przykro mi - powiedział. Sakura spojrzała na niego i wydawało jej się, że powiedział to szczerze. - Akira ocenił cię bardzo niesprawiedliwie.
- Mam go gdzieś - Sakura wzruszyła ramionami. - Nie zależy mi na jego opinii. Mam jeszcze sporo do zrobienia w temacie samych badań, przedstawienia jej wyników i tak dalej. Praca w wojsku to póki co chwilowy przystanek. Łatwiej będzie mi się udzielać online, poza Kohona, gdzie cały czas nieprzychylni ludzie kręcą wokół mnie afery. 
- Będziesz miała jeszcze jakieś rozprawy?
- Jutro jedna, a potem nie wiem. Też złożyłam pozew, ale dzisiaj skłaniam się ku temu, żeby go wycofać. Za dużo nerwów mnie to kosztuje. Poza tym nie wiem czy znowu będę mogła opuścić Sunę i przylecieć tutaj. Nie chciałabym sprawiać problemów Hinacie i Yato. 
- I tak długo wytrzymałaś patrząc na to, co o tobie pisali - stwierdził. 
- A  jak poszła twoja rozprawa? - odważyła się zapytać mimo, że wiedziała czego ona dotyczyła. Zerknęła szybko na jego lewą dłoń i zauważyła, że już nie nosi obrączki. Został po niej niewielki ślad na palcu.
- Tak jak widać - odpowiedział widząc, że patrzy na jego rękę. Nie dodał nic więcej widocznie niechętny na zwierzenia. Sakura nie naciskała, bo jak nikt inny rozumiała, że Uchiha woli zachować to dla siebie. 
    Sakurze zaburczało w brzuchu. Widziała jak Sasuke spojrzał na nią i uśmiechnął się delikatnie. 
- To już grzmi? - zapytał rozbawiony i rozejrzał się po niebie. Sakura zaśmiała się. Napięcie naturalnie się rozładowało. - Szukamy jakiegoś miejsca na obiad?
- Byle blisko - odpowiedziała i sięgnęła do torebki, żeby wyjąć plastry z portfela. Ucieszyła się, że to zaproponował, bo to oznaczało, że chce spędzić z nią więcej czasu. Jego obecność dobrze na nią działała. Wyciszyła się i zepchnęła gdzieś daleko nieprzyjemną rozmowę z byłym narzeczonym. Jutrzejsze starcie z Nishidą nagle przestało wydawać się jej takie straszne.

    Po obiedzie Uchiha zaproponował, że przyprowadzi swój samochód i zawiezie ją na parking, gdzie zostawiła swoje auto. Sakura już całkiem onieśmielona jego towarzystwem kurtuazyjnie odmówiła uznając, że już i tak za dużo czasu jej dzisiaj poświęcił. W pewnym momencie podczas posiłku zaczęła czuć się jak na prawdziwej randce. Nie to, że Sasuke dawał jej to do zrozumienia, ale uświadomiła sobie, że chciałaby, żeby tak było. Przestraszyła się tego, bo to w żadnym wypadku nie był dobry moment na rozpoczynanie nowego związku zarówno po jej stronie jak i dopiero co rozwiedzionego żołnierza. 
    Wyszli przed restaurację. Wiatr zaczął przybierać na sile, a ciemne chmury skłębiły się nad miastem. Tu i ówdzie widać było błysk, a po nim gdzieś zagrzmiało. Sakura jedną ręką trzymała spódnicę, którą targał wiatr, a drugą próbowała sięgnąć do torebki po telefon.
- Może jednak... - Sasuke nachylił się do niej i nagle lunął deszcz. Gęsty, gruby deszcz, który jak firanka przysłonił wszystko dookoła. Pod zadaszenie lokalu zaczęli wbiegać zmoknięci ludzie z chodnika, więc zrobiło się ciasno. Uchiha próbował ją trochę zasłonić przed napierającym tłumem. - Mieszkam niedaleko - powiedział do niej. - Dosłownie dwie przecznice. Dasz radę pobiec?
- Przeczekam tutaj - odpowiedziała.
- Albo będzie padało piętnaście minut, dwie godziny albo całą noc - zauważył słusznie. - Pobiegniemy do mnie, przebierzesz się w suche ubrania i odwiozę cię pod sąd. 
- Dobrze - zgodziła się ostatecznie i wystraszyła ją ta odpowiedź. Czy zbyt szybko mu ulegała? Przecież w ogóle go nie znała.
- Chodź - wyciągnął rękę w jej kierunku, a ona tylko chwilę się wahając złapała go za dłoń. - Przepraszam - zwrócił się do ludzi przed nimi i pociągnął ją delikatnie za sobą. Wyszli na deszcz i Sakura po kilku sekundach czuła, że jest już cała morka. Uchiha nie biegł, ale ciągnął ją za sobą idąc szybkim krokiem. Niewiele widziała oprócz mokrej koszuli żołnierza, ale pozwalała się mu prowadzić. 
    Deszcz był przyjemny, letni, orzeźwiający. Dla niej równie dobrze mogliby przejść się powoli, bo i tak byli już cali przemoczeni. Miała na to ogromną ochotę, ale nie chciała zmuszać Sasuke, żeby mókł wesoło razem z nią. 
    Doszli do niewysokiego bloku. Uchiha wpisał kod i otworzył przed nią drzwi. Kiedy oboje weszli do środka podszedł do windy i nacisnął przycisk. Sakura patrzyła jak z jego hebanowych włosów kapie woda, koszula przykleiła się do wyrzeźbionego ciała. Odwróciła wzrok czując zawstydzenie. Gdy winda przyjechała wsiedli do niej, a Sakura miała okazję spojrzeć na siebie w lustrze. Tusz spłynął jej z rzęs i miała ciemne smugi na policzkach, mokre różowe włosy wyglądały jak dredy, a jasnokremowa koszula odznaczała jej biustonosz. Wytarła dłońmi twarz i odkleiła koszulę od piersi jednak w żadnym stopniu nie poprawiło to jej wyglądu. Winda zatrzymała się na siódmym piętrze. Sasuke wyszedł z windy i podszedł do drzwi na końcu korytarza. 
- Byłoby niezręcznie gdyby się okazało, że twoja była żona tam jest - odezwała się Sakura za jego plecami. Zgadzając się na jego propozycję w ogóle o tym nie pomyślała.
- To moje kawalerskie mieszkanie - powiedział i wpuścił ją do środka. 
    Stanęła w przedpokoju nie bardzo wiedząc co ma ze sobą zrobić. Zdjęła buty i stała boso. Uchiha wszedł do środka zostawiając mokre ślady na podłodze. Wrócił za chwilę i podał jej puszysty ręcznik.
- Wejdź, wytrzyj się.
- Nie chcę ci niczego zamoczyć.
- To mieszkanie, a nie muzeum - stwierdził. - Zaparzę herbaty.
    Zachęcona weszła do środka, ale nie rozglądała się za bardzo. Była bardzo przejęta, czuła w sobie jakieś napięcie. Uchiha zarzucił sobie ręcznik na mokre włosy i przeszedł do kuchni. Sakura podeszła do wielkiej sofy i położyła na niej swoją torebkę. Odsączyła nadmiar wody z włosów, a potem rozłożyła ręcznik na rogu mebla i przysiadła. Moknięcie było przyjemne pod warunkiem, że później można było się przebrać w suche ubrania. Po chwili Sasuke wrócił z dwoma kubkami gorącej herbaty i postawił je na stoliku przed nią. Wzięła w dłonie ciepłe naczynie i przyłożyła sobie do policzka.
- Przyniosę ci dres, żebyś mogła się przebrać - Uchiha znów zakręcił się po mieszkaniu i zniknął w drugim pokoju. Za oknami deszcz przybierał na sile, burza rozszalała się na dobre. Co chwila błyskało i grzmiało, a w mieszkaniu żołnierza panował półmrok. Sakura uznała, że to nawet lepiej, bo była tak zakłopotana, że nie mogłaby spojrzeć Sasuke w twarz. - Proszę - wrócił szybko i podał jej ubrania. - Łazienka jest tam - wskazał jej palcem.
- Dzięki - powiedziała i odstawiła kubek na blat. Poszła się przebrać w zdecydowanie za duży granatowy dres. Podwinęła nogawki spodni i rękawy bluzy, ale nadal wyglądała komicznie. Wróciła do salonu, gdzie już przy zapalonym świetle lampy przebierał się Uchiha. Był w trakcie ściągania koszuli i Sakura przystanęła na chwilę oniemiała. Na szerokich plecach miał liczne blizny. Założył czarny podkoszulek i odwrócił się w jej stronę. 
- Śmiesznie wyglądasz - skomentował rozbawiony.
- Domyślam się - powiedziała i usiadła na sofie. Ponownie chwyciła za kubek i upiła łyk herbaty. Musiała zająć myśli jakąś prostą czynnością, bo inaczej...
    Nagle światło zgasło i znowu zapanował półmrok. Sakura siedziała sztywno i czekała aż Uchiha pierwszy zareaguje. Czuła, że musi stąd jak najszybciej wyjść. To było nieodpowiednie, że siedziała z nim po ciemku w jego mieszkaniu. On dosłownie chwilę po rozwodzie, a ona ze złamanym sercem przez byłego narzeczonego. 
- To pewnie chwilowe - stwierdził. - Nie mam żadnych świec, ale poszukam latarki.
- Nie, zostaw - powstrzymała go. - Poczekajmy, może zaraz prąd wróci. 
- Jak wolisz - powiedział i usiadł obok niej. 
    Sakura starała się ignorować ciepło, jakie dawała bliskość z żołnierzem. Serce waliło jej w piersi, miała wrażenie, że mózg przestał jej działać. Gdzie ten instynkt, który mówił jej: wyjdź. Chciała, żeby ta chwila trwała jak najdłużej, żeby przesiedzieli tak do rana. Chodziło jej tylko o fizyczność, nie czuła się z nim emocjonalnie związana.
- Naruto nadal cię podrywa? - zapytał nagle.
- Słucham? - nie wiedziała, czy jest zaskoczona tym pytaniem, czy zbulwersowana. Dlaczego nagle pomyślał, żeby zadać pytanie o przyjaciela?
- Proste pytanie - nagle zniżył swój głos.
- Nie podrywa mnie - odpowiedziała na jego pytanie. - Powiedziałam mu szczerze, że nie szukam związku. On to uszanował za co jestem mu ogromnie wdzięczna.
    Teraz czuła się jak oszustka, bo korzystała z pretekstu, żeby być przy mężczyźnie. Owszem, nie chciała się z nikim wiązać, budować poważnej relacji, bo musiała poukładać swoje życie po bolesnym rozstaniu. 
- Pójdę już, zamówię sobie taksówkę - wstała nie mogąc znieść przedłużającej się ciszy i napięcia. - Ubrania oddam do pralni i odeślę na ten adres.
- Dobrze - zgodził się miękko. On również wstał i Sakura zauważyła, że jest zwrócony w jej stronę. 
    Nagle nogi odmówiły jej posłuszeństwa i nie była w stanie się ruszyć. Widziała tylko jak Uchiha powoli nachyla się nad nią. Musnął delikatnie ustami jej policzek w reakcji na co Sakura poczuła jak całkiem odcina jej rozum. Lekko przechyliła głowę w prawą stronę i już napotkała jego usta. Dotknęli się wargami i Sasuke widząc, że ma przyzwolenie od niej na dalsze działania już śmielej ponowił pocałunek. Przytłoczona emocjami Sakura chwyciła go za ramiona, a on objął ją a talii i przyciągnął do siebie. Całowali się namiętnie jakby oboje próbowali o czymś zapomnieć, albo po prostu z chęci fizycznej bliskości. Sakura westchnęła, gdy poczuła ciepłe dłonie Uchihy wdzierające się pod bluzę na jej plecy. Chciała tylko namacalnej bliskości, pragnęła dotyku mężczyzny, dla którego nie była przepustką do kariery i który nie wykorzysta jej dla własnych korzyści. Przez ułamek sekundy pomyślała, że Sasuke chodzi o to samo, bo przecież dopiero co się rozwiódł, więc na pewno nie szukał nikogo na miejsce żony, a już na pewno nie jej. Uspokoiła ją myśl, że oboje pragną tylko spełnienia, bo nic więcej ich nie połączy. 
    Niespodziewanie lampka ponownie się zapaliła, a oni oderwali się od siebie, jakby ktoś ich przyłapał. Sakura spojrzała na Uchihę, w jego oczy które były zasłonięte delikatną nutką pożądania patrzyły wprost na nią. Słyszała jego miarowy oddech, czuła jego zapach i chciała, aby ponownie wziął ją w objęcia. Nie czekając na ruch z jego strony wspięła się na palce i ponownie złączyła ich usta. 
- Co my właściwie robimy? - wyszeptała mu do ucha, kiedy zaczął całować jej żuchwę.
- Mogę przestać jeśli chcesz - odpowiedział na chwilę przestając. Popatrzył jej w oczy i zapytał: - Chcesz?
- Nie - jej głos drżał. Uchiha złapał za dół bluzy w którą była ubrana i powolnym ruchem ją ściągnął. Wilgotne włosy przykleiły się Sakurze do pleców, co spowodowało jeszcze większe ciarki. Została w biustonoszu, więc zawstydzona przylgnęła do niego ciałem. Sasuke wrócił do obdarowywania jej pocałunkami, tym razem po obojczykach. - Będziemy tego żałować? - zapytała cicho.
- Nie wiem - mruknął.
- Wiesz, że gdybyś miał żonę to do tego by nigdy nie doszło?
- Wiem.
- Jak po tym wrócimy do pracy? 
- Normalnie.
- Będziemy udawali, że nic się nie stało? - nagle przez jej głowę przebiegało mnóstwo tego typu pytań.
    Uchiha oderwał się od jej nagiego ramienia i ujął jej twarz w dłonie.
- Strasznie dużo mówisz - powiedział i pocałował ją. Nie mając już żadnych oporów zarzuciła mu ręce na szyję i pociągnęła w swoją stronę chcąc być jeszcze bliżej niego. Sasuke zaczął się powoli przemieszczać nie przerywając pieszczot. W końcu chyba wyraźnie zniecierpliwiony, że idzie tak opornie wziął ją na ręce, a ona oplotła nogi w jego pasie. 
    Przenieśli się do sypialni, gdzie docierało nikłe światło lampki z salonu. Uchiha posadził ją na krawędzi łóżka i zdjął z siebie podkoszulek. Sakura widziała zarys jego mięśni i szerokie ramiona. Nie mogła się doczekać, kiedy znów ją obejmie i zasypie pocałunkami. Wyciągnęła do niego ręce niczym stęskniona kochanka i pociągnęła za sobą na łóżko. Będąc nad nią sięgnął po zapięcie jej biustonosza i po chwili leżała pod nim oczekując na kolejny krok z jego strony. Doczekała się kolejnych pieszczot, a po nich jeszcze jednych już bardziej intensywnych. Jej świat wybuchał raz za razem, a ona nie potrafiła tego zatrzymać. I czuła, że wcale nie chce. 

    Sakura otworzyła oczy czując przyjemny chłód, który muskał jej plecy. W sypialni nie było już ciemno, bo za oknem powoli dzień budził się do życia. Uniosła się delikatnie na łokciach i zobaczyła, że Sasuke nie ma obok niej. Z westchnięciem opadła na poduszkę. Musiała przyznać, że Uchiha ewidentnie znał się na rzeczy. Teraz tylko pozostawało przejść po tym do porządku dziennego. Chcąc, żeby nie było między nimi niedomówień Sakura postanowiła, że od razu wyjaśni pewne kwestie. Rozejrzała się za ubraniami po czym wstała i szybko się ubrała. Żeby nie wyjść do niego w samym biustonoszu założyła podkoszulkę, którą Sasuke ściągnął zaraz po tym, gdy przenieśli się tutaj. 
    Wyszła z spokoju i rozejrzała się za źródłem chłodu. Zauważyła Uchihę siedzącego na tarasie, podziwiającego wschód słońca i popijającego kawę z kubka. Poczuła jak rumieńce wstępują na jej policzki, gdy przypomniała sobie co jeszcze nie tak dawno robili. Opanowała się jednak i podeszła do drzwi balkonowych zwracając na siebie uwagę gospodarza domu. Spojrzał na na jej twarz i uśmiechnął się delikatnie.
- Czyli nadszedł czas na tę niezręczną rozmowę? - domyślił się.
- Tak, później nie będzie okazji - odpowiedziała stanowczo.
- Siadaj - podsunął jej drugie krzesło. - Kawy?
- Chętnie.
    Uchiha wstał i minął się z nią w drzwiach. Sakura na miękkich nogach podeszła do krzesła i usiadła jak zaproponował. Patrzyła na różowiejące niebo po którym w nocy szalała burza i chciała mieć w sobie ten spokój rześkiego, letniego poranka. Przeszedł ją dreszcz bo teraz sama obecność żołnierza przywoływała w jej głowie obrazy z ich nocnej namiętności.
- Proszę - Uchiha pojawił się z kubkiem kawy i kocem, którym ją okrył. - Chyba ci zimno.
- Trochę - skłamała. Wzięła od niego naczynie z kawą i upiła solidny łyk. Było jej gorąco, ale widocznie musiał zauważyć, że się trzęsie. Nie wiedział tylko, że z emocji, a nie zimna. Postanowiła, że zacznie pierwsza. - Pewnie będzie ci trudno w to uwierzyć, ale nie jestem kobietą, która dla zabawy wskakuje facetom do łóżka.
- Spodziewałem się, że to powiesz - oznajmił spokojnie. Sakura spojrzała na niego przestraszona, że właśnie tak mógł o niej pomyśleć. - Nie uważam cię za taką kobietę.
- Dziękuję - odetchnęła i miała nadzieję, że mówi prawdę. - Nie mam też żadnych oczekiwań po tym co się stało, więc możesz być spokojny.
- Jestem - znowu odpowiedział lakonicznie. 
- Nie będę o tym z nikim rozmawiała, kiedy już wrócimy do Suny.
- Nawet z Hinatą?
- Nawet - potwierdziła. - Byłoby niezręcznie gdyby ktoś niepożądany to usłyszał. 
- Czyli udajemy, że nic się nie stało? - domyślił się. 
- Tak, bo to się już nie powtórzy - odpowiedziała i oboje zamilkli. Była pewna wypowiedzianych słów, ale nagle zrobiło się jej przykro. Popatrzyła na Sasuke, który przeszywał ją spojrzeniem. Był bardzo opanowany, co pozwoliło jej sądzić, że dla niego to była również jednorazowa akcja. - Wydaje mi się, że oboje mieliśmy swoje powody, żeby to zrobić - dodała po chwili. - Nie wnikam w twoje, nie pytaj o moje. Tak będzie lepiej.
- Też tak sądzę - powiedział i upił łyk kawy. 
- To wszystko? - upewniła się, że mają wyjaśnioną sytuację między nimi.
- Mam jedno pytanie, ale jest bardzo osobiste, więc nie musisz na nie odpowiadać. 
- Hm?
- Ten lekarz, twój narzeczony wykorzystał cię do tych badań? - zapytał, a jej ścisnęło się serce. Widać było po niej, że jest naiwna, czy połączył kropki zapoznając się z artykułami we Fleszu i widząc ją zapłakaną po wyjściu z sądu? - Chciał się na tobie wybić, bo byłaś w nim zakochana?
- Tak - potwierdziła. - Ostatnie kilka lat mojego życia okazało się być kłamstwem. 
- To chyba możemy zbić sobie piątkę - uśmiechnął się smutno i stuknął jej kubek swoim. 


____________________________

Dobra, nie wiem co tu się stało. I brzmi to pewnie idiotycznie, bo w końcu kto jak nie ja piszę to opowiadanie. 
Ale po kolei: rozdział tak długi, że można było to podzielić na dwa. Ale chciałam, żeby w tym zadziały się pewne rzeczy. Z kolei TYCH rzeczy nie planowałam. Pomyślałam, że może tam się pocałują i rozejdą. Jednak jakoś tak to zbliżenie mi bardziej pasowało do historii, którą im wymyśliłam i która będzie bardziej skomplikowana niż w Kosmosie. 
Mam wrażenie, że te opisy intymne nie wychodzą mi najlepiej (czy powinnam dodać ograniczenie wiekowe do bloga?), więc staram się nabudować sytuację, a resztę pozostawić do Waszej wyobraźni. Wydaje mi się to lepsze i takie bardziej subtelne.
Wybaczcie też ewentualne literówki.

Tyle z tłumaczeń. Dajcie nać, czy się Wam podobało, bo jestem bardzo przejęta odbiorem tego rozdziału. 

Do następnego!

Komentarze

  1. Jestem w szoku, że wczoraj go przegapiłam hahah.
    Fantastycznie się czytało tak długi rozdział.
    Pojawiają się kolejne postacie, to super, jestem bardzo zaskoczona obecnością babci Chiyo, pozytywnie oczywiście! Świetną radę jej dała i wierzę, że Sakura na maksa z tego skorzysta.

    Bardzo przykro mi się zrobiło czytając o tym co były frajer narzeczony jej powiedział, jakie powody były tego, że wszedł z nią w związek. Najlepsze jest to, że takie odpady naprawdę istnieją..
    I naprawdę osobiście dało mi to dużo do myślenia, zarówno jej rozmowa z Chiyo jak i to co powiedział, bo to naprawdę życiowe sytuacje..
    Ale wracając na przyjemniejsze tory..
    CO TAM SIE ZADZIAŁO!!! 🤯🤯
    Próbuje myśleć jak to napisać, ogólnie zajebiście. Naprawdę, dwójka dorosłych ludzi, po ciężkich rozprawach, spacer, porozumienie, uczucia i tak wyszło, zupełnie normalnie i naturalnie. Nawet jeśli w ich początkowa relacja, rozmowy wskazywały na to, że tak to się skończy to nic nie szkodzi, no jak to moja koleżanka mówi "trzeba słuchać swojego ciała i ono dużo nam mówi, zwłaszcza w obecności tej jednej osoby".
    Ja się cieszę, że sprawy się tak potoczyły, to zupełnie coś innego, coś nowego i jestem zadowolona z takiego obrotu spraw, teraz tylko zobaczymy jak oni się z tym mają. 🤭 Naprawdę mega fajnie to wyszło!

    Nie sądzę żebyś musiała dodawać ograniczenie wiekowe, bo jest to napisane ładnie, delikatnie i nikogo nie "zgorszy". I opisu wychodzą Co super, w tych intymnych sytuacjach, bo nie jest to wulgarnie napisane, nie piszesz opowiadania erotycznego, ja uważam, że taki opis jeśli jesteś z tym okej i dobrze się z tym czujesz w zupełności wystarczy czytelnikom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Musiałam podzielić na dwa żeby mnie ograniczenie znaków nie zaskoczyło. No w każdym razie, naprawdę przyjemnie, lekko się to czytało. No i nie pozostaje nic więcej jak czekać na kontynuację. Końcówka mega smutna, mieszanka uczuć podczas czytania niesamowita.

    Także tak, czekam na więcej, jak zawsze mi się bardzo podobało. Tobie życzę wszystkiego dobrego i do następnego! 💕

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej witam!
      Cieszę się, że rozdział Ci się podobał :) zawsze z niecierpliwością czekam na Twoją opinię.
      Tak właśnie chcę przedstawić Sakurę i Sasuke w tym opowiadaniu: ludzie po przejściach, z własną skomplikowaną przeszłością. Może to co się wydarzyło było zbyt przewidywalne, ale trochę takie miało być. Bez rozmyślania co będzie potem, jak to się dalej ułoży. Chcę do tego dopisać ich historię i mam nadzieję, że uda mi się dobrze przedstawić te dwa skomplikowane charaktery.
      Bardzo podobają mi się słowa Twojej koleżanki. W pełni oddają to, co się akurat zadziało między dwójką głównych bohaterów. Brzmią dokładnie tak, jakby wypowiedziała je Hinata do Sakury. Tak mi się skojarzyło.
      Fajnie, że czytasz, czekasz i dajesz znać co sądzisz. Dziękuję za Twoją obecność tutaj :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Oj dawno mnie tu nie było! Chyba wieki, bo miałam niezłe nadrabianie (i niczego nie żałuję!).
    Mega się cieszę, że zdecydowałaś się w tym opowiadaniu na śmielszą relację. Uwielbiam te niezręczne-ale-totalnie-wspaniałe momenty między Sasuke i Sakurą. To jaki jest cichy i opiekuńczy, jak jego gniew na wszystkich, którzy ranią Sakurę wisi w powietrzu.

    Noo i nie spodziewałam się akcji pod koniec. A JUŻ NA PEWNO nie spodziewałam się końcówki. Oczywiście, że oboje nie mieli na myśli rozstania się i zostawienia tej nocy za sobą. Cmon. My to wiemy, oni też. Ale nie mogę się doczekać, aż tak na prawdę to do nich dotrze. He he

    Jak zwykle - nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
    Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się cieszę, że jesteś! Tak nieśmiało wypatrywałam jakiegoś komentarza od Ciebie.
      Przyznam, że pomimo wcześniejszych wątpliwości to też lubię tą ich relację. Nie takie krążenie wokół siebie jak w Kosmosie. Chociaż nie ukrywam, że łatwo im nie będzie, ale bez spojlerów.
      Bardzo lubię jak trafnie odgadujesz, czy analizujesz wszystkie momenty z nimi z ich rozmów, wspólnego spędzania czasu i to, co wisi w powietrzu. Wtedy mam poczucie, że dobrze opisuję to, co siedzi mi w głowie i jak chcę ich przedstawić.
      Kolejny rozdział idzie trochę opornie, bo inne sprawy na głowie i takie tam, ale jest w trakcie!
      Trzymaj się również i do zobaczenia :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Spam będzie usuwany.

Popularne posty z tego bloga

Rozdział drugi

Rozdział czwarty